Nafciarze, filmowcy, muzycy - to oni stworzyli Hollywood

Nafciarze, filmowcy, muzycy - to oni stworzyli Hollywood

Aleksandra Gersz

Polska

Aktualizacja:

Polska

Nafciarze, filmowcy, muzycy - to oni stworzyli Hollywood

©Zack Alexander

Los Angeles z iście bajkową dzielnicą Hollywood to jedno z najsłynniejszych miast świata. Na sukces Miasta Aniołów przez lata pracowali ludzie, których nazwisk często się już dziś nie pamięta. Przypomina o nich Jean Stein w książce „Na zachód od Edenu”.
Nafciarze, filmowcy, muzycy - to oni stworzyli Hollywood

©Zack Alexander

Spieczone słońcem wzgórza, napis „Hollywood”, a w dole oszałamiająca panorama miasta. Wielkie studia filmowe i gwiazdy kina przechadzające się po luksusowej ulicy Rodeo Drive, słynny Bulwar Zachodzącego Słońca, aleja największych gwiazd Hollywood Walk of Fame i olbrzymie posiadłości najbogatszych i najsławniejszych. Los Angeles - drugie po Nowym Jorku najbardziej zaludnione miasto w USA (mieszka tam blisko 4 mln ludzi), światowe centrum rozrywki, kultury, mody i biznesu, jedno z najbogatszych i najbardziej wpływowych miast na globie - rozbudza wyobraźnię (tylko jego „lepsze dzielnice”, w południowej części miasta królują bowiem bieda i przemoc), a dzielnica Hollywood od dekad przyciąga ludzi marzących o sławie i bogactwie.

Jak jednak powiedział pisarz Mike Davis w książce Jean Stein „Na zachód od Edenu”, „dzieje Los Angeles są jak podniecająca przejażdżka kolejką górską, która stopniowo zamienia się w koszmar”. L.A. nazywa się również czasem zgniłym Edenem czy rajem utraconym. Ta część Kalifornii stała się bowiem kolebką niewyobrażalnego bogactwa, olbrzymiego sukcesu i wielkich marzeń dzięki ludziom, których historie przypominają scenariusz filmu powstałego w Fabryce Snów - są barwne, emocjonujące, skandaliczne i tragiczne. Pamięć o nich już przyblakła, jednak to im zawdzięczamy mit Miasta Aniołów. O kilku takich „królewskich rodzinach Los Angeles” pisze właśnie Stein w książce, która powstała dzięki rozmowom z ludźmi ze starej kalifornijskiej socjety.



Rodzina Dohenych - ropa naftowa i zabójstwo
Edward L. Doheny nie był związany z amerykańską branżą filmową, jednak jest nieodłącznie związany z Los Angeles. Mało kto dzisiaj o nim pamięta (chociaż wiele obiektów w L.A. wciąż nosi jego nazwisko), ale Doheny jest drugim ojcem chrzestnym tego miasta. Pierwszy to William Mulholland, przedsiębiorca, który w ostatnich latach XIX w. doprowadził wodę do Los Angeles, dzięki czemu zaczęło ono gwałtownie się rozwijać (rychły koniec kariery Mulhollanda nastąpił w 1928 r., kiedy zaledwie 12 godzin po inspekcji bezpieczeństwa zawaliła się olbrzymia tama St. Francis). Nazwisko Mulhollanda nie zostało zapomniane, głównie dzięki nazwanej na jego cześć drogi Mulholland Drive, która często pojawia się w filmach czy książkach.

Jednak Doheny także zasłużył się w historii Miasta Aniołów. Był ojcem przemysłu naftowego w Los Angeles. Kiedy w 1892 r. przedsiębiorstwo Doheny’ego wydobyło w mieście ropę, L.A. zaczęło się gwałtownie bogacić. Jak pisze Jean Stein, populacja L.A. zwiększyła się dzięki nafcie ze stu tysięcy do ponad miliona i dwustu tysięcy przez trzy dekady: od 1900 do 1930 r. W tym rozgrzanym słońcem mieście w Kalifornii produkowano wówczas blisko 20 proc. światowych zasobów ropy. Historia Doheny’ego, biednego chłopaka z Wisconsin, który do L.A. dotarł dopiero w wieku 35 lat, jest tak nieprawdopodobna, że inspirował się nią Upton Sinclair, pisząc pod koniec lat dwudziestych powieść „Nafta”. Na film - „Aż poleje się krew” przełożył ją z kolei reżyser i scenarzysta Paul Thomas Anderson. Obraz zdobył dwa Oscary i sześć nominacji, ale według prawnuka kalifornijskiego magnata naftowego, Patricka „Neda” Doheny’ego, jest czystą fikcją. „Prawda jest dużo ciekawsza niż wszystko, co ktokolwiek zdołałby wymyślić” - stwierdził w „Na zachód od Edenu”.

Doheny szybko się wzbogacił. Zostawił drugą żonę i kilkuletniego syna Neda (matka chłopca, pierwsza żona Dohenny’ego popełniła samobójstwo, kiedy przedsiębiorca ją zostawił) w Kalifornii i wyjechał do Meksyku. - Historia poczynań Doheny’ego w Meksyku jest po prostu niesamowita - mówił w książce Jean Stein brytyjski pisarz Richard Rayner. - To opowieść o przedsiębiorczym awanturniku, a zarazem wyraźna ilustracja mechanizmów oligarchicznych manipulacji i bezczelnych kradzieży. Doheny na prawo i lewo dawał łapówki coraz wyżej postawionym meksykańskim urzędnikom, aż zaprzyjaźnił się z prezydentem Porfirio Diazem, który sprzedał mu wyłączne prawa do wierceń w rejonie Tampico, gdzie w owym czasie znajdowały się najbogatsze złoża ropy na świecie. W latach 1903-1918 Doheny 65 razy wyjeżdżał do Meksyku, by wręczać łapówki” - opisywał Rayner.

Kiedy Doheny wrócił do Los Angeles, był już najbogatszym człowiekiem w USA. - Trudno sobie wyobrazić podobną sytuację w tamtych czasach. Jednego dnia pracujesz na centrali telefonicznej, a następnego Steinway robi fortepian z popiersiem twojego syna po obu stronach klawiatury - mówił prawnuk Edwarda, Patrick. Rodzina Doheny’ego: żona Estelle oraz syn Ned wraz z żoną Lucy i pięciorgiem dzieci - stali się najbardziej wpływowymi ludźmi kalifornijskiej socjety: urządzali huczne przyjęcia i mieli wielu przyjaciół, szczególnie pośród sławnych i bogatych, a ich wysokiego statusu nie podważył nawet fakt, że z racji wiary katolickiej i demokratycznych poglądów byli oni wtedy w Los Angeles rodzynkami.

Do dziś bogacze w Kalifornii lubią wydawać pieniądze szczególnie na jedną rzecz: domy. W okresie rozkwitu Los Angeles najbardziej majętni stawiali prawdziwe pałace, jak chociażby amerykański magnat prasowy William Randolph Hearst, który w 1919 r. wybudował w miejscowości San Simeon posiadłość zwaną po prostu zamkiem Hearsta. Olbrzymi neorenesansowy budynek faktycznie przypominał zamek i według pisarza Mike’a Davisa to właśnie Hearst wygrał „wyścig zbrojeń”, czyli nieoficjalny konkurs na najbardziej luksusową posiadłość. Dom Dohenych także stawał w tym wyścigu. Rezydencję Greystone, która stylem przypominała brytyjską wiejską posiadłość, postawiono na wzgórzu Beverly Hills. Davis w rozmowie z pisarką Jean Stein nazwał Greystone „granitowo-wapiennym mauzoleum”, a Rayner „raczej planem zdjęciowym niż domem”.

Pozostało jeszcze 73% treści

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł:

Masz dostęp? Zaloguj się

Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama