10.02.2012

Nowak pozbył się Klicha

ODWOŁANIE. "Akredytowany" nie jest szefem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych ani nawet jej członkiem

O odwołaniu Edmunda Klicha poinformował wczoraj minister transportu Sławomir Nowak. Swoją decyzję tłumaczył głównie tym, że dymisji byłego polskiego przedstawiciela przy rosyjskim MAK domagali się niemal wszyscy członkowie komisji.

Minister nie musiał jednak liczyć się z ich zdaniem, bo o zajmowaniu posady szefa PKBWL decyduje szef resortu transportu (wcześniej infrastruktury).

Polski akredytowany, jak powszechnie nazywany jest płk Klich, w ubiegłym tygodniu, gdy komisja przegłosowała wniosek do ministra transportu o jego odwołanie, podkreślał, że nie zamierza sam odejść. Przekonywał, że jego przeciwnicy z komisji nie przedstawili żadnych merytorycznych argumentów, które świadczyłyby przeciwko niemu. A nawet zarzucił im, że zanim objął funkcję szefa komisji - w roku 2006 - pracowali w sposób skrajnie nieefektywny. Na dowód podał liczby. Przed 2006 r. rocznie załatwiali ok. 20 spraw, a za jego kadencji - ok. 140. Wczoraj Klich powiedział, że i tak sam najpewniej zrezygnowałby. Nie krył jednak niezadowolenia z decyzji ministra.

Warto jednak pamiętać, że w PKBWL pracują też ludzie, którzy należeli do tzw. komisji Jerzego Millera, badającej przyczyny katastrofy tupolewa (np. Maciej Lasek, wiceszef komisji Millera i PKBWL). Oni też podpisali się pod końcowym raportem przed zbadaniem wielu oczywistych dowodów.

Minister Nowak przed wydaniem decyzji dwukrotnie spotkał się z płk. Klichem. Spotkał się też z członkami komisji. Wczoraj przyznał, że powodem wniosków o odwołanie Klicha była (odwzajemniona) niechęć członków komisji do niego. PKBWL w uzasadnieniu swojego wniosku napisała m.in., że jest on spowodowany "całkowitą utratą autorytetu przez Edmunda Klicha". Zarzucono mu "brak cech i umiejętności interpersonalnych", "ograniczone umiejętności w komunikowaniu się, prymitywne metody motywowania pracowników oraz - co najistotniejsze - częste kreowanie konfliktów, których nie jest w stanie rozwiązać".

Nowak choć mógł, nie wyznaczył nowego szefa komisji. Tę sprawę pozostawił w rękach jej członków. Mogą wybrać kogoś ze swojego grona albo spoza - osobę z autorytetem. Pracami pokieruje do tego czasu jej sekretarz Agata Kaczyńska.

Klich zakończył tym samym pracę w komisji, którą rozpoczął w 2003 r. Trzy lata później stanął na jej czele. Niemal równy rok temu na kolejną 5-letnią kadencję powołał go ówczesny minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Dwa tygodnie później Grabarczyk odrzucił wniosek 13 z 15 członków komisji, którzy zagłosowali za odwołaniem Klicha. Zarzucali mu wtedy "bierną postawę" przy współpracy z rosyjskim MAK w sprawie katastrofy smoleńskiej. Zdaniem oponentów doprowadziło to do sytuacji, w której w raporcie MAK nie uwzględniono wielu wniosków strony polskiej. Jesienią 2010 r. MAK przesłał do Polski swoją wersję raportu. Nasi eksperci ustosunkowali się do nich. Przedstawili kilkadziesiąt uwag. MAK tylko kilka z nich, i to wyłącznie o marginalnym znaczeniu, uznał za zasadne. Pozostałe odrzucił. W Polsce część winy za taką postawę Rosjan złożono na barki Klicha. Dlatego m.in., że przekonywał, iż pocięcie wraku tupolewa nie było zacieraniem śladów przez Rosjan. Mówił, że skoro mamy czarne skrzynki, wrak nie jest kluczowym dowodem i twierdził, że nie ma potrzeby powołania międzynarodowej komisji dla zbadania przyczyn katastrofy.

Kogo podsłuchiwał pułkownik Klich

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz