01.09.2010

Jarosław Ziętara - dziennikarz, któremu zamknięto usta....

NIEWYJAŚNIONE. Jarosław Ziętara to pierwszy dziennikarz, który zaginął w wolnej Polsce. Przepadł bez wieści 18 lat temu, w pierwszy dzień szkoły.

Był wulkanem energii Fot. www.jarek.sledczy.pl

Miał 24 lata, ciemne, kręcone włosy, brązowe oczy... Tamtego dnia, dokładnie 18 lat temu ubrany był w czarną koszulę i bawełniane spodnie. Niósł pustą czarną lub granatową torbę. Najprawdopodobniej szedł do redakcji... Dzień jak co dzień.

Godzina 8.40. Jarosław wychodzi z domu, idzie w stronę redakcji. Nie zabiera ze sobą jednak dokumentów, legitymacji prasowej ani notatnika, z którym się nie rozstawał. Żegna go dziewczyna. Przeżywają ostatnio kryzys. Jarosław szuka nawet lokum, by zacząć od nowa... Do dzisiaj nie wiadomo, co myślał, pośpiesznie idąc do redakcji bez dziennikarskiego ekwipunku, z pustą torbą.

Inteligentny, błyskotliwy, niezwykle ambitny, czasem wymagający od siebie zbyt wiele i surowo się oceniający - tak zapamiętali go koledzy z poznańskich redakcji prasowych i radia.

Pamiętają go też, jako człowieka skrytego, nieobnoszącego się ze swoimi problemami, introwertyka...

Po krótkiej przygodzie radiowej trafił do tygodnika "Wprost". Praca ta zakończyła się dla niego fatalnie. Chciał nawet odejść z zawodu, gdy jego źle udokumentowany tekst o poznańskich biznesmenach trzeba było sprostować, a bohaterów przeprosić. Skończyło się na odejściu z redakcji.

Gdy przeszedł do "Gazety Poznańskiej" był rzetelny i tym bardziej czujny, by drugi raz się nie podłożyć.

Był dziennikarzem śledczym, publicystą, zajmował się polityką, gospodarką i sprawami społecznymi. Jak mówili koledzy z redakcji, to nie on tropił afery, to afery go odnajdywały.

Być może zaginął przez jedną z nich.

Policja rozważała najróżniejsze wersje tego zaginięcia: ucieczkę za granicę, samobójstwo w związku z nieszczęśliwą miłością, utratę pamięci, wyprawę w góry, które bezgranicznie kochał, a nawet zmianę tożsamości na rzecz służb specjalnych.

Jacek, brat Jarosława nigdy ani przez chwilę nie wierzył w sugerowane przez śledczych hipotezy...

- Był torpedą, wulkanem energii - mówił. - Mimo introwertycznej natury nie uciekał, gdy miał problemy w pracy, zaczynał od nowa... I miał talent do zbierania się po przejściach. Tuż przed zniknięciem cierpiał na problemy żołądkowe, może czymś się przejmował, może coś go dręczyło...

Jacek często odwiedza grób Jarka. Jest pusty. Dzisiaj nie wierzy już, że Jarek żyje; ale pustka grobu wciąż stymuluje go do walki, by wyjaśnić zaginięcie, odnaleźć choćby strzępy informacji, bo ludzie przecież nie znikają...

Ojciec Jarosława Ziętary od pierwszego dnia po zniknięciu wiedział, że stało się coś złego. Pisał w sprawie syna do wszystkich najważniejszych osób w państwie. Jego determinacja sprawiła, że wszczęto śledztwo. Dopiero po roku od zaginięcia dziennikarza.

Jerzy Jakubowski, były szef wydziału dochodzeniowo-śledczego poznańskiej Komendy Wojewódzkiej Policji, dzisiaj nie ma już wątpliwości, że było za późno.

Prokurator Jacek Tylewicz, który jako pierwszy zajmował się sprawą Ziętary, przyznaje, że krążyły wówczas plotki o zamieszanie służb specjalnych w zniknięcie dziennikarza, jednak mierne wyniki śledztwa usprawiedliwia czasem jego rozpoczęcia. Nie ma też żadnych zastrzeżeń do ówczesnych współpracowników oraz policji.

wydrukuj wyślij dodaj do dodaj do

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz