26.02.2009

Chwiejny bilans ze wskazaniem na sukces

Ryszard Bugaj

Próbując zrozumieć, co zdarzyło się w Polsce w ostatnich 20 latach, musimy rozpocząć od Okrągłego Stołu. Umówienie się solidarnościowej opozycji z komunistycznymi władzami na to spotkanie nie przesądzało o rezultacie.

W pewnych kwestiach strony miały zbieżną orientację, jednak komuniści chcieli się tylko troszkę posunąć na ławce władzy. Logika obrad przy otwartej kurtynie spychała ich do defensywy; akceptowali postulaty dalej idące niż mieli zamiar. To nie był skutek przypływu sympatii do demokracji. Po prostu zrozumieli, że fiasko Okrągłego Stołu może tylko wzmóc kontestację systemu.

Porozumienie ponad podziałami

Przy Okrągłym Stole uzgodniono, że gospodarka zmierzać będzie ewolucyjnie do ustrojowego ładu kapitalizmu o charakterze socjalno-etatystycznym, a w kwestiach politycznych akceptowano ustanowienie w krótkim czasie "normalnego" systemu demokracji parlamentarnej. Zarówno w szerzej rozumianych środowiskach opozycyjnych, jak i w środowiskach aparatu władzy byli wpływowi kontestatorzy tego porozumienia. W szczególności w sprawach gospodarczych liberałowie "nasi i czerwoni" chcieli przemian bardzo szybkich i zgodnych z zaleceniami neoliberalnymi. Nie byli entuzjastami "rozpasanej demokracji" (a szczególnie wpływów związku zawodowego). Było im chyba blisko (choć na pewno nie wszystkim) do czegoś na kształt obecnego modelu chińskiego (silna władza i rynek).

Liberałowie z obydwu stron (pod patronatem Leszka Balcerowicza) rychło i skutecznie się porozumieli. Okrągłostołowy program przekształceń w sferze społeczno-gospodarczej poszedł do kosza i został zastąpiony "planem Balcerowicza". W sferze politycznej porozumienie Okrągłego Stołu nie zostało odrzucone, ale zinterpretowane w zasadzie przychylnie dla środowiska postkomunistycznego. Wprawdzie wolne wybory odbyły się szybciej, niż zakładało porozumienie (na długo przed końcem kadencji odszedł też Jaruzelski), ale nie było w żadnej formie dekomunizacji i niepowstrzymana była inwazja środowisk postkomunistycznych na sferę biznesu. Zawiązał się nieformalny alians liberalnej części dawnej opozycji ze środowiskami postkomunistycznymi.

Czy w pierwszym okresie istniała alternatywna ścieżka przemian? Tylko teoretycznie. Gwałtowne pogorszenie się sytuacji gospodarczej w 1989 roku (gdy premierem był Rakowski), sugestie "zachodnich przyjaciół" i sympatie znacznej większości elit - wszystko to przesądzało o wyborze radykalnego programu przemian w gospodarce. Zresztą, gdyby program był bardziej gradualistyczny i zorientowany na tworzenie systemu o cechach socjalno-etatystycznych (jestem przekonany, że taka strategia przyniosłaby lepszy rezultat zarówno w zakresie wzrostu, jak i podziału), to przecież nie mógłby zapobiec przejściu przez fazę "recesji transformacyjnej". Wobec ówczesnych radykalnych nastrojów ten scenariusz spotkałby się ze skuteczną kontestacją jako nie dość radykalny. Na starcie transformacji byliśmy skazani na radykalną transformację gospodarki. Zarówno większość elit postkomunistycznych, jak i znaczna część dawnej antykomunistycznej opozycji opowiadała się za takim scenariuszem. To dzięki temu "plan Balcerowicza" został uchwalony w ciągu... 2 tygodni. W Sejmie nie było opozycji - wszystkie kluby miały przedstawicieli w rządzie.

Sojusz Lewicy Liberalnej

Wyborcy z bardzo mieszanymi uczuciami przyjęli zmiany w ciągu pierwszych kilkunastu miesięcy. Ich większość jeszcze nie była skłonna ponownie oddać władzy ludziom z PZPR, ale wielu już się na to zdecydowało, a wielu zostało w domu. Jednak już wkrótce - w wyborach 1993 - wyborcy wskazali na SLD. Byli zniesmaczeni podziałami w obozie dawnej "Solidarności", nie akceptowali porzucenia wartości pierwszej "Solidarności", krytycznie oceniali prezydenturę Wałęsy, a przede wszystkim żywili nadzieję, że SLD zagwarantuje respektowanie socjalnych i ekonomicznych interesów dużych grup społecznych. Jednak transformacja kontynuowana pod rządami SLD miała nadal bardzo liberalny kształt. Nawet więcej, podjęto rozstrzygnięcia (choćby komercyjna reforma ubezpieczeń czy "eksmisja na bruk") świadczące o zaostrzeniu liberalnego kursu. Ale też lata 1993-97 były okresem, w którym przyszły efekty (przede wszystkim szybkie tempo wzrostu) wcześniejszych bolesnych zmian. Mimo wszystko sytuacja socjalna poprawiła się (przede wszystkim spadło bezrobocie). SLD wprawdzie przegrało następne wybory, ale utrzymało wysokie poparcie.

Zwyciężył AWS - dziwaczny zlepek grup bez jasnej tożsamości i programu. Wkrótce koalicja AWS z liberalną UW przekreśliła ostatecznie szansę jakiejkolwiek spójnej polityki. To się musiało zakończyć polityczną katastrofą. I zakończyło. AWS przeszedł w kompletny niebyt, a UW uległa nieodwracalnej marginalizacji. Znowu powrócili postkomuniści - tym razem pełni buty i przekonani, że będą rządzić bardzo długo. Formalnie prezentowali się jako lewica, ale nie podjęli żadnych działań, które by tę identyfikację potwierdzały. Przeciwnie, uchwalili np. liniowy podatek dla najbogatszych, co jest ewenementem nawet na tle dzisiejszych "praktyk socjaldemokracji". Jednocześnie zewsząd wypełzły "szmaciaki". Polskę zalała wyjątkowo wysoka fala korupcji. Tego (a z pewnością i wyborczych oszustw) wyborcy nie chcieli tolerować. W wyborach 2005 SLD weszła na równię pochyłą, a następne wybory dowiodły, że nie zdołała z niej zejść.

Solidarna Polska niedokonana

Rządy PiS i wybór Lecha Kaczyńskiego na prezydenta zrodziły nadzieję na korektę systemu ukształtowanego w poprzednich latach przez "zjednoczone siły liberalne" (przede wszystkim UW i SLD) pod patronatem Aleksandra Kwaśniewskiego i organu Adama Michnika. Korekta miała dotyczyć zarówno systemu politycznego jak i społeczno-ekonomicznego. Jednak niewiele z tego wyszło. Okazało się, że PiS nie jest skłonny samookreślić się realnie jako "socjalna prawica", natomiast skoncentrował się na "panowaniu" politycznym. To wymagało bardzo daleko idących koncesji na rzecz ugrupowań gotowych wspierać - za cenę udziału we władzy wykonawczej - rząd PiS. Jednak alians z LPR, a szczególnie z obskurancką Samoobroną - choć dawał większość parlamentarną - podmywał etyczny i polityczny fundament zapowiedzianego zwrotu. Nie wydaje się zresztą, by ów deklarowany zwrot został kiedykolwiek jasno sprecyzowany i nie ma pewności, czy był on kluczową misją PiS. Jest faktem, że dobór szeregu ludzi sugerował, że hasło IV Rzeczpospolitej (które miało być esencją zapowiadanego zwrotu) jest li tylko instrumentem pozyskania wyborczego poparcia.

Jeszcze bardziej na szwank wystawione zostało hasło Solidarnej Polski. Nie uwiarygodniał go swoją postawą i orientacją premier Marcinkiewicz, a zgoła dezawuowała to hasło Zyta Gilowska, znana wcześniej ze skrajnie liberalnych poglądów. Rzeczywista polityka społeczno-gospodarcza PiS nie była jednoznaczna. Obecne w niej były zarówno elementy spójne z hasłem Solidarnej Polski (np. ulgi podatkowe na wychowanie dzieci), jak i rozstrzygnięcia w sposób oczywisty kolizyjne ("spłaszczenie" podatku dochodowego od osób fizycznych i faktyczna likwidacja podatku spadkowego - obydwie te zmiany napędziły ogromnych pieniędzy do kieszeni "oligarchów").

Rząd PiS swoimi zdeterminowanymi posunięciami w sferze politycznej (zmiana ustawy lustracyjnej, likwidacja WSI) konsolidował i rozszerzał środowiska afirmujące III Rzeczpospolitą. Jednocześnie niespójna polityka społeczno-gospodarcza nie sprzyjała identyfikacji z tym ugrupowaniem środowisk rzeczywiście przychylnych Solidarnej Polsce. Wyborcza porażka PiS w 2007 roku jest logiczną konsekwencją polityki tego ugrupowania. Ewenementem jest raczej zwycięstwo PO. Wszak PO jest - choć próbuje to zamaskować - ugrupowaniem o tożsamości neoliberalnej, a więc z natury rzeczy reprezentującym interesy relatywnie wąskich grup społecznych. Próbując zrozumieć sukces Platformy, trzeba chyba przyjąć, że bardzo wielu wyborców (mniej lub bardziej świadomie) kierowało się zasadą "mniejszego zła". Dla jednych większym złem był PiS, dla innych SLD. Pewne znaczenie miała też ogólnie dobra w 2007 roku sytuacja społeczno-ekonomiczna.

Bywało gorzej, może być lepiej

Minione 20 lat to nie było pasmo sukcesów. Ocena jest, oczywiście, zawsze zabarwiona ideowymi przekonaniami. Moja ocena nie jest wolna od przekonań lewicowych (ale też po trosze antykomunistycznych) i pewnie dlatego na listę porażek minionego dwudziestolecia skłonny jestem wpisać wielkie nierówności społeczne, niesprawność systemu ochrony zdrowia, niefortunne przekształcenie systemu ubezpieczeń społecznych. Także całkowicie nierozwiązany problem mieszkalnictwa, infrastruktury i badań naukowych. Nie może cieszyć sytuacja demograficzna. Trudno też sformułować jednoznacznie pozytywne oceny dotyczące międzynarodowego położenia Polski. Oczywiście, nie ma żadnego porównania do czasów PRL, ale złe stosunki z Rosją i w istocie słaba pozycja Polski w Unii powinny być przedmiotem troski.

Szczególne kontrowersje musi budzić stan polskiej demokracji. Nasz parlamentaryzm nie jest pewnie gorszej próby niż w niejednym kraju, gdzie ten system trwa od znacznie dłuższego czasu. Jednak scena polityczna nie jest nadal ukształtowana. Wyborcy nie mają do dyspozycji pluralistycznego spektrum merytorycznych koncepcji ustrojowych (i dotyczących polityki państwa). Partie polityczne na szeroką skalę sięgają po instrument populizmu (także liberalnego), a scena polityczna - wskutek ogromnych dotacji budżetowych i komercjalizacji kluczowych mediów - jest właściwie zamknięta. Wszystko to przesądza, że polska demokracja jest bardzo odległa od ideału ludowładztwa. Wyborcy mają możliwości rozstrzygania raczej o tym, kto będzie rządził niż jak będzie rządził.

Stoimy nadal przed wielkimi problemami. Co więcej, kryzys w światowej gospodarce, który Polski nie ominie, ich rozwiązanie będzie utrudniał. Musimy też mieć świadomość, że nie możemy już liczyć na pewne atuty, które były jednorazową premią za porzucenie komunizmu. To była i pewna przychylność świata Zachodu i - paradoksalnie - korzystny uboczny skutek zacofania wytworzonego w czasach komunistycznych. Tak więc kończy się (i dzięki Bogu) polska przewaga konkurencyjna mająca źródło w niskich płacach. Nie możemy też już liczyć na zasilenie państwowej kasy ze sprzedaży narodowego majątku zgromadzonego w znacznej mierze za cenę wyrzeczeń w czasach PRL.

Co jest więc naszym sukcesem? To, że zdołaliśmy wyrzucić na śmietnik historii system komunistyczny. W tym systemie nie było nic (choć nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę), czego moglibyśmy żałować. Zrobiliśmy gigantyczny krok w kierunku wolności i efektywności i choć sporo się nam nie udało, to przecież możemy - przynajmniej potencjalnie - wiele naprawić.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz