10.02.2012

Żal dopiero nadejdzie

ROZMOWA z prof. ZBIGNIEWEM NĘCKIM, psychologiem społecznym, wykładowcą UJ, o zachowaniu rodziny półrocznej Magdy

- Zaledwie kilka dni po odnalezieniu ciała dziewczynki jej ojciec i babcia spokojnie opowiadali o swojej tragedii przed kamerami telewizyjnymi. To było dość zaskakujące.

- Faktycznie zaskakujące, bo wydaje się, że ten dramat straty dziecka powinien łączyć się z wielkim żalem. A tu może i widać było trochę żalu, ale niespecjalnie. Mogę ich jednak usprawiedliwić. Przypuszczam, że ta stała ekspozycja społeczna, to, że są cały czas obserwowani, śledzeni i na różne sposoby przepytywani doprowadziło u nich do znieczulenia. Dzięki temu łatwiej im będzie przerwać tę fazę intensywnego kontaktu zewnętrznego.

Nie sądzę, żeby spokój i taka obojętność rzeczywiście w nich istniały, ale że sobie je wypracowali. To jest sytuacja podobna do zbyt długiego pogrzebu, który powoduje, że jesteśmy wyczerpani i przestajemy płakać. Ale to jest tylko koniec płaczu, nie koniec cierpienia.

- Czyli ten żal, który wydawałby nam się normalną reakcją na taką sytuację może dopiero nadejść?

- Myślę, że nadejdzie i będzie bardzo silny. Poczucie straty i wiążące się z tym rozpacz i dramat dopiero na nich czeka. To są w końcu ludzie dość prości, którzy znaleźli się w zupełnie obcej dla siebie sytuacji, otoczeni gigantyczną liczbą dziennikarzy, reporterów i policjantów. Myślę, że to stłumiło w nich ten żal po śmierci dziecka.

- A skąd się bierze u nich potrzeba mówienia o tym w mediach?

- Z psychologicznego punktu widzenia jedyną przekonującą motywacją jest tu chęć ostatecznego i pełnego wyjaśnienia swojego stanowiska. Oni doskonale wiedzą, że cała Polska od dwóch tygodni żyje tą sprawą, dlatego przypuszczam, że chcieli dać sobie szansę na precyzyjne, jasne i dokładne określenie swojej wersji wydarzeń, tego jak postępowali i co myśleli.

To były próby poniekąd wyjaśnienia, a poniekąd usprawiedliwienia się. Chcieli ostatecznie zablokować domysły, plotki, pomówienia i niejasności.

- Ale też próbowali pokazać: my jesteśmy tylko ofiarami, cała odpowiedzialność leży po stronie matki.

- Dostrzegam ten element odsunięcia się od matki. Nie jest on bardzo wyraźny, ale jednak mąż i teściowa usprawiedliwiają się bez jej obecności, a ona w tej chwili nie ma prawa głosu. Generalnie wydaje mi się, że więzy wewnątrz tej rodziny były trochę rozluźnione. Przypuszczam, choć mogę tu tylko spekulować, że nie było tam wzajemnego wsparcia, więc ten dramat ukazał po prostu słabość relacji między nimi. Może dopiero, kiedy zostaną sami i ta sprawa trochę ucichnie, będą mieli czas na wyjaśnienie sobie, dlaczego do tego doszło.

- Zainteresowanie ich rodziną nie ucichnie, jeśli będą dodatkowo ściągać na siebie uwagę mediów występami u boku Krzysztofa Rutkowskiego.

- To prawda, że w ten sposób ściągają dodatkową uwagę, ale też istnieje społeczne oczekiwanie poznania ich zdania. Wszyscy mamy taką potrzebę wewnętrznego ładu, a ona zależy od zrozumienia wydarzeń, które nas frapują. Jeśli ginie dziecko, a ja nie rozumiem, dlaczego, to świat nie jest normalny.

Rozmawiał MACIEJ PIETRZYK

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz