13.03.2010

Krótka pamięć Jana Koska

AFERA HAZARDOWA. Krakowska odsłona śledztwa nie przyniosła przełomu

Najbardziej lubię pić kawę w Krakowie - mówiła podczas przerwy w przesłuchaniach pos. Beata Kempa Fot. Anna Kaczmarz

Nie pamiętam - tak najczęściej odpowiadał wczoraj na pytania członków sejmowej komisji hazardowej Jan Kosek, biznesmen branży hazardowej. Podkreślał, że interes i pomyślność państwa są zależne od rozwoju firm hazardowych (skarb państwa uzyskuje od nich niecałe pół miliarda złotych).

Posłowie byli bezradni. Jedynie w kuluarach narzekali na zeznania krakowskiego świadka. Podkreślali, że świadkowi nie wierzą, że znane im stenogramy przeczą jego słowom, ale w trakcie przesłuchania nie udowodnili Koskowi mówienia nieprawdy czy nonsensów. Nawet wtedy, kiedy biznesmen raz po raz mocno bolał nad nędzną kondycją finansową branży hazardowej. Posłowie - mimo że w rozmowie z dziennikarzami kpili z żalów biznesmena - podczas przesłuchania nie potrafili zakwestionować choćby jednej podanej przez niego liczby.

Wyjazdowe przesłuchanie odbyło się w krakowskim magistracie. Prosił o nie ciężko chory Jan Kosek. Mimo że podczas przesłuchania obowiązywał zakaz filmowania i fotografowania świadka, fotoreporterzy robili zdjęcia, gdy wchodził do magistratu.

Wydarzenie, jakim były obrady komisji w magistracie, zaciekawiło wielu miejskich urzędników. W trakcie jednej z przerw pojawił się prezydent miasta Jacek Majchrowski. - Chciałem zobaczyć, jak ten cyrk wygląda - powiedział.

- Jan Kosek, 60 lat, doktor inżynier, menedżer - tak przedstawił się biznesmen komisji. Podziękował jej członkom za przychylenie się do jego wniosku o składanie zeznań w Krakowie, gdzie mieszka. Wystąpienie zaczął od stwierdzenia, że niektóre media i politycy przedstawiają jego nieprawdziwy obraz. - Nie jestem królem, baronem ani rekinem branży hazardowej, nie posiadam i nigdy nie posiadałem udziałów w spółce posiadającej kasyna - mówił. - Jedyna moja własność związana z rynkiem gier to 10 procent udziału w spółce posiadającej salony gry (chodzi o Filmotechnikę, w której jest jednym z trzech wiceprezesów - prezesa spółka nie ma). Kosek twierdzi, że Filmotechnika ma dwuprocentowy udział w rynku automatów o niskich wygranych.

W "Dzienniku Polskim" dr. Koska określiliśmy mianem "mózgu" branży hazardowej. Wczorajsze przesłuchanie w pełni to potwierdziło. - Byłem aktywnym rzecznikiem branży - przyznał. W praktyce oznaczało to, że tam, gdzie branża miała problemy, głównie natury prawnej, właśnie Kosek pisał pisma i rozmawiał z przedstawicielami rządu, politykami i instytucjami. Negocjował z nimi w imieniu najstarszego i najsilniejszego Związku Pracodawców Prowadzących Gry Losowe i Zakłady Wzajemne, którego jest wiceszefem.

Kosek mówił, komisja słuchała

Biznesmen zeznający w krakowskim magistracie przed sejmową komisją straszył powstaniem hazardowego czarnego rynku. Dr Jan Kosek zeznając wczoraj w krakowskim magistracie przed sejmową komisją hazardową przekonywał, że w ekonomiczny interes państwa ugodziło przede wszystkim dwóch ludzi: Jacek Kapica, wiceminister finansów odpowiedzialny m.in. za rynek hazardu, oraz Mariusz Kamiński, były szef CBA. Sam nie przyznał się ani do działań sprzecznych z prawem, ani nawet do nagannych.

Mariusz Kamiński - jego zdaniem - rozpętał aferę, która doprowadziła do politycznego trzęsienia ziemi, nieszczęść ludzkich, a jego samego ukazała w złym świetle. I to w czasie, gdy dotknęła go choroba. Kamińskiemu zarzucał, że podjął działania nie mając ku temu żadnych podstaw. Były szef CBA opierał się - jego zdaniem - tylko na przypuszczeniach i domysłach.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

krystyna alicja
2010-03-14 00:22:30

Warto było jechać do Krakowa,żeby usłyszeć takie rewelacje.I to wszystko na koszt podatnika.

Odpowiedz »

Dodaj komentarz