Artur Rojek: Trzeba burzyć stare, aby powstało nowe

Artur Rojek: Trzeba burzyć stare, aby powstało nowe

Rozmawiał Paweł Gzyl

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Artur Rojek i zespół Kwadrofonik – premiera na OFF Festivalu

Artur Rojek i zespół Kwadrofonik – premiera na OFF Festivalu ©Fot. Jacek Poremba

Rozmowa z Arturem Rojkiem, o tegorocznego edycji OFF Festivalu w Katowicach i cyklu koncertów Something Must Break w Krakowie.
Artur Rojek i zespół Kwadrofonik – premiera na OFF Festivalu

Artur Rojek i zespół Kwadrofonik – premiera na OFF Festivalu ©Fot. Jacek Poremba

- W tym roku OFF Festival odbędzie się już jedenasty raz. Chyba nikt nie przypuszczał, kiedy startował on w Mysłowicach w 2006 roku, że rozrośnie się on w tak duże przedsięwzięcie. Spodobała Ci się funkcja dyrektora artystycznego OFF-a?

- Programowanie festiwalu, wybieranie artystów, jest bardzo przyjemne. Bo wiąże się z moimi zainteresowaniami, pasją do poznawania nowej muzyki i pokazywaniu jej innym. Przy organizowaniu festiwalu jest jednak dużo mniej przyjemnych obowiązków - i też trzeba im podołać.

- No właśnie: w zeszłym roku w ostatniej chwili zrezygnowało z występu na OFF-ie kilku znaczących wykonawców. Bardzo to odchorowałeś?

- Ze swojej strony zapewniłem artystom wszystko to, co było w obopólnie podpisanych kontraktach. Nie miałem jednak wpływu na takie niespodzianki, jak choroba wokalistki The Kills czy problemy Anohni z głosem, która była przez 10 dni w Katowicach z bolącym gardłem. Ani oczywiście na absurdalne fanaberie Wileya czy Zomby’ego, którzy po prostu okazali się totalnie nieodpowiedzialni.

- Obawiasz się, że tamte wydarzenia mogą rzutować na frekwencję tegorocznej edycji OFF-a, która zacznie się w ten piątek?

- Będę wiedział jak festiwal się zacznie. Na razie nic na to nie wskazuje.

- Zagrożenia jednak nie ma?

- Zagrożenie jest takie, że w tym roku OFF Festival odbywa się po raz pierwszy w Katowicach bez udziału sponsorów prywatnych. O ile tę edycję poprzez różne oszczędności uda nam się przeżyć, to w przyszłym roku organizacja festiwalu na takim samym poziomie bez sponsorów nie będzie możliwa.

- To ciekawe. Bo mimo tych oszczędności w tym roku program festiwalu jest świetny.

- To prawda. Mamy 70 artystów reprezentujących różne gatunki muzyczne. Są weterani, są też debiutanci. Mamy przedstawicieli sceny elektronicznej, od Silver Apples po Kornela Kovacsa, jest ciekawa grupa artystów folkowych z Richardem Dawsonem na czele, będziemy mieli świetną załogę z Polski - choćby reaktywowany specjalnie na OFF Festival yassowy zespół Łoskot. Ostatni koncert w obecnej formule da na zakończenie całej imprezy Swans. Po raz pierwszy pojawi się w Polsce wokalistka Feist, będzie też wielka gwiazda w postaci piosenkarki PJ Harvey. Ja też wystąpię - z zespołem Kwadrofonik.

- Co to będzie?

- Po raz pierwszy zagrałem z tym cenionym zespołem muzyki współczesnej podczas uroczystości rozdania Paszportów Polityki w 2015 roku. Wykonaliśmy wówczas dwie piosenki z mojej solowej płyty w nowych aranżacjach. Potem przyszedł do nas pomysł na zrobienie soundtracku do filmu Davida Lyncha - „Industrialu Symphopny No. 1”. Zaprezentowaliśmy go po raz pierwszy na żywo w 2016 roku, a teraz powrócimy z nim na OFF-ie. To muzyka Angelo Badalamentiego, którą śpiewa Julee Crusie. W naszej wersji to ja właśnie wcielam się w tę piosenkarkę. Jesienią ruszamy z tym materiałem w trasę koncertową po Polsce.

- Twoja debiutancka płyta solowa ukazała się w 2014 roku. Planujesz już jej następcę?

- Przy tej ilości zadań, które obecnie mam do wykonania, nie mam czasu, aby siąść spokojnie z gitarą i komponować. Kiedy jednak mam wolną chwilę, wracam do przygotowywania nowej płyty. Jakaś jej część już zatem jest. Bardziej konkretnie chcę nad tym usiąść we wrześniu - i z wyłączeniem okresu na trasę z Kwadrofonikiem, będę pracował aż do końca grudnia.

- W jakim kierunku zmierzają te nowe piosenki?

- Na razie za wcześnie, aby o tym mówić.

- To zapytam inaczej: jakiej muzyki dzisiaj słuchasz?

- (śmiech) Jadąc do Krakowa słuchałem w samochodzie Priests, Mount Eerie i Cities Aviv. Bo ci wykonawcy jako pierwsi wystąpią w ramach „Something Must Break” w Krakowie.

- No właśnie: szykuje się tutaj coś nowego z Twoim podpisem. Co to będzie?

- Teatr im. J. Słowackiego i Małopolski Ogród Sztuki zamówili u mnie cykl comiesięcznych koncertów, których będę kuratorem artystycznym. Zaczynamy już w październiku - i będą to trzy koncerty. Tytuł „Something Must Break” został zaczerpnięty od tytułu wystawy sztuk wizualnych, która odbyła się w ramach OFF Festivalu w 2009 roku. Oznacza on chęć przełamywania barier i burzenia cześć starego, by mogło powstać coś nowego. Ta idea od zawsze była mi bliska.

- Ten krakowski cykl będzie w jakimś sensie nową i rozciągniętą w czasie edycją Twojego OFF Festivalu, który organizujesz w Katowicach?

- Te koncerty bardziej odpowiadają idei OFF Clubu, który organizowałem kilka lat temu w różnych miastach Polski. Ale rzeczywiście dobór artystów będzie podobny do programu festiwalu. Będą to bowiem wykonawcy reprezentujący bardzo różne gatunki, ale w swych działaniach wnoszący do muzyki coś własnego i nowego, którzy ciągle są w stanie nas czymś zaskoczyć. I to odpowiada duchowi OFF-a. Ale przecież zaproszenie mnie do stworzenia tego projektu nie było przypadkowe.

WIDEO: Co Ty wiesz o Krakowie - odcinek 14

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto




Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama