06.07.2010

Gdy smród nie daje żyć

ŻYCIE CODZIENNE. Ministerstwo Środowiska zapowiada, że jeszcze w tym roku do rządu trafią założenia do projektu ustawy o przeciwdziałaniu uciążliwości zapachowej.

Problem w tym, że prace nad tą ustawą ciągną się już od trzech lat. Tymczasem mieszkający w pobliżu zakładów emitujących nieprzyjemne zapachy są coraz bardziej rozgoryczeni. Wątpią, że cokolwiek się zmieni. Piszą skargi do władz lokalnych, inspekcji ochrony środowiska, parlamentarzystów. Jednak samorządowcy twierdzą, że bez odpowiednich regulacji prawnych są bezradni.

O tym, jak uciążliwy jest smród doskonale wiedzą mieszkańcy gminy Gołcza. Na jej terenie - w Wielkanocy - zlokalizowany jest największy w naszym województwie zakład utylizacji odpadów poubojowych i padliny - Saria Małopolska. Ludzie pukali już do drzwi różnych instytucji z prośbą o pomoc. Ostatnio powstał nawet nieoficjalny blog gminy Gołcza, w którym czytamy m.in. "Apelujemy do władz (lokalnych - przyp. red.) o wszczęcie przedsięwzięć mających na celu eliminację odoru z zakładu utylizacyjnego Saria (...). Również pełni obaw o nasze zdrowie apelujemy o wykonanie badań epidemiologiczno-sanitarnych mających na celu sprawdzenie oddziaływania odoru na zdrowie i środowisko".

Wójt Lesław Blacha przyznaje, że Saria emituje nieprzyjemne zapachy. - Śmierdzi tu od lat, ale w tym roku to rzeczywiście wyjątkowy koszmar. Najgorsze jest to, że my nie możemy nic zrobić. Nie ma przepisów, na mocy których moglibyśmy domagać się od tej firmy wykonania inwestycji, które wpłyną na ograniczenie emisji uciążliwych zapachów. Spore nadzieje dawała opracowana w 2007 roku tak zwana ustawa odorowa. Jednak niektóre jej zapisy były kontrowersyjne dla wielu środowisk - mówi Lesław Blacha. Przypomina, że wątpliwości budziła m.in. metoda pomiaru zapachu na tzw. nos wójta. - To właśnie on miał powoływać komisję, która określi, jak bardzo śmierdzi z danego zakładu. Początkowo samorząd miał mieć wpływ nawet na zamknięcie firmy, ale później zdecydowano, że będzie mógł nakładać kary finansowe - podkreśla wójt Blacha.

W tym przypadku Biuro Prasowe Ministerstwa Środowiska informuje: - Na obecnym etapie brane są pod uwagę wszystkie techniczno-technologiczne możliwości rozwiązań. Założenia są takie, aby sprawy rangi gminnej i lokalnej przekazać wójtom i burmistrzom, natomiast sprawy z zasięgu przekraczającego lokalny odpowiednim terenowo marszałkom.

Leszek Herian, dyr. Sarii w Wielkanocy, zauważa, że trudno winić zakład za to, iż akurat tu trafiają odpady zwierzęce do utylizacji. Dodaje jednak, że firma ma już przygotowaną dokumentację i zabezpieczone pieniądze na inwestycję, która ograniczy smród. - Nie ruszamy z nią tylko dlatego, że nie ma ustawy odorowej. Nie mamy pewności, czy montując biofiltry spełnimy normy dotyczące emisji niektórych składników do powietrza, a więc nie wiadomo, czy uzyskamy efekt ekologiczny. Trudno wydawać 5 mln zł bez gwarancji, czy w przyszłości spełnimy wymogi ustawowe, bo może się okazać, że były to pieniądze wyrzucone w błoto - wyjaśnia dyr. Leszek Herian.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

WANDA BARTCZAK
2010-07-10 23:24:29

Żyjemy wsmrodzie z chlewni.Dom nasz znajduje ,się 15m do fabryki smrodu.Lato jest straszne,okna pozamykane,co mamy robić?.Chcę nadmienić że kiedy budowaliśmy dom chlewni nie było sąsiad bydował wiaty garażowe co z czasem przekwalifikował na chlewnię.

Odpowiedz »

Dodaj komentarz