Odbudowywanie zamków może skończyć się tanim Disneylandem

Odbudowywanie zamków może skończyć się tanim Disneylandem

Łukasz Gazur

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Jest ich kilkadziesiąt. Większość to ruiny. Lepiej lub gorzej broniące się przed upływem czasu. Czy jest szansa, by zamki Kazimierza Wielkiego odzyskały
1/4
przejdź do galerii

Jest ich kilkadziesiąt. Większość to ruiny. Lepiej lub gorzej broniące się przed upływem czasu. Czy jest szansa, by zamki Kazimierza Wielkiego odzyskały blask i nie zamieniły się w koszmarki niczym nieprzypominające oryginału?
©grafika Marcin Makówka

Zrekonstruować twierdze wzniesione przez Kazimierza Wielkiego? Jarosław Kaczyński chce, by ruiny dawnych, potężnych budowli odzyskały blask. Choć idea to piękna, bo zabytki powinny żyć i służyć ludziom, konserwatorzy i historycy sztuki studzą zapał prezesa PiS.
Od kilku lat na wzgórzu w Bobolicach dumnie pręży się zamek. Taki jak z bajki o średniowiecznych rycerzach. Ma wieże i bramę. I kostkę brukową. Ojcem nowego życia twierdzy w Bobolicach jest senator Jarosław Lasecki, który kilkanaście lat temu wraz z bratem zakupił tamtejsze ruiny kazimierzowskiego zamku. I postanowił go odbudować. To dzięki braciom dziś mieści się tam prywatne muzeum wnętrz połączone z hotelem.

I choć konserwatorzy zabytków i historycy sztuki raczej nie są efektem zachwyceni, właściciel się tym nie przejmuje. Bo jego zdaniem zamki trzeba odbudowywać, by nie były pomnikami przegranych wojen. Powinny dostać nowe życie. Podobnie myśli prezes partii rządzącej, Jarosław Kaczyński, który w swoim przemówieniu na zjeździe ugrupowania w Przysusze rzucił pomysł odbudowywania zamków kazimierzowskich.

Konserwacja a społeczeństwo

- To pomysł ryzykowny - uważa Marcin Ciba, konserwator pracujący nad dziełami sztuki w klasztorze Dominikanów w Krakowie oraz w opactwie Benedyktynów w Tyńcu. - Przede wszystkim dlatego, że każdy przypadek jest inny.

I przypomina słowa prof. Mariana Korneckiego, który - w odniesieniu do spalonego kościoła drewnianego w Woli Justowskiej - dopuszczał odbudowanie obiektu i traktowanie go wciąż jako zabytku, ale sugerował, że powinno ono nastąpić w obrębie jednego pokolenia. Zabiegi konserwatorskie połączone zostały z funkcją społeczną. Istotne stały się nie tylko znaczenie obiektu z powodów kulturowych, religijnych i symbolicznych, ale też pewna ciągłość historyczna. - W wypadku ruin zamków Kazimierza Wielkiego takiej ciągłości nie ma. Poprzednie pokolenia - z różnych powodów - uznały fakt istnienia tych budowli jako ruin - tłumaczy Marcin Ciba.

Nawet nie wiemy, jak wyglądały

Także dla Agnieszki Sabor, historyka sztuki i publicystki zajmującej się zagadnieniami dziedzictwa, pomysł odbudowywania średniowiecznych warowni wydaje się chybiony. - Nie wiemy, jak te zamki wyglądały. Nie ma dokumentacji i ikonografii, która pozwalałaby je odtworzyć. Przez takie braki powstają takie Disneylandy, jak Zamek Przemysła w Poznaniu lub Zamek Wielkich Książąt Litewskich w Wilnie. Oba są przykładami, do czego prowadzić może działalność niepoparta solidnym materiałem źródłowym. Powstają impresje na temat zamków, a nie ich rzeczywiste odpowiedniki - tłumaczy. - Choć rozumiem, skąd się bierze ta potrzeba. To odwoływanie się do wielkiej historii, momentów dziejowych, z których społeczności są dumne. Dla Litwinów przecież to podkreślenie ich państwowości. Więc tu w grę wchodzi polityka - dodaje.

Prawdą jest, że takie odtworzenia budowli, jak zamek w Poznaniu lub litewskie realizacje w Wilnie i Trokach, dziś uchodzą za nietrafione pomysły. Do budowli w stolicy Wielkopolski już przylgnęło określenie „zamek Gargamela”.

Na trudności, które podnosi Agnieszka Sabor, również powołuje się Marcin Ciba. Podkreśla brak solidnej ikonografii i odpowiednich materiałów, które pozwoliłyby ruiny przekształcić w zamki. I dodaje, że choć w konserwacji często wykorzystuje się analogie i odwołania do podobnych obiektów lub po prostu do rozwiązań, jakie stosowano w danym okresie, zaznacza, że to ostateczność. - Bo w takich sytuacjach łatwo o błąd. Zabytek może po prostu paść ofiarą fantazji fundatora lub konserwatora - dodaje.

W takim wypadku trzeba by przede wszystkim sięgać po odpowiednie materiały i techniki stosowane w poprzednich epokach. W sztuce konserwacji przyjęte też jest, by wyraźnie zaznaczać, co zostało wykonane współcześnie, a co jest zachowane jako relikt. To zresztą jeden z największych zarzutów podnoszonych w stosunku do zamku w Bobolicach - tam ruiny zostały „wchłonięte” przez odbudowę. Linia oddzielająca przeszłość od teraźniejszości nie jest widoczna.

Pomysł odbudowywania warowni Kazimierza Wielkiego nie wytrzymuje także porównania z Europą Zachodnią. Anglia i Szkocja usiane są ruinami zamków średniowiecznych i nikt nie ma pomysłów, by je z gruzów podnosić jako znaki dawnej świetności. Z kolei na 56 zamków w Górnym Palatynacie zaledwie dwa odbudowano całkowicie (Falkenberg - od 1937 r. podnoszony był z ruin przez hrabiego Friedricha Wernera von der Schulenburga; Wolfsegg - od 1967 r. modernizowany był przez gminę), a 6 kolejnych „częściowo naprawiono”. Pozostałe są - tak zwaną w konserwatorstwie - trwałą ruiną. I nikt nie zamierza tego zmieniać. - Ruiny są malownicze i mają swój urok. A ich autentyczność to wartość. Lepiej mieć mniej, ale prawdziwie. W zamku w Chęcinach zwiedzającym towarzyszy historia. To, że niektóre warownie popadły w ruiny, to także jej ślad - tłumaczy Sabor.

Co więcej, trzeba powiedzieć, że w środowisku specjalistów dominuje doktryna nieingerowania, zawarta w Karcie Weneckiej, czyli międzynarodowej konwencji określającej zasady konserwacji i restauracji zabytków, przyjętej w roku 1964. Według niej ruiny można co najwyżej zabezpieczać i odtwarzać w nich pojedyncze elementy, jak okna, progi, drzwi, czasem i wieżę -w zależności od stanu zachowania.

Zabytki powinny żyć

Nie bez znaczenia są też koszty. Ogromne koszty. - Te kilkaset milionów złotych to sumy, za które udałoby się uratować wiele zabytków, które w całej Polsce czekają na ratunek. To jest dziedzictwo, które zasługuje na uwagę i ochronę - zaznacza Marcin Ciba.

Na ten aspekt zwraca też uwagę małopolski wojewódzki konserwator zabytków, Jan Janczykowski. - Mam nadzieję, że ten program - o ile będzie realizowany - pójdzie w stronę przede wszystkim zabezpieczania tych ruin. Bo na to zazwyczaj nie ma pieniędzy. Poza tym może właśnie takie prace umożliwią solidne badania archeologiczne i dadzą szansę nowych odkryć - jak to było w Rabsztynie, gdzie odsłonięto piwnice zamku średniego, gdzie w tej chwili mieści się muzeum. I takie użytkowanie i znajdowanie rozmaitych zastosowań dla tych ruin uważam za uzasadnione. Bo zabytki powinny żyć i służyć ludziom, a nie być martwymi obiektami - twierdzi Janczykowski. I w tym sensie uważa taki program za trafiony. - Bo te ruiny trzeba zabezpieczać, z czego wielu nie zdaje sobie sprawy. I taki pomysł mógłby się stać impulsem, który uratuje je dla przyszłych pokoleń - zaznacza.

***

Szlak Orlich Gniazd to popularne określenie zamków znajdujących się na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej, zbudowanych w czasach polskiego króla Kazimierza Wielkiego, jako sieć obronnych warowni. Zalicza się do nich budowle powstałe na wapiennych skałach m.in. w Chęcinach, Bobolicach, Mirowie, Będzinie, Ojcowie, Olkuszu, Olsztynie, Wieluniu.

WIDEO: Magnes. Kultura Gazura - odcinek 12

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto





Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Odbudowa zamków

I.K (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Dobry pomysl z tą odbudową
.po co patrzeć na rozwalające się ruiny

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo