Szymon śpiewa i czeka na swój najszczęśliwszy dzień w życiu

Szymon śpiewa i czeka na swój najszczęśliwszy dzień w życiu

Majka Lisińska-Kozioł

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Dokładnie pamiętam tamto lato. Koło południa pojawiły się mroczki, a potem z godziny na godzinę widziałem coraz mniej. Jakby ktoś wyłączał - jedna po drugiej - kolejne żarówki. Gdy zgasła ostatnia otuliła mnie całkowita ciemność - mówi SZYMON WASIŁOWICZ.
Szymon Wasiłowicz  podczas występu w  Operze Krakowskiej

Szymon Wasiłowicz podczas występu w Operze Krakowskiej ©Fot. Andrzej Banaś

Granatowa koszula, błękitne dżinsy i nieodłączne ciemne okulary; tak dzisiaj wygląda Szymon Wasiłowicz. Przyszedł punktualnie. Ma ze sobą statuetkę. Otrzymał ją podczas II Światowego Festiwalu Niewidomych Śpiewaków, który odbył się w Krakowie. Szymon cały czas się uśmiecha.

- Bo nie mam powodu do narzekania - mówi. - Właśnie wróciłem z praktyk zawodowych, na festiwalu dostałem kilka nagród, w tym tę najważniejszą - moim zdaniem - nagrodę publiczności. Jutro jedziemy z koncertami do Budapesztu. Życie jest piękne.

Szymon nie widzi od dziesięciu lat. Od siedmiu jest w Krakowie. Chodzi do szkoły muzycznej I stopnia im. H. Baranowskiego, która działa w Specjalnym Ośrodku Szkolno Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących przy ul.
Tynieckiej. Wybrał klasę organów. Uczy się zawodu akustyka - realizatora dźwięku. Ma też za sobą kurs stroiciela fortepianów. - Ostatnio w Olsztynie zająłem się instrumentem koleżanki. Pożyczyłem potrzebne narzędzia i zaraz po praktykach pracowałem nad doprowadzeniem jej fortepianu do odpowiedniego brzmienia. Była zadowolona.

Małgorzata Bała - dyrektorka placówki i nauczycielka Szymona uważa, że mimo doskonałego wyczucia rytmu, organisty raczej z Szymona nie będzie. Ma za to spore możliwości głosowe, bardzo dobry słuch, a wyczucie rytmu i obycie sceniczne wręcz idealne.

Śpiewać uczył się głównie sam, ale wciąż stara się podnosić swoje wokalne umiejętności. - Bardzo dużo mi jeszcze do perfekcji brakuje. A przecież emisja i technika głosu to klucz do sukcesu. No i angielski. Bo Szymon preferuje śpiewanie w tym języku.

- W zeszłym roku często nie było go w szkole - mówi dyrektor Bała. - Bo wyjeżdżał na festiwale i kilkutygodniowe warsztaty wokalne do Ciechocinka.

Na ogół słyszy się o nim pozytywne opinie: fajny, wesoły, inteligentny chłopak. No i ma poczucie humoru. Także na temat swojego kalectwa. - Najwięcej kawałów o niewidomych zna właśnie Szymon; jak choćby ten o niewidomym jeźdźcu, który na pytanie, czy wystartuje w Wielkiej Pardubickiej - spokojnie odpowiada - „nie widzę przeszkód” - śmieje się Barbara Planta dyrektor Specjalistycznego Ośrodka Społeczno Wychowawczego dla dzieci Niewidomych i Słabowidzących. Jest dumna z ucznia. Trzyma kciuki za jego przyszłe sukcesy.

- Szymek zwykł robić kilka rzeczy naraz - dodaje pani od organów Małgorzata Bała. - Nie chce tracić czasu. I jeśli tylko ma siły - działa. Oprócz muzyki uwielbia chodzenie po górach i uprawianie sportu - dodaje pani dyrektor.

Mamy tu w ośrodku sekcję wioślarską więc wiosłuje. Choć ostatnio trochę mniej, bo głównie śpiewa. Co prawda jest dosyć chudy, ale jedzenia sobie nie żałuje. Mięso pochłania w każdej postaci. Nadzwyczajnie smakuje mu kurczak perfekcyjnie przygotowany przez mamę. Na jedzenie w szkolnej stołówce też nie narzeka. - Byle było dużo - śmieje się.

Poza tym jego świat nie mógłby istnieć bez słodyczy, które pochłania w każdej ilości, no i bez domowego sernika. Kawałek takiego ciasta poprawia mu humor zaraz po pierwszym kęsie. Musi być też cola do picia. I kawa; rano, w południe oraz wieczorem.

Opowiada, że kłopoty ze wzrokiem miał od dzieciństwa. Postępująca choroba sprawiała, że widział coraz mniej i mniej. Po kolejnej operacji lekarze byli dobrej myśli. Powiedzieli nastolatkowi, że oczy mogą mu posłużyć do końca życia, ale musi być bardzo uważny i spokojny.

- A ja nie mogłem usiedzieć na miejscu. Miałem przecież trzynaście lat, szalałem z chłopakami. No i stało się. Dokładnie pamiętam tamten letni dzień. Koło południa pojawiły się mroczki, a potem z godziny na godzinę widziałem coraz mniej. Jakby ktoś wyłączał - jedna po drugiej kolejne żarówki. Gdy zgasła ostatnia otuliła mnie całkowita ciemność. I do dzisiaj otula.

Trzeba się było nauczyć innego niż dotąd funkcjonowania w świecie. Na początek posłano go do szkoły dla niewidomych do Bydgoszczy - bo Szymon urodził się w Olsztynie. Dostał tam twardą szkołę życia. - Czasami łzy ciekły mi po policzkach, ale zapamiętałem rady, które mi przekazano. Dotyczyły przede wszystkim orientacji w przestrzeni i tego, żebym poruszał się wolniej.

Potem poddawano go kolejnym i kolejnym operacjom. W sumie było ich około dziesięciu. Lekarze co jakiś czas dawali nadzieję, że może jeszcze kiedyś zobaczy słońce. W zeszłym roku powiedziano mu, że nic nie da się zrobić.

Dzisiaj Szymon ma 23 lata; nie widzi od dziesięciu. Zachował jednak w pamięci obraz świata sprzed dnia utraty wzroku; wie jak wtedy wyglądali ludzie, jak się poruszali. To mu się przydaje na scenie. Łatwiej mu jest gestem towarzyszyć muzyce. Wciąż nie czuje się swobodnie w świecie niewidomych. Jego prawdziwym światem jest ten ludzi widzących.

- Ale gdyby dziś ktoś mi powiedział, będziesz widział, ale pod warunkiem, że już nie popełnisz poprzedniego błędu i zaczniesz żyć spokojnie - nie mógłbym tego obiecać.

Źle wspomina pobyty w szpitalu. - Operacje wytrącały mnie z rytmu życia jakie lubię. Na ogół byłem wyłączony z normalnej aktywności na miesiąc, półtora. Leżałem na jakiejś sali i miałem wrażenie, że tracę czas. Teraz go nadrabiam i ciągle się śpieszę. Gnam, żeby nie stracić ani minuty. Jestem pracoholikiem, który najbardziej ze wszystkiego lubi śpiewać. Gdyby doba trwała 72 godziny, też by mi brakowało czasu - śmieje się.

W muzycznych planach wspiera go starsza o dwa lata siostra Martyna. - Jest moim menedżerem - opowiada Szymon. - Umieszcza moje piosenki w Internecie, mobilizuje do ćwiczeń.

Jeśli chodzi o wokal, to Małgorzata Bała uważa, że najlepszym rozwiązaniem dla Szymona byłby indywidualny nauczyciel śpiewu. I kto wie, może taki właśnie już wkrótce się zdarzy. Na razie oboje wspominają występ Szymona w Operze Krakowskiej podczas II Światowego Festiwalu Piosenki Niewidomych Śpiewaków.

- Pewnego razu zadzwonili do szkoły przedstawiciele organizatorów festiwalu i poprosili o wytypowanie uczniów, którzy mogliby wystąpić w eliminacjach. Szymon stanął przed komisją kwalifikacyjną z coverem Franka Sinatry „New York” i dostał się do półfinału - opowiada pani Małgosia.

To była wielka radość i szansa. Bo obiecano mu jego własną piosenkę i jej aranżację. - Niebawem dostaliśmy linię melodyczną utworu od słynnego Jacka Zielińskiego - mówi pani Małgorzata.

Jakoś nam to nie brzmiało w wersji demo. Szymon zadzwonił więc do pana Jacka i zapytał, czy może zmienić zbyt niską tonację oraz popracować nad rytmem. Dostał zgodę i przepracowana melodię posłaliśmy do aranżacji.

Jakiś czas trwało emocjonujące oczekiwanie. - Ale warto było, bo aranż Hadriana Tabęckiego, który mi przekazano zwalał z nóg. Okazał się cudowny - mówi Szymon Wasiłowicz.

Podobał się też Jackowi Zielińskiemu, a pani Szczepańska już po występie Szymona na koncercie finałowym powiedziała, że ma już gotowy kolejny tekst dla niego.

Dyrektor Małgorzata Bała marzy teraz, że byłoby fajnie, gdyby tak znani twórcy jak Szczepańska i Zieliński zechcieli napisać dla Szymona kilkanaście kolejnych piosenek. Mógłby wtedy nagrać płytę, a jego kariera miała by szansę się ruszyć do przodu.

- Uwielbiam scenę. Kocham brawa. I kocham „Cały ten jazz”.To tytuł mojej piosenki, ale jazz jest naprawdę moją wielka miłością.

Tak jak garnitury i marynarki, które mógłby nosić codziennie. Bardzo dobrze się czuje w takim eleganckim stroju. Ale, gdy się denerwuje, lepiej nie wchodzić mu w drogę. - Spokojnie, idę wtedy na siłownię, albo wyżywam się na bębnach. I czekam.

- Na co?

- Na swój najszczęśliwszy dzień. Czyli na jutro, proszę pani. A potem na kolejne i kolejne jutro. Bo najpiękniejsze są dni, które jeszcze są nadal przed nami. I tego się trzymam.

Szymon Wasiłowicz,


Wspierany przez krakowskie Kluby Lions (Stare Miasto, Śródmieście, Bona Sforza i Stańczyk) czuł się na scenie swobodnie i porwał publiczność piosenką „To tylko jazz” (tekst Barbara Szczepańska „Judyta”; muzyka Jacek Zieliński).


Wokalistom akompaniowała Sinfonietta Cracovia pod batutą Jurka Dybała. Wszystkie piosenki zaaranżował Hadrian Tabęcki.



- Słowa „Głos z serca” w nazwie festiwalu oznaczają, znaczy, że uczestnicy pokażą, co im w duszy gra, a organizatorzy, że liczy się dla nich drugi człowiek, zwłaszcza pokrzywdzony przez los - mówi Jacek Legendziewicz, jeden z organizatorów festiwalu.





Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo