13.03.2010

Moje życie było nieciekawe...

WSPOMNIENIE. 11 marca, w wieku 98 lat, zmarł w Krakowie ojciec Joachim Badeni, dominikanin

O. Joachim Badeni Fot. Wacław Klag

Tak ojciec Joachim odpowiadał, gdy ktoś pytał go, czym się zajmował przed wojną. W rozmowach nie lubił wracać do dawnych czasów. Odsyłał do wspomnień swojej przyrodniej siostry, Marii Krystyny Habsburg. Wojna spowodowała, że o. Joachim stracił świat, w którym kiedyś żył i powracać do niego nie miał zamiaru. Doświadczył "stanu zerowego", w którym został całkowicie ogołocony, a jednocześnie stał się wolnym człowiekiem. Nie musiał już zarządzać trzema majątkami ani podtrzymywać tradycji rodu. To wszystko przepadło. Pod koniec wojny pobiegł za Chrystusem, który już wcześniej go zauroczył i z lekkim sercem przekroczył furtę klasztoru dominikanów...

A jednak... Ojcze Joachimie, miałeś całkiem ciekawe życie i całkiem ciekawą rodzinę.

Republika Badeńska

Ojciec Joachim Badeni urodził się 14 października 1912 r. w Brukseli jako Kazimierz Stanisław. Jest synem Ludwika hr. Badeniego i Alicji z domu Ankarcrona, Szwedki. Imię otrzymał po swoim dziadku - Kazimierzu hr. Badenim herbu Bończa, któremu cesarz Franciszek Józef powierzył w 1895 r. stanowisko premiera Austro-Węgier. Gabinet Badeniego nazywano polskim, ponieważ najważniejsze stanowiska ministerialne powierzył rodakom. Po zakończeniu kadencji premiera powrócił do swojego miasteczka Busk, 50 km na wschód od Lwowa. Przyjeżdżały tam do niego liczne delegacje, by wyrazić mu swoje uznanie. Jak pisała w pamiętniku Matylda Sapieżyna: "Wedle znanej polskiej recepty, by największy entuzjazm i solidarność objawiać przy pożegnaniu lub pogrzebach swoich wybitnych ludzi!".

Młodszy brat premiera - Stanisław Badeni - był w latach 1895-1912 marszałkiem krajowym Galicji. Dzięki jego staraniom wojska austriackie w 1899 roku zwróciły Polakom Wawel. Wpływy polityczne oraz majątki braci Kazimierza i Stanisława Badenich były w tamtym czasie tak znaczne, że Galicję i Lodomerię nazywano "republiką badeńską".

Kazimierz (o. Joachim) urodził się kilka dni po śmierci Stanisława. Wiadomość o jego narodzinach dotarła z Brukseli do dalekiej Galicji w dniu pogrzebu. Krewnych ogarnęła w tym momencie radość, bo na świat przyszedł następca braci Badenich.

Syn premiera Kazimierza Badeniego - Ludwik - poszedł w ślady ojca i stryja. Został prawnikiem, a następnie dyplomatą austriackim. Przebywając w Sztokholmie jako radca ambasady Austro-Węgier poznał Alicję Ankarcrona. Alicja była córką pierwszego łowczego dworu szwedzkiego. Musiała to być wielka miłość, skoro Alicja, aby poślubić "papistę", porzuciła protestantyzm będący od wieków religią panującą w Szwecji i w jej rodzinie. Gdy przyjęła oświadczyny Polaka, ten zaprosił ją na obsypany kwiatami statek, którym popłynęli w romantyczny rejs po Archipelagu Sztokholmskim. Zamieszkali w Brukseli w pałacyku na Avenue Louise, gdzie urodził się ich syn Kazimierz Stanisław, czyli przyszły ojciec Joachim.

W 1916 r. po długiej chorobie Ludwik zmarł. Został pochowany w rodzinnym Busku. Tam też Alicja wraz ze swoim czteroletnim synem Kazimierzem przeniosła się na stałe.

Alicja szybko nauczyła się płynnie mówić po polsku, przyswoiła sobie wiele polskich obyczajów, polubiła słowiańską kulturę i przestrzenie Kresów Wschodnich. Samo miasteczko, według wspomnień o. Joachima w "Autobiografii" (Wyd. Literackie 2004), było nieciekawe. "Busk był typowym żydowskim sztetlem. W przewodnikach po »Galicyi« pisano wprawdzie, że przed rokiem 1914 miasteczko nasze dumnie nazywano »Wenecyją Podola«, ale Busk z Wenecją tyle miał wspólnego, że panował w nim klimat malaryczny, no i wszędzie leżało błoto".

Żywieccy Habsburgowie

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz