Czytelnicy piszą o swoich kotach. Misia - kotka z Kalifornii

Czytelnicy piszą o swoich kotach. Misia - kotka z Kalifornii

Opr. (MAT)

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Czytelnicy piszą o swoich kotach. Misia - kotka z Kalifornii

©Fot. archiwum autora

Najpierw myślałem, że po prostu jest już słabsza i ma mniej energii na stawianie oporu. Pewnie to prawda, ale zauważyłem również, że kiedy tak siedziała na moich kolanach, patrzyła na mnie jakoś tak, jak koty nie patrzą na człowieka. Było w jej wzroku coś ludzkiego; wpatrywała się we mnie, jakby oczami chciała mi coś powiedzieć. Z dnia na dzień jej wzrok i jej spokój stawały się coraz wyraźniejsze. Ustały jej wierzgania i stawianie oporu.
Czytelnicy piszą o swoich kotach. Misia - kotka z Kalifornii

©Fot. archiwum autora

Zaczęliśmy stanowić jakiś tandem do wykonania konkretnego zadania i szło to nam coraz lepiej. Z czasem jej wzrok stał się tak ludzki, że zacząłem z nią rozmawiać. Może nie aż tak, bo ona nic nie mówiła, ale to ja zacząłem do niej mówić. Opowiadałem jej, co mam zamiar robić tego dnia, jakie mam kłopoty i takie różne rzeczy o bieżących sprawach.

Zdawałem sobie sprawę, że dla kogoś trzeciego moje „rozmowy z kotem” kwalifikowałyby mnie do co najmniej poradni zdrowia psychicznego, a kota do jakiejś kociej „psychuszki”. Na szczęście żona była wtedy zwykle w pracy.

Niezależnie od tego, jak dziwnie to mogło wyglądać, moje poranne rozmowy odbywały się niemal codziennie i za każdym razem patrzyłem w te oczy, które były tak ludzkie. Zastanawiałem się za każdym razem, Misia co chciała mi zakomunikować. Wtedy nie wiedziałem, ale teraz chyba wiem.

Znane są zachowania kocie, po których możemy wnioskować, że nasz podopieczny czuje się bezpiecznie i akceptuje nas jako ich pana. Takim najczęściej wymienianym zachowaniem jest dość powolne zamykanie obu oczu i ich otwieranie; takie mruganie w zwolnionym tempie. W przypadku Misi siedzącej na moich kolanach, brakowało tego sygnału, którego się spodziewałem. Kotka patrzyła na mnie bez zamykania oczu, jakby była w jakimś kocim stuporze.

Nie wyrywała się, nie okazywała chęci powrotu do kocich pozycji ciała. Przyszło mi do głowy, że chciała mi swoim wzrokiem coś przekazać. Trwało tak kilka miesięcy, do czasu, kiedy dowiedziałem się, że mam bardzo niebezpiecznego raka. Kiedy jeszcze biegałem po klinikach i lekarzach, Misi stan zdrowia pogorszył się znacznie i interwencja weterynarza okazała się znów konieczna. Misi zdrowie pogarszało się dość szybko.

Niebawem po diagnozie znalazłem się w szpitalu i przygotowywałem się do poważnej operacji. Żona donosiła mi tylko, że Misia nie ma szans na długie przetrwanie w swej chorobie. W chwilach melancholii zastanawiałem się, kto prędzej wykorkuje - Misia czy ja.

Zenon Obydziński

WIDEO: Co Ty wiesz o Krakowie - odcinek 14

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto



Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama