07.12.2009

Prywatyzacja zdrowia bez gwarancji

REFORMA. Rządowy plan "B" przekształcania szpitali w spółki okazał się kompletną klapą

Dotąd z programu zmian skorzystały zaledwie trzy placówki, a tylko 13 kolejnych jest w trakcie załatwiania formalności, wśród nich krakowski Szpital im. Rydygiera.

Plan ratunkowy dla szpitali, tzw. program "B", rząd obwieścił w lutym. Program przewidywał przekształcanie szpitali w spółki prawa handlowego. W myśl tej koncepcji właścicielem spółki i całego majątku szpitala zostaje samorząd - tj. obecny organ założycielski, czyli powiat lub województwo - który, po przeprowadzeniu reorganizacji placówki, przedstawienia biznesplanu itp. ma otrzymać z kasy państwa bezzwrotną dotację, przeznaczoną na spłatę długów szpitala.

Po interwencjach Związku Powiatów Polskich program zmodyfikowano w ten sposób, że z dotacji mogą też korzystać te szpitale, które nie są zadłużone, bo wcześniej starosta lub marszałek zaciągnął pożyczki w banku, by długi spłacić. Celem programu miało być nie tylko proste oddłużenie szpitali, ale też pomoc samorządom w poprawieniu funkcjonowania opieki zdrowotnej na ich terenie.

Resort zdrowia szacował, że przekształceniom podda się ok. 30-40 proc. spośród 700 szpitali publicznych. Niestety, do dzisiaj z programu skorzystały zaledwie trzy szpitale: do kas samorządów już wpłynęły dotacje na ich oddłużenie. 13 innych zmaga się z wymogami programu "B" i jeśli nawet wszystkie dobrną do pomyślnego finału - co wcale nie jest pewne - to i tak ta niewielka liczba oznacza całkowitą porażkę rządowej koncepcji.

Samorządy nie palą się do korzystania z programu, bo - w ich ocenie - niewiele zyskują. Szpitale są bowiem zadłużone przede wszystkim u dostawców - tj. hurtowni farmaceutycznych, zakładów energetycznych itp. - a tych zobowiązań z rządowych dotacji przewidzianych przede wszystkim na zwrot długów do ZUS-u, fiskusa i banków nie można spłacać. Poza tym okazuje się, że procedura wyceny, likwidowania publicznego szpitala i przenoszenia poszczególnych jego składników do tworzonej przez samorząd spółki jest tak skomplikowana i kosztowna, że częstokroć wydane na ten cel sumy są porównywalne z kwotą oferowanej dotacji.

15 spośród 16 placówek uczestniczących w programie, to średniej wielkości lecznice powiatowe z różnych rejonów kraju. Jedynym dużym, wieloprofilowym szpitalem, który zaryzykował wejście do programu "B", jest krakowski Szpital im. Rydygiera, zadłużony na 23 mln zł (m.in. w ZUS i bankach). W miniony poniedziałek sejmik małopolski przyjął program jego przekształcenia w jednoosobową spółkę województwa; przygotowania powinny być zakończone w połowie przyszłego roku.

Pacjent zyska czy straci? Dr Krzysztof Pach, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w Szpitalu im. Rydygiera, uważa, że dziś nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Zastanawia się, czy zarząd tworzonej spółki nie zamknie nierentownych oddziałów szpitala - takich jak np. Szpitalny Oddział Ratunkowy - jeśli placówka ponownie zacznie wpadać w długi.

Dyrektor placówki Krzysztof Kłos nie podziela tych obaw: większość oddziałów przynosi bowiem zysk, którymi wyrównywane są straty nielicznych oddziałów nierentownych. W ubiegłym roku szpital jako całość przyniósł 8 mln zł zysku. Również Wojciech Kozak, członek zarządu województwa, nie widzi możliwości likwidacji nierentownych oddziałów. Zaważa, że w radzie nadzorczej przyszłej spółki przewagę będą mieli przedstawiciele samorządu województwa, który nigdy nie wyrazi na to zgody.

Głównym zagrożeniem dla pacjenta nie jest przekształcanie placówki w spółkę, ale coraz słabsza kondycja finansowa Narodowego Fundusz Zdrowia: dziś już wiadomo, że w przyszłym roku Szpital im. Rydygiera otrzyma z funduszu o 12 mln zł mniej niż w tym, co oznacza, że kolejki do leczenia się wydłużą.

Krzysztof Kłos ma nadzieję, że budżet placówki podreperują pacjenci komercyjni, których szpital po przekształceniu w spółkę będzie mógł przyjmować. Dyrektor szacuje, że dzięki temu placówka dorobi do kontraktu z NFZ ok. 5-6 mln zł. Jednak dr Krzysztof Pach uzyskanie takiej kwoty uważa za nierealne, gdyż - jak podkreśla - ludzie nie mają pieniędzy na prywatne leczenie. Zdecydowana większość woli na zabieg poczekać niż za niego płacić. Świadczy o tym choćby walka prywatnych klinik o jak najwyższe kontrakty z NFZ, bo wpływy z prywatnej kieszeni pacjenta stanowią niewielki procent ich przychodów.

Nie można wykluczyć, że województwo wyda kilka lub nawet kilkanaście milionów na przekształcenie szpitala w spółkę, przejmie na siebie jego dług i spodziewanych 23 mln zł dotacji z kasy państwa nie otrzyma. W listopadzie przedstawiciele zarządu województwa oraz dyrekcji szpitala byli bowiem w resorcie zdrowia z prośbą o gwarancję otrzymania tej kwoty po spełnieniu wszystkich wymogów programu "B". Okazało się jednak, że resort takich gwarancji nie daje.

Dorota Stec-Fus

dstec@dziennik.krakow.pl

Coraz mniej pieniędzy

Na realizację programu "B" przeznaczono najpierw 2,7 mld zł z kasy państwa, potem kwota ta zmalała do 1,15 mld zł. W tym roku na realizację programu zarezerwowano ostatecznie 40 mln zł, a w budżecie przyszłorocznym tylko 350 mln zł.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz