Siedem dni, które wstrząsnęły Krakowem

Siedem dni, które wstrząsnęły Krakowem

Dorota Dejmek

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

W maju 1977 roku po raz pierwszy zostało użyte słowo „Solidarność” rozumiane jako idea oporu wobec PRL.
15 maja 1977. Czarny Marsz

15 maja 1977. Czarny Marsz ©Arch. Stowarzyszenia Maj 77

To był brzemienny w skutki tydzień. W sobotę, 7 maja 1977 roku tragiczną i do dziś niewyjaśnioną śmiercią zginął Stanisław Pyjas. Student filologii polskiej oraz filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Człowiek o niezależnych poglądach, czynnie współpracujący z Komitetem Obrony Robotników.

W niedzielę, 15 maja 1977 roku grupa krakowskich studentów powołała Studencki Komitet Solidarności. Bezpośrednią przyczyną zainicjowania prac SKS-u była śmierć Staszka oraz - jak napisano w oświadczeniu ogłaszającym jego powstanie - „postawa władz miejskich i studenckich, które nie tylko zignorowały wszystkie głosy domagające się szacunku dla ogłoszonej żałoby, lecz również zastosowały szereg represji wobec tych, którzy wzięli udział w akcji bojkotu Juwenaliów”.
Czara goryczy została przelana. Coś pękło, aby już nigdy nie powrócić w utarte koleiny codzienności rządzonej przez komunistyczne władze. Krakowscy studenci odrzucili lęk i strach. Chcieli być wolni i solidarni.

W Beczce...

Józef Ruszar, ówczesny student polonistyki UJ, jeden z członków SKS, głęboko zaangażowany - podobnie jak Małgorzata Gątkiewicz (dziś Kotarba), Liliana Batko (dziś Sonik) i Bogusław Sonik - w duszpasterstwo akademickie u o.o. dominikanów, podkreśla, że działalność opozycyjna krakowskiego środowiska studenckiego zaczęła się po wydarzeniach radomskich 1976 roku i nawiązaniu kontaktów z KOR. - Zbierano pieniądze dla represjonowanych robotników i podpisy w ich obronie, kolportowano bibułę i rozrzucano ulotki - wspomina i przyznaje, że początkowo podchodził z dystansem do tych działań. - Z prostego powodu. Mieliśmy pewien pozytywistyczny program, który realizowaliśmy w Beczce.

Jedna z najważniejszych naszych lektur, „Rodowody niepokorne” Bogdana Cywińskiego, pokazywała nam, jak pod koniec XIX wieku działał uniwersytet latający, kółka samokształceniowe. I to był nasz model. Prowadziliśmy różnego rodzaju seminaria dla uczniów. Powstała Przystań, czyli duszpasterstwo dla licealistów. Potem, w maju 77, bardzo się nam przydali. Nie byli notowani przez milicję, nie pilnowała ich SB, mogli się łatwo „urwać”, zmylić pogonie.

...i w Żaczku

Grupa studentów, głównie polonistyki, mieszkająca w Żaczku, m.in. Bronisław Wildstein, Stanisław Pyjas, Lesław Maleszka, Andrzej Balcerek, Wiesław i Bogusław Bekowie, była bardziej radykalna, stąd nazywano ich nawet - trochę na wyrost, jak zauważa Adam Jastrzębski - anarchistami.

- W drugiej połowie lat 70. zacząłem studia na filozofii na UJ - mówi Jastrzębski. - Nie miałem jeszcze ugruntowanych poglądów, ale ten świat, w którym żyłem, bardzo mi się nie podobał. Włączyłem się więc w działania.

Małgorzata Gątkiewicz-Kotarba przypomina, że obok zaangażowania w obronę represjonowanych robotników, drugim powodem tych działań, ważnym dla grupy, która potem zorganizowała SKS, było wyrzucenie Bronka Wildsteina z uczelni. - Miał konflikt z szefem praktyk nauczycielskich, który mu zarzucił, że źle prowadzi lekcje - precyzuje Józef Ruszar. - Bronek się uniósł, powiedział kilka nieprzyjemnych słów i go wyrzucili. Staszek Pyjas chodził i prosił, aby podpisać listę w obronie przyjaciela.

Wszystko o nich wiedzą

Działalność części środowiska studenckiego, właściwie w tym okresie dość niewinna, raczkująca, nie uszła oczywiście uwadze SB. Co więcej, reakcja była natychmiastowa i bardzo ostra. „Nastąpiła totalna inwigilacja, rewizje, naciski, straszenie, sprawianie wrażenia, że esbecy wszystko o nas wiedzą” - wspominał w późniejszych wywiadach Bogusław Sonik.

To sprawiło, że grupy z Beczki i Żaczka bardzo się do siebie zbliżyły i zacieśniły współpracę z KOR-em.

- Napisaliśmy list do Sejmu w sprawie wypuszczenia na wolność robotników czerwca 76 - mówi Małgorzata Kotarba. - Niektórzy z nich zostali skazani na wieloletnie wyroki, nawet do 11 lat. 2 marca mieliśmy tylko 14 podpisów pod listem; 19 marca było ich już 517. To był sukces, ta akcja dała nam poczucie siły.

Pod koniec kwietnia grupa z Żaczka zaczęła otrzymywać anonimy, szkalujące głównie Staszka Pyjasa. Że kapuś, że go trzeba tępić wszelkimi możliwymi siłami. Groźby, przeplatane w dodatku niewybrednymi wulgaryzmami. Na początku maja studenci złożyli w prokuraturze doniesienie o przestępstwie.

I wtedy ginie Staszek

Kilka dni później, rankiem 7 maja, ciało Stanisława Pyjasa znaleziono w sieni kamienicy przy Szewskiej 7. Ustalono, że zmarł około trzeciej w nocy.

- Milicja pojawiła się w Żaczku, w pokoju Staszka, o ile pamiętam był to pokój numer 431, około godziny 11 - wspomina Adam Jastrzębski. - Jedyną osobą, która tam mieszkała na stałe, był Leszek Czarnecki, ale akurat wtedy waletował tam drugi kolega. Oni pierwsi dowiedzieli się, a raczej domyślili, że coś złego stało się ze Staszkiem. Pokój przetrząśnięto, a tych dwóch zabrano na komendę. Informacja o tragicznym zdarzeniu szybko się rozniosła wśród studentów. Bronek pojechał do prosektorium, być może przekupił kogo trzeba i wyciągnęli Staszka z szuflady. Stwierdził, że obrażenia wyglądają na ciężkie, śmiertelne pobicie.

Zaczęło się forsowanie jedynej „słusznej” wersji: przypadkowa śmierć pijanego studenta w wyniku upadku ze schodów. Prasa krakowska: Gazeta Popołudniowa i Dziennik Polski tragiczne zajście określiły jako „śmiertelny wypadek” (studenci dodawali - wypadek przy pracy, podejrzewając, że może esbecy chcieli Staszka nastraszyć, ale im nie wyszło...). Lokalna prasa nie chciała też przyjmować nekrologów. Te i inne szczegóły dramatu znane są od 40 lat, ale śmierć Staszka Pyjasa dotąd nie została wyjaśniona. Kolejne śledztwa umarzano.

- 7 maja 1977 wciąż pozostaje tajemnicą - komentuje Małgorzata Kotarba.

Tajemnicą jest też 6 maja. Staszek Pietraszko, człowiek, który prawdopodobnie jako ostatni ze znajomych widział Pyjasa żywego, w lipcu owego roku utopił się (chociaż zawsze stronił od wody) w Zalewie Solińskim. Ale to dopiero przyszłość. Teraz zeznaje w śledztwie, określając dokładnie godzinę - 17.40 - tego zdarzenia. W TV miał się za kilka minut rozpocząć ważny mecz, więc Pietraszko zszedł na dół do kiosku po papierosy i wtedy zobaczył Pyjasa wychodzącego z Żaczka w towarzystwie nieznanego mężczyzny.

- Chcieliśmy prawdy. To, co się działo po śmierci Pyjasa, budziło nasz ogromny opór, stało się katalizatorem buntu, do którego być może inaczej by nie doszło. To było przesilenie - zauważa Józef Ruszar.

- Na pogrzebie Staszka w Gilowicach obserwuje nas SB, robią zdjęcia - mówi Adam Jastrzębski, wspominając ładny gest prorektora UJ, który zorganizował studentom autobus na tę smutną uroczystość.

Czarne Juwenalia


Nastrój z dnia na dzień gęstniał. Śmierć Staszka Pyjasa wstrząsnęła opinią środowiska akademickiego. Spowodowała także oficjalny protest KOR-u, wyrażony w „Oświadczeniu” z 9 maja. Na Szewskiej 7 już w dniu tragedii pod bramą zaczynają gromadzić się ludzie. Nie tylko jego znajomi, ale też zwykli, poruszeni do głębi krakowianie. W ciągu kilku dni tłum narasta. Ludzie palą znicze, składają kwiaty, śpiewają. Informacje o śmierci Staszka podaje radio Wolna Europa, wiedzą o niej już niemal wszyscy Polacy. Są w żałobie. Czy wszyscy? Niekoniecznie. Pod koniec tygodnia, od 13 do 15 maja trwają juwenalia, część studentów wesoło bawi się na Rynku.

- Uważaliśmy, że to nie czas na zabawę - mówi Małgorzata Kotarba. - Pisaliśmy na maszynie przez kalkę karteczki informujące o tragicznym wydarzeniu, rozdawaliśmy je bawiącym się studentom. Robiliśmy ręcznie klepsydry, potem studenci z ASP z Joanną Barczyk wykonali kilka dużych plakatów. Musieliśmy pilnować klepsydr i plakatów, bo na polecenie SZSP były zdzierane, wciąż odczytywaliśmy też protest KOR-u.

Józef Ruszar zdradza, że dostał trochę pieniędzy od ojca Jana Kłoczowskiego i grupa licealistów wykupiła w pasmanteriach wszystkie czarne opaski na ramię. - Wtedy mama Danusi Sotwin (dziś Skóry) zabrała się za szycie kolejnych opasek. Uszyła też czarne flagi, które w stolarni u dominikanów nadziewaliśmy na drzewce. Tak przygotowywaliśmy się na Czarny Marsz, który w niedzielę 15 maja, po porannej mszy za duszę Staszka, wyruszył na Szewską.

Studencki Komitet Solidarności

- Już wówczas zapraszaliśmy studentów na wieczorne spotkanie i przemarsz pod Wawel - uzupełnia Małgorzata Kotarba. - Tam planowaliśmy przeczytać oświadczenie o powstaniu Studenckiego Komitetu Solidarności.

Tego dnia odbyły się wybory Najmilszej Studentki, które zgromadziły tłumy ludzi na Rynku. Wieczorny wielotysięczny Czarny Marsz z Szewskiej został zablokowany i tylko części uczestników udało się dojść pod Wawel. Reszta - olbrzymi tłum - dotarła na miejsce Plantami. Trzymając się pod ręce, w ciemnościach, bo wygaszono wszystkie lampy, ze strachem w sercach. Dotarli szczęśliwie, ktoś przeczytał oświadczenie nowo powstałego SKS-u i zaczęto zbierać podpisy.

- W zredagowanym „Oświadczeniu o powołaniu SKS” żądaliśmy przede wszystkim wyjaśnienia okoliczności śmierci Staszka Pyjasa i ukarania winnych - komentuje Józef Ruszar. - SKS powołaliśmy ponadto dla zainicjowania prac nad utworzeniem autentycznej i niezależnej organizacji studenckiej. Funkcjonariusze SB i współpracujący z nimi ludzie z SZSP wielokrotnie w tym trudnym tygodniu naruszali żałobę studentów i krakowian. Tym samym SZSP straciło ostatecznie moralne prawo do reprezentowania środowiska akademickiego. Po czterech latach powstanie NZS, współtworzony przez członków SKS-u.

SKS powołano podczas nocnych rozmów i dyskusji z 14 na 15 maja w mieszkaniu Lilki Batko na Grodzkiej, gdzie zebrali się organizatorzy bojkotu juwenaliów. - Była w nas ogromna determinacja, tekst pisaliśmy wspólnie. Poczuliśmy odpowiedzialność za to, co teraz może się wydarzyć - podkreśla Małgorzata Kotarba. - W podpisach ujawnialiśmy swoje nazwiska, adresy, uczelnie. To było bezpieczniejsze dla nas, a trochę utrudniało pracę SB. Debatowaliśmy nad nazwą, początkowo miał to być Studencki Komitet Solidarności ze Staszkiem Pyjasem. Jako pierwsi nadaliśmy sens słowu „solidarność”, które trzy lata później stało się najsłynniejszym polskim słowem końca XX wieku.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo