Kamil Haidar: Radykalny islam to daleko idące zło

Kamil Haidar: Radykalny islam to daleko idące zło

Rozmawiał Paweł Gzyl

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Mateusz Owczarek i Kamil Haidar – czyli duet Lion Shepherd

Mateusz Owczarek i Kamil Haidar – czyli duet Lion Shepherd ©Fot. Wiktor Franko

Rozmowa z pochodzącym z Syrii, wokalistą i gitarzystą, Kamilem Haidarem, z zespołu Lion Shepherd, o jego nowej płycie „Heat”.
Mateusz Owczarek i Kamil Haidar – czyli duet Lion Shepherd

Mateusz Owczarek i Kamil Haidar – czyli duet Lion Shepherd ©Fot. Wiktor Franko

- Zanim pojawił się Lion Shepherd, działałeś w Maqamie. Co się stało, że mimo, iż wszystko dobrze szło, zespół ten zakończył działalność?

- Tamta grupa było stricte rockowym kwartetem. Z czasem przestał być on otwarty na eksperymenty. Zacząłem więc tworzyć nową muzykę z gitarzystą, który wspomagał nas tylko na koncertach – Mateuszem Owczarkiem. W założeniu miała to być nowa płyta Maqamy, wydana po europejskiej trasie koncertowej w 2013 roku. Eksplorowaliśmy przede wszystkim dźwięki z kręgu world music, a reszta zespołu chciała pozostać przy rocku. Postanowiliśmy więc z Mateuszem pójść swoją drogą. Tak powstał Lion Shepherd.

- Pozostaliście w duecie, na kolejne płyty zapraszając innych gości. Dlaczego wolicie pracować w takim układzie?

- W zespołach jest tak, że tam gdzie jest dwóch – naprawdę są trzy zdania, a tam gdzie trzech – pięć opinii (śmiech). Aby móc swobodnie eksperymentować pozostawiliśmy więc kwestię składu zespołu otwartą. Korzystamy z muzyków sesyjnych, zapraszamy gości do studia i na koncerty. Przynosi to ciekawe efekty: bo te same utwory brzmią potem podczas kolejnych występów zupełnie inaczej.

- Lion Shepherd i Maqamę łączy wykorzystywanie muzyki etniczej z Bliskiego Wschodu. To dlatego, że pochodzisz z Syrii?

- Wychowywałem się w Syrii, potem mieszkałem długi czas w Libii z rodzicami, którzy są lekarzami. Stąd te dźwięki nie są mi obce, podobnie jak historia i kultura tamtego regionu. O ile jednak w Lion Shpherd są one podstawą brzmienia, tak w Maqamie były tylko dodatkiem do rocka.

- Dlaczego nie wykonujecie „czystej” muzyki etnicznej z tamtego regionu, tylko nadal łączycie go z innymi gatunkami?

- Po pierwsze: nie chcemy się zamykać. Eklektyzm to definicja muzyki naszego zespołu. Ostatnio sięgnęliśmy nawet po wpływy hinduskie czy irlandzkie. Po drugie: Mateusz nie jest Arabem, więc dla niego to są rzeczy nabyte. Ja, choć poznałem tę muzykę w naturalny sposób, nie jestem również specjalistą w tej dziedzinie. Próbując więc grać „czyste” etno z tamtego regionu, nie bylibyśmy szczerzy.

- Po koncertach u boku Riverside wiele osób uznało Lion Shepherd jako zespół prog-rockowy. Zgadzasz się z tym?

- To stało się siłą rzeczy, bo publiczność Riverside musiała nas jakoś umiejscowić w swej percepcji. W takim rozumieniu nie jesteśmy zespołem prog-rockowym, bo nie hołdujemy klasyce tego gatunku z lat 70. Interesuje nas jednak progres – jako ciągły rozwój muzyczny. Zostaliśmy więc zaakceptowani przez tę widownię i staliśmy się swego rodzaju „rodzynkiem” na tej scenie.

- Koncertowe doświadczenia miały duży wpływ na kształt Waszej nowej płyty?

- Bardzo. Pierwsza płyta miała bardzo studyjny charakter. Ta druga zawiera już jednak doświadczenia zespołu po koncertach. Zagraliśmy bowiem nie tylko z Riverside, ale też choćby na Przystanku Woodstock. Dzięki temu „Heat” jest surowszy i prostszy, bardziej organiczny. Bo umieszczone na płycie utwory zostały napisane po to, aby je grać na żywo.

- Mają one też bardziej piosenkowy charakter, to nie są już transowe kompozycji, jak na debiucie.

- Ja lubię formę piosenki: melodię, refren, pozytywną energię. I taka jest też ta płyta. Ale myślę, że na kolejnym albumie znów wrócimy do transowego grania.

- Większość słuchaczy znając Twoje pochodzenie myśli pewnie, że w swoich tekstach poruszasz dziś ważną kwestię uchodźców z Syrii. Tymczasem jest inaczej.

- Ta płyta była naznaczona dwoma skrajnymi wydarzeniami w moim życiu. Z jednej strony urodziło mi się pierwsze dziecko, a z drugiej – niespodziewanie zmarł mój kolega, Piotr Grudziński z Riverside. Dlatego teksty z „Heat” przeniknęły bardziej metafizyczne rozważania. Zadaję w nich podstawowe dla każdego człowieka pytania. Dokąd zmierzamy? Jaki jest sens życia? Co dzieje się z nami po śmierci? Nie jesteśmy bowiem zespołem zaangażowanym politycznie, choć mamy bardzo wyraziste poglądy polityczne.

- Wydaje mi się, że Twoje teksty są na tyle uniwersalne, że mogą się w nich odnaleźć zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie, a nawet agnostycy. Jak duchowość jest Ci najbliższa?

- W młodości, mama, która jest katoliczką, wychowywała mnie i brata w religii chrześcijańskiej. Nasze naturalne otoczenie stanowili jednak muzułmanie. Chodziliśmy do arabskiej szkoły i przerabialiśmy Koran. Może dzięki temu żaden system religijny mnie nie wciągnął i mam na nie trzeźwe spojrzenie z zewnątrz. To chyba coś unikatowego w dzisiejszych czasach i bardzo sobie to cenię.

- Trudno nie zapytać Cię przy okazji naszej rozmowy o stosunek do imigrantów. Przyjmować ich w Europie czy pomagać na miejscu?

- Na pewno trzeba rozwiązywać problemy tam. Dlatego mam żal do bogatych państw arabskich, które wykazują dużą ignorancję, jeśli chodzi o sytuację w regionie. Europa powinna zachować się jednak humanitarnie – czyli przyjmować uchodźców wojennych, ale nie przyjmować imigrantów i ekstremistów, którzy się pod nich podszywają. Nie jestem więc za tym, aby wpuszczać wszystkich tych, którzy płyną do nas na łodziach. Radykalny islam to daleko idące zło, które trzeba zwalczać. I zgodzi się ze mną każdy umiarkowany muzułmanin. Bo jeżeli się do kogoś przyjeżdża, trzeba uznawać wyznaczone przez niego zasady. Tak było w przypadku mojej rodziny. Mój ojciec mieszka w Polsce od 42 lat – i jest jedynym Syryjczykiem odznaczonym dwukrotnie przez prezydenta innego Państwa. To oznacza, że Arab może się zasymilować i żyć normalnie w kulturze europejskiej.

- Jak widzisz przyszłość Lion Shepherd?

- Śpiewamy po angielsku, bo chcemy mieć szansę zaistnieć na Zachodzie. Zresztą przerzucamy już coraz więcej mostów. Mamy dystrybucję nowej płyty w Anglii czy w Niemczech. Za chwilę ruszamy z koncertami do Skandynawii. Ekspansja poza polski rynek – to nasz cel numer jeden. Nie chcemy jednak zaniedbać naszych odbiorców nad Wisłą. Tym bardziej, że bardzo lubię tutaj grać.

WIDEO: Dlaczego kupujemy tyle leków bez recepty?

Autor: Dzień Dobry TVN, x-news



Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama