Małe, słodkie, puchate kuleczki…

Małe, słodkie, puchate kuleczki…

Barbara Matoga

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Podczas karmienia należy bardzo uważać, by kociak nie zachłysnął się mlekiem
1/2

Przejdź do
galerii zdjęć

©Fot. archiwum

Ratowanie kociego oseska. Ten temat wraca co roku i - niestety - wszystko wskazuje na to, że będzie aktualny jeszcze przez wiele lat. Jest bowiem późna wiosna, czyli sezon narodzin kociaków, zarówno kotek domowych, jak i tych bezdomnych.
O tej porze roku internetowe fora zapełniają się wpisami - od infantylnych zachwytów nad „cudem kocich narodzin” i urokiem „małych puchatych kuleczek”, poprzez ogłoszenia „oddam małe kotki”, po rozpaczliwe poszukiwania matki zastępczej, bo „kotka odrzuciła dzieci” albo „wyszła i gdzieś zaginęła”. Schroniskowe klatki zapełniają się porzuconymi - lub podrzucanymi - maleństwami, które w większości nie mają szans na przeżycie. Zabija je brak opieki i wszechobecne wirusy chorób, z którymi organizm kociaka - pozbawiony przeciwciał dostarczanych w mleku matki - nie jest w stanie sobie poradzić.

Lekarstwo na ten stan rzeczy jest jedno - powszechna kastracja kocurów i sterylizacja kotek. Ale - choć coraz więcej osób zdaje sobie z tego sprawę - wciąż w przewadze są ci, którzy z powodu niewiedzy, bezmyślności lub braku odpowiedzialności pozwalają swoim kotkom zaznać „uroków macierzyństwa”. A potem pozbywają się kociąt w różny sposób; topią je, żywcem zakopują, podrzucają do schroniska na niemal pewną śmierć lub rozdając, bez sprawdzenia warunków, w jakich maluch spędzi resztę życia.

Mając świadomość faktu, że do wielu osób powyższe argumenty nie dotrą, chcę przynajmniej uświadomić im, w jaki sposób zmniejszyć skalę kociego cierpienia. Jeśli więc ktoś dopuści do tego, że jego kotka urodzi małe, powinien na czas karmienia kociąt nie wypuszczać jej z domu. Wychodzącemu kotu grozi wiele niebezpieczeństw, a w przypadku karmiącej kotki jej zaginięcie - najczęściej ostateczne - oznacza także śmierć kociąt.

Minimalne poczucie odpowiedzialności nakazuje, by tego za wszelką cenę uniknąć. W przeciwnym wypadku pozostają trzy wyjścia. Jedno z nich to uśpienie miotu - jeśli kociaki są jeszcze ślepe. Drugie - to znalezienie matki zastępczej, czyli kotki, która karmi swoje małe lub niedawno je straciła. Nie jest to łatwe, a na dodatek kocia mama nie zawsze chętnie przyjmuje obcy przychówek, zwłaszcza, jeśli jej własny jest liczny.

Trzecim wyjściem jest próba samodzielnego odchowania osieroconych lub znalezionych kociąt. Ale warto wiedzieć, że opieka nad kocim oseskiem to zajęcie na całą dobę, wymagające troski, czasu i wiedzy.

Maleństwu należy przede wszystkim zapewnić ciepłe schronienie - może to być kartonowe, wyścielone ręcznikiem pudełko, zaopatrzone w poduszkę elektryczną, termofor lub choćby butelkę z ciepłą wodą. Potrzebuje też dotyku żywej istoty, a więc trzeba go często brać na ręce. Pomocnikami w opiece na maluchem mogą być domowe zwierzęta, jeśli oczywiście zaakceptują nowego przybysza. Często zdarza się, że znakomitą niańką staje się kocur lub... pies. Koci osesek musi być karmiony co 2-3 godziny - także w nocy. Absolutnie nie należy maluszka karmić zwykłym krowim mlekiem; w ostateczności można natomiast podawać mleko w proszku, ale dwa razy gęstsze, niż dla ludzkich niemowląt.

Najlepiej jest karmić specjalnym kocim mlekiem, do którego dołączana jest buteleczka ze smoczkiem - do kupienia w gabinecie weterynaryjnym; z braku takowego może być mleko dla niemowląt, podawane pipetką, plastikową buteleczką, np. po kroplach lub strzykawką, ewentualnie zakończoną wentylkiem rowerowym. Podczas karmienia kociak powinien leżeć w pozycji jak najbardziej zbliżonej do tej, jaką przyjmuje podczas ssania kotki, a więc na brzuszku; w przeciwnym razie może się zakrztusić, co grozi śmiercią. Jednorazowo koci niemowlak powinien wypijać od 2 ml (w pierwszych dniach życia) do 10 ml w drugim tygodniu. Zmiana mleka z matczynego na sztuczne może powodować wzdęcia lub zaparcia.

W takim przypadku można do pokarmu dodać kropelkę espumisanu dla dzieci. Po każdorazowym nakarmieniu należy jeszcze wykonać toaletę, jak najlepiej naśladując kocią mamę. Do tego celu może posłużyć zwilżony ciepłą wodą wacik, którym masuje się brzuszek i okolice odbytu maleństwa. Bez tego zabiegu kotek nie zdoła się wypróżnić, co zagraża jego życiu.

Po 10-14 dniach kociak zaczyna otwierać oczy i staje się coraz bardziej ruchliwy. Trzytygodniowego malucha można już zacząć uczyć samodzielnego jedzenia - najpierw mleka z talerzyka, potem stałych pokarmów; najlepiej na początku podawać mięsnego gerbera dla niemowląt, lub drobniutko posiekanego, gotowanego kurczaka. Czterotygodniowy kociak może już zaczynać naukę korzystania z kuwety. W tym wieku powinien też odwiedzić weterynarza - o ile oczywiście nie musiał robić tego wcześniej z powodu jakichś chorób. Ale uwaga - nie należy bez wyraźnej potrzeby nosić kociego niemowlęcia do gabinetu. Pozbawiony zawartych w mleku matki przeciwciał jest bowiem podatny na wszelkiego rodzaju infekcje.

Po takim doświadczeniu, jakim jest odchowanie kociego oseska, być może niejeden człowiek przekona się, że w odpowiednim czasie warto go jednak wykastrować. A jeśli maluch przeznaczony jest do adopcji, koniecznie trzeba się upewnić, że nowy opiekun także o to zadba.

WIDEO: Co Ty wiesz o Krakowie? - odcinek 6

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, NaszeMiasto




Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama