12.03.2010

100 dni bez sensu

Tomasz Domalewski: ODE MNIE

Odtrąbiono, że minęło właśnie 100 dni od chwili objęcia unijnych urzędów przez Hermana Van Rompuya i Catherine Ashton. Niby są, pobierają krociowe gaże, ale przez pierwsze trzy miesiące, poza księgowym, nikt nie zauważył ich istnienia.

Brytyjka obsadza kolejne posady swoimi ludźmi, a za głównego doradcę ma swego męża. Belg nie bardzo rozumie, po co został wybrany i stara się nikomu nie przeszkadzać. Ponoć najdonioślejszą jego decyzją było przeniesienie zebrania z jednej sali do drugiej.

Amerykański prezydent nadal więc nie wie, do kogo ma zatelefonować, gdyby chciał porozmawiać, choćby o współpracy z Unią. Wydaje się, że powinien zadzwonić na Kreml, bowiem zarówno w Paryżu, jak w Berlinie, Rzymie, czy Brukseli najbardziej czapkują właśnie przed Putinem i Miedwiediewem. Widać oni mogą w Unii najwięcej.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz