16.06.2010

Cimoszewicz na bezrybiu

Krzysztof Leski: ANALIZA

Włodzimierz Cimoszewicz, jeszcze niedawno nadzieja lewicy na wybory prezydenckie, ogłosił wczoraj, że w niedzielę zagłosuje na Bronisława Komorowskiego.

Na bezrybiu i rak ryba - to niespodzianka i jedno z ciekawszych wydarzeń w wyjątkowo bezbarwnej kampanii 2010 roku. Znaczenie ma głównie symboliczne. Wpływ deklaracji Cimoszewicza na wynik głosowania będzie zapewne niewielki.

Cimoszewicz umotywował swój wybór tezą, że Komorowski oznacza "okres spokojnej współpracy pomiędzy rządem, prezydentem a parlamentem". Deklaracja byłego premiera była dość umiarkowana: Cimoszewicz podkreślił, że nie mówi wyborcom, na kogo mają głosować, gdyż "respektuje ich samodzielność".

Niespodzianką jest nie tyle sama deklaracja senatora, lecz moment jej złożenia. Kilka tygodni temu Cimoszewicz uchodził za kandydata w wyborach, a SLD i drobniejsze ugrupowania lewicy zabiegały, by zechciał podjąć się tej roli. On jednak, jak się wydaje, liczył, że mógłby zostać wspólnym kandydatem lewicy i PO. Gdy to okazało się nierealne, ogłosił, że prezydentura go nie interesuje. Gdy SLD zdecydował się na wystawienie Grzegorza Napieralskiego, oświadczył, że nie wesprze go w kampanii, bo młody lider nie jest "dostatecznie dojrzały".

W podobnym duchu wypowiadał się Marek Borowski, Tomasz Nałęcz i kilka innych "legend" lewicy, zgodnie prognozując wyborczą klęskę Napieralskiego. Gdyby wtedy Cimoszewicz ogłosił poparcie dla Komorowskiego, zaskoczenie byłoby niewielkie. Dziś jednak Napieralski zdołał podnieść sondażowe notowania nawet do kilkunastu procent, co - przy założeniu niewielkiej wiarygodności sondaży - jest pewnym politycznym sukcesem. W szeregi SLD wyraźnie wstąpiła nadzieja, stąd zapewne słowa o rozczarowaniu, jakie po deklaracji Cimoszewicza padły wczoraj z ust polityków SLD i samego Napieralskiego.

- Tak po ludzku jest mi przykro - rzekł Napieralski. Dodał, że Komorowski zdobył w ten sposób "jeden głos".

- Ja liczę, że zdobyłem dzisiaj kilka tysięcy - mówił o swojej wizycie w Nowej Hucie, gdzie od godz. 5.30 rozdawał robotnikom jabłka. To kolejna wielka fabryka, przed którą kandydat SLD zjawia się niemal o świcie. Ten sposób prowadzenia kampanii zdaje się budzić w pozostałych kandydatach lekceważenie, ale może być do pewnego stopnia skuteczny.

Nie ma wątpliwości, że Cimoszewicz cieszy się wciąż dużym szacunkiem w elektoracie SLD. Gdyby nawet Napieralski wlókł się w ogonie sondaży, wyborcy lewicy nie czekaliby na wskazówki polityka z Białowieży. Dziś część najwyraźniej uwierzyła w Napieralskiego. Ci zaś, którzy głos na niego uznają za stracony, także w ogromnej większości wybiorą albo Komorowskiego jako "przeciwnika IV RP", albo Kaczyńskiego jako "gwaranta zdobyczy socjalnych". Deklaracja Cimoszewicza to nie jest "jeden głos", ale na pewno nie przysporzy Komorowskiemu setek tysięcy. Dobrze, jeśli kilkadziesiąt.

Pozostaje pytanie: dlaczego? Co sprawiło, że Cimoszewicz wsparł kandydata partii, której politycy mieli zainspirować Annę Jarucką do zwierzeń eliminujących go z poprzednich wyborów prezydenckich? Być może Platforma coś Cimoszewiczowi obiecała. Już wcześniej przecież forsowała go na prominentne stanowiska w instytucjach międzynarodowych. Wątpliwe też, że chciałaby mieć go na dłuższą metę we własnych szeregach.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz