Wspomnienia Kiciusia, kota z Kalifornii

Wspomnienia Kiciusia, kota z Kalifornii

Beata Obydzińska, Opr. (MAT)

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Wspomnienia Kiciusia, kota z Kalifornii
1/2

Przejdź do
galerii zdjęć

©Archiwum autorki

Skoro Ciocia Kasia mówi, że jestem jej siostrzeńcem, to znaczy, że moja mama została jej siostrą. Kiedy tylko rodzice gdzieś wyjeżdżają, to Ciocia Kasia przychodzi mnie odwiedzać. Dzięki temu wcale im nie mam za złe, że czasami mnie zostawiają, bo bardzo lubię Ciocię Kasię. Cieszę się, że ma teraz dwa nowe koty, ale i tak ja jestem jej ulubionym siostrzeńcem.
Teraz jesteśmy już w trzecim domu, nie mogę narzekać, ten jest największy ze wszystkich i ogród też mam niezgorszy. Dzięki bliskiemu sąsiedztwu pól od czasu do czasu pojawiają się nawet myszy do zabawy. I ptaków jest co niemiara, zwłaszcza wiosną, gdy wiją gniazda w naszych drzewach. Wszystko było dobrze, dopóki nie pojawiła się ona.

Gdy byłem jedynakiem, to jadłem kiedy chciałem i ile chciałem. Rodzice ufali mi, że nie będę przesadzał i zostawiali mi jedzenie na cały dzień, a ja sobie dozowałem po trochu. Rano troszkę mięska przed spacerem, potem parę chrupek po spacerze, małe co nieco po drzemce i wieczorem coś małego, w tym samym czasie, gdy rodzice jedli swoje.

Teraz wszystko się zmieniło. Misia jest taka pazerna, że nie tylko je szybko, bez delektowania się każdym kęsem, jak ja to robię, ale też wyjada z mojej miski. Wyobrażacie to sobie? Taka jest bezczelna. Tato czasem w nią kapciem rzuca, gdy widzi, że ona pcha się do mojej miski. Nie ma mowy, żebym sobie coś zostawił na później.

Muszę przyznać, że rodzice bardzo się starali, żeby przyjście Misi było dla mnie jak najmniej stresujące. Przywieźli ją pewnego dnia cichaczem i zamiast wpuścić do domu, zamknęli ją w garażu.

Trochę mnie to zdenerwowało, bo garaż był mój. Miałem tam swoją ubikację i nogę od stołu do drapania. Gdy przenieśli moją kuwetę do domu i zamknęli drzwi do garażu, powinienem był zacząć coś przeczuwać, ale nie spodziewałem się, że zrobią mi aż takie świństwo. I za co? Przecież jestem taki grzeczny. Chyba teraz dopiero docenili, zwłaszcza tato, jakim jestem dżentelmenem, bo to widać dobitnie w porównaniu z nią. Ona jest taka niewychowana. Chociaż trzeba przyznać, że nie skacze po meblach, a słowa na „k” nigdy nie słyszała. Przyszła do nas taka wychudzona, wystraszona, w wyliniałym, zrudziałym paletku. Potem mi mówiła, że mieszkała długo na dworze, bo gdzieś jej się poprzedni rodzice zapodziali.

WIDEO: Dlaczego naprawdę warto mieć psa?

Źródło: Agencja TVN/x-news



Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama