Auschwitz, mój dom

Auschwitz, mój dom

Piotr Drabik

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Rodzina Anny Odi wraz z innymi byłymi więźniami KL Auschwitz zamieszkała w budynkach, w których podczas okupacji znajdowała się administracja obozu
1/2

Przejdź do
galerii zdjęć

©Fot. Michał Gąciarz

Widok z okna naszego mieszkania wychodził prosto na szubienicę, na której został powieszony komendant Hoess, oraz na krematorium - wspomina Anna Odi, która wychowała się na terenie byłego obozu koncentracyjnego. Tu wciąż mieszka i tu pracuje.
Na wiosnę jest tutaj pięknie. Zwłaszcza gdy cały ogród wypełni się fiołkami - Anna Odi oprowadza nas po swoim podwórku z dzieciństwa. Mały park wypełniony drzewami, był dla niej i jej rówieśników całym światem. To tutaj urządzali wyścigi rowerowe, grali w piłkę i bawili się w piaskownicy ukrytej za drzewami. No tak, identycznie jak inne dzieci. Zimą, w byłym obozie, też nie było nudy.

Pamięta, jak zjeżdżała na sankach z górki po schronie, obok komendantury.
Niezła frajda. W jej rodzinnym albumie, który właśnie otwiera, szczególne miejsce zajmuje zdjęcie małej dziewczynki z chustką na głowie, bujającą się na huśtawce koło domu. Szczególne, bo zdjęć tych ma niewiele, małą garstkę. Lubi do nich wracać.

Dzieciństwo na terenie byłego obozu Auschwitz spędzało około dwadzieściorga dzieci. Ich rodzice robili wszystko, aby nie dorastali z piętnem tego tragicznego miejsca. Wybudowali im prowizoryczny plac zabaw, a podczas świąt Bożego Narodzenia urządzali spotkanie ze Świętym Mikołajem.

- Każdy dorosły był wtedy za kogoś przebrany. A my dostaliśmy kubek kakao i pączka - wspomina Anna Odi. Jej najlepszą przyjaciółka z dzieciństwa była mieszkająca w sąsiedniej willi Hoessa Ania, potomkini prawowitych właścicieli budynku. - Razem z jej siostrą Krysią i kuzynem Przemkiem bawiliśmy się w ich ogrodzie. Tym samym, w którym kiedyś spędzały czas dzieci komendanta obozu - zauważa. I to zaledwie kilkanaście lat wcześniej, kiedy obok mordowano, głodzono, torturowano i zmuszano do niewolniczej pracy.

Odi opowiada, że dzieci Hoessa bawiły się zabawkami, które powstawały w obozowym warsztacie, a w ciepłe dni ochładzały się w przydomowym basenie. Czy to nie ironia losu, że po wojnie, w tym samym miejscu, dorastali potomkowie byłych więźniów obozu?

Ania często spędzała czas tam, gdzie podczas wojny znajdowała się scena plenerowa. - W niektóre niedziele, obozowa orkiestra była zmuszana tutaj do koncertów, które umilały czas esesmanom i ich rodzinom - zauważa. Dziś ten teren znajduje się za ogrodzeniem, czyli inaczej niż podczas jej dzieciństwa - mówi oprowadzając nas. - Rodzice ostrzegali nas, że mamy się trzymać z dala od grup turystycznych. Tak więc, kiedy tylko je dostrzegaliśmy, od razu uciekaliśmy - mówi po latach z uśmiechem.

Anna Odi dorastała w kręgu byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Stanowili oni większość osób, które zamieszkały w dawnych budynkach administracji byłego Konzentrationslager Auschwitz. -Byli jedną wielką rodziną. Nie brakowało wspólnych spotkań, podczas których po raz pierwszy docierały do mnie ich opowieści z czasów okupacji - wspomina. Nasiąkała nimi, stawały się dla niej czymś naturalnym.

Zresztą ta przeszłość wciąż jest z nią obecna. Na ścianach mieszkania Anny Odi, w którym siedzimy, wiszą choćby obrazy autorstwa Jerzego Adama Brandhubera. - To był nasz sąsiad i bardzo często gościł w naszym domu - tłumaczy Anna Odi. Malarz był również więźniem KL Auschwitz, a po wojnie rozpoczął pracę w tutejszym muzeum. - Tak tu żyliśmy. Blisko.

Kiedy mała Ania zaczęła zastanawiać się, że jej dom nieco odbiega od mieszkań jej koleżanek? - Gdy zaczęłam chodzić do podstawówki, dzieci ciągle mnie pytały, czy nie boję się mieszkać w takim miejscu, w którym pewnie straszy.

Zapytała wówczas mamę: - Mamo, mam się bać? Co tu się działo? Opowiem ci, kiedy dorośniesz - dowiedziałam się. - A bać trzeba się tylko złych ludzi - dodała mama.

Gdy była mała, rodzice niechętnie opowiadali o trudnej rzeczywistości wojennej. W kolejnych latach, stopniowo, odkrywali przed nią niełatwą przeszłość. Ich historię poznała dużo później. Historię, która zaprowadziła jej rodzinę na teren byłego obozu w Auschwitz.

Poznali się w 1945 roku. Ona - córka emigrantów, On - rodowity Ślązak. Obydwoje mieli za sobą pobyt w niemieckich obozach koncentracyjnych. Ale przed wybuchem wojny żyli w zupełnie innych światach. Mireille (zdrobniale nazywana Mirą) wychowała się w rodzinie polskich emigrantów we Francji. Ojczyznę przodków znała tylko z opowiadań, podobnie jak bliskich mieszkających w Warszawie. Jej marzeniem było spotkać ich osobiście. Spełniło się to w sierpniu 1939 roku, kiedy przyjechała do stolicy na zaproszenie wujostwa. Młoda dziewczyna szybko zaprzyjaźniła się z kuzynami, którzy chętnie spędzali z nią czas. Kilka tygodni później wybuchła wojna.

Mira nie tylko straciła możliwość powrotu do Francji, ale również wszelki kontakt z rodzicami. Musiała szybko odnaleźć się w realiach okupacji. Podobnie jak jej rówieśnicy, zaangażowała się w konspirację antyhitlerowską. Ich dywersja zakończyła się w 1941 roku, kiedy Mira została aresztowana i osadzona na 18 miesięcy w więzieniu na Pawiaku. Była bita, torturowana, przesłuchiwana. Z rąk katów chciał ją wykupić wujek, ale przez ciągłe wizyty u gestapowców sam został aresztowany. Do domu już nie wrócił, po tym jak trafił do obozów Auschwitz i Mauthausen. Mira do końca życia nie mogła uporać się z jego stratą, obwiniając się o jego śmierć.

Piekło obozów koncentracyjnych poznała także osobiście. Najpierw w Majdanku, potem Ravensbrücku i Buchenwaldzie. Zmuszano ją do niewolniczej pracy w oborach, szwalni oraz fabryce amunicji. Wszystko zmieniły zbliżające się oddziały Armii Czerwonej, które wymogły na hitlerowcach ewakuację obozów. Marsze śmierci były równie wyniszczające jak mordercza praca.

Mimo to Mirze wraz z przyjaciółką Oleńką udało się uciec spod czujnego oka esesmanów. Dziewczyny znalazły schronienie w niemieckiej rodzinie, która ukrywała ich przez miesiąc. Po wojnie Mira odnalazła tę niemiecką rodzinę i osobiście im podziękowała za uratowanie życia. Zanim to się stało, wraz z Oleńką trafiły na Górny Śląsk, skąd pochodziła dziewczyna. W międzyczasie do rodziny sąsiadów wrócił Józef, który również cudem uniknął śmierci.

W momencie wybuchu wojny, chłopak miał 16 lat. Razem z kolegami zaniżył wiek, aby dostać się do wojska. Anna Odi z dumą pokazuje zdjęcie ojca, Józefa, którego szczupła sylwetka tonie w za dużym o kilka rozmiarów mundurze. W szeregach Wojska Polskiego nie walczył długo. Najpierw dostał się do sowieckiej niewoli, a później Niemcy osadzili go w więzieniu w Mysłowicach. Po torturach i przesłuchaniach, trafił do KL Auschwitz.

W obozie został numerem 61615 z oznaczeniem „PPole”, czyli polski więzień polityczny. Tatuaż na lewej ręce to niejedyny ślad, jaki zostawił na nim obóz. Za próbę podzielenia się chlebem z kolegą Józef został brutalnie pobity przez esesmana. Ten uderzył go pejczem w tył głowy tak mocno, że blizna została do końca życia. Józef w Auschwitz pracował w różnych komandach, m.in. dezynfekował pasiaki obozowe i dobytek zostawiony przez ofiary Holokaustu. Polak ciągle był przesłuchiwany. Ostatni raz w styczniu 1945 roku, kiedy w bloku 11 gestapowcy skazali go na dalsze uwięzienie. Józef następnie trafił do obozu w Ebensee. Tutaj, prawie pół roku później, został wyzwolony przez aliantów.

Drogi Miry i Józefa przecięły się na najtrudniejszym zakręcie ich życia. Emigrantka wciąż liczyła, że dostanie się do Warszawy, a ze stolicy do Francji. Zorganizowanie wyjazdu okazało się niemożliwe. Młodzi ludzie nie wiedzieli, co dalej robić. - Pewnego dnia mój tata spotkał kolegę, z którym był w KL Auschwitz. Ten miał mu przekazać, że na terenach byłego obozu potrzebni są ochotnicy do ochrony tego terenu. W zamian za pracę można było otrzymać mieszkanie - opowiada Anna Odi.
1 »

Czytaj także

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Szok !!!!!

    Andrzej W Ongirski wnuk Jana Wychowańca awo@awo.org.pl (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Tak oto dowiaduję się o mojej rodzinie, jej losach i życiu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama