12.03.2010

Przyroda

Każdego dnia słyszę przeciągły, trudny do pomylenia z czymkolwiek innym chichot: to wałęsający się po okolicy zielony dzięcioł.

Nie powiem, do twarzy mu w zielonkawym kubraczku i czerwonej czapeczce na głowie, ale to kolejny dziwoląg w rodzie dzięciołów. Miast uprawiać szacowną profesję lekarza drzew, zajmuje się polowaniem na mrówki. W ciepłe dni spaceruje po leśnych drogach, gdzie długim i lepkim językiem wprawnie łapie jedną mrówkę za drugą. Inne owady też, ale mróweczki to dla niego przysmak.

Mało tego, napastuje mrowiska, rozkopując je do najgłębszych zakamarków, skąd ze smakiem wyjada larwy. Nawet zimą nie daje im spokoju. Wiedziony siódmym zmysłem potrafi odnaleźć ukryte pod śniegiem kopce i wykopać tunele wprost do otępiałych od chłodu i zupełnie bezbronnych owadów. Od mrówczej diety dziób zrobił się mu strasznie miękki. Do tego stopnia, że dziuplę na gniazdo może wydrążyć co najwyżej w miękkiej, wypróchniałej wierzbie. Taki zielony zbój, latający postrach mrówek.

GRZEGORZ TABASZ

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz