Dziennik Polski - Wiadomości Kraków, Informacje Kraków | Dziennik Polski

Człowiek, który zagląda w serce

Człowiek, który zagląda w serce

Rozmawia Wacław Krupiński Dziennik Polski 24

Umiejętności prof. Sadowskiego, krakowskiego kardiochirurga docenia cały świat Umiejętności prof. Sadowskiego, krakowskiego kardiochirurga docenia cały świat

Umiejętności prof. Sadowskiego, krakowskiego kardiochirurga docenia cały świat (© Andrzej Banaś)

Człowiek, którego głównym zainteresowaniem jest serce. W kardiochirurgii przekracza kolejne granice. Prof. Jerzy Sadowski ma dużą szansę, by - jako pierwszy na świecie -wszczepić choremu zastawkę mitralną najnowszego typu.
- Potoczne określenie "człowiek bez serca" odbierasz pewnie dosłownie?

- Nie ma tu żadnej przenośni; to taki człowiek, któremu wyjęliśmy serce i za chwilę przeszczepimy nowe. Nieprzyjemny moment także dla kardiochirurga: pustka po sercu, czarna dziura…

- Jak długo możemy żyć bez serca ?

- Nowe serce musi być już przygotowane, a samo przyszywanie trwa od 40 do 75 minut. Zależy to od tego, jak duża była dysproporcja między jednym a drugim, Najważniejsze, by pacjent otrzymał serce od dawcy, który był młodszy, miał tę samą grupę krwi i podobną wagę.

- Tyle że dawców ogromnie brakuje.

- W tym roku tragedia.
W Zabrzu wykonano 10 przeszczepów, w Warszawie podobnie, bo 12, u nas odbyły się tylko cztery. Dawców brakuje na całym świecie. Natomiast, dzięki nowym rozwiązaniom organizacyjnym, od połowy ubiegłego roku udało nam się wykonać 38 przeszczepów nerek, a tylko w tym roku aż 17.

- Nie pomaga akcja "Nie zabieraj swoich narządów do nieba"?

- Akcje są bardzo potrzebne, ale ich efekty wciąż są nikłe i raczej odczuwalne dopiero po latach. Pobieranie organów to sytuacja trudna, tak dla najbliższych potencjalnego dawcy, jak i prowadzącego go lekarza. To on musi przekonać rodzinę, że osoba nie żyje, a jej życie jest tylko sztucznie podtrzymywane przez urządzenia medyczne. Serce natomiast, jeśli jest zdrowe, może komuś uratować życie. Zawsze są to bardzo trudne rozmowy... Dodatkowo zniechęciły do nich lekarzy rozmaite nagonki na całe środowisko w czasach ministra Ziobry.

- Po drugiej stronie jest ten, który na to serce czeka. Jak długo może?

- Często miesiącami, podtrzymywany lekami. Niewydolność serca doprowadza jednak z czasem do zmian w płucach, nerkach i wątrobie, a wtedy nawet przeszczep serca już nie jest skuteczną terapią. Dlatego szukamy metod alternatywnych. Takich, które mogą wspomagać pracę chorego serca, a zwłaszcza tłoczącej krew lewej komory. Służy do tego pompka, która podłączona między lewą komorą a aortą przejmuje rolę tej komory i tłoczy krew do aorty. Pompkę napędzają wymienialne baterie, dlatego idące od niej przewody muszą być wyprowadzone na zewnątrz. W najgorszej sytuacji udaje się utrzymać przy życiu pacjenta w ten sposób nawet kilka lat. Nietrudno się jednak domyślić, że nie jest to wymarzona sytuacja ani dla nas lekarzy, ani dla pacjenta. To życie na bombie zegarowej…

- Domyślam się, że te przewody nie dają wam, kardiochirurgom, spokoju.

- Tak. Dążymy do tego, by stworzyć sztuczne serce, dające się całkowicie schować, które byłoby ładowane z generatora przez ścianę klatki piersiowej. I takie serce już powstało, niestety ładowanie odbywało się z niepotrzebnym wytwarzaniem ciepła i źle funkcjonowało.

- Krok dalszy to?
- Heart Wave 3, który pojawi się jesienią - ze specjalną turbinką, która porusza się w polu elektromagnetycznym, nie uszkadzając krwinek, przepompowując krew. Obecnie ogromne zainteresowanie wzbudzają prace nad nowymi zastawkami serca. W 2005 roku, jako pierwszy na świecie, wszczepiłem aortalną zastawkę bezszwową. Aktualnie pięć grup badawczych pracuje nad stworzeniem zastawki mitralnej i trójdzielnej, które można by wszczepić w sposób małoinwazyjny na bijącym sercu, bez użycia krążenia pozaustrojowego.

Nasza krakowska klinika współpracuje z dwoma światowymi zespołami badawczymi - po stronie polskiej w skład zespołu, oprócz mnie, wchodzą: prof. Bogusław Kapelak, doc. Krzysztof Bartuś, doc. Andrzej Gackowski - kardiolog i doc. Rafał Drwiła - anestezjolog. Zastawka mitralna, nad którą trwają nasze prace, mogłaby być wprowadzana przez koniuszek lewej komory lub przez lewy przedsionek. Przez koniuszek lewej komory już zoperowaliśmy kilku pacjentów, natomiast z tą wprowadzaną przez uszko lewego przedsionka jesteśmy na ostatniej prostej, by stworzyć przełomowe rozwiązanie.

- I jakie będą efekty dla pacjenta?

- Zabiegi otwierające nowy etap w chirurgii zastawkowej serca wraz z moimi współpracownikami wykonywaliśmy w Montrealu, San Francisco i Szanghaju. Modernizowaliśmy urządzenie do wszczepiania, szukając optymalnych rozwiązań - w tym skrócenia czasu operacji. Jesteśmy - wraz z grupą lekarzy, biotechnologów, inżynierów - na ostatniej prostej do stworzenia urządzenia, którego koncepcję od początku proponowałem; zarówno jego kształt, jak i sposób działania. Miło mi było, kiedy dowiedziałem się, że nazwane ono zostało przez Amerykanów moim nazwiskiem. Trwały wkład polskiej, a właściwie krakowskiej kardiochirurgii, pójdzie zatem w świat.

- To przybliżmy go czytelnikom.

- Najważniejsze jest to, że operacja odbywa się bez zatrzymywania serca, co jest dla niego korzystne. A ponadto takie rozwiązanie skraca czas operacji. Standardowa trwa od trzech do czterech godzin, ta pozwoli zamknąć się w godzinie. Przy tym, co bardzo istotne, taką wymianę zastawki można wykonać u pacjentów, którzy klasycznej operacji by nie przeżyli.

- Będzie to zatem Twój patent...

- Być może tak, sprawa patentu to już inna procedura. Jestem medykiem i nie znam się na prawnych aspektach. Nie jest to zresztą powód, dla którego angażuję się w nowe technologie. Po prostu wierzę, że są potrzebne pacjentom i nam lekarzom, by jeszcze skuteczniej wykonywać swoją odpowiedzialną i trudną pracę kardiochirurga.

- Kiedy poznamy efekt?

- Po ostatniej wizycie w Chinach, myślę, że jeszcze w tym roku. Teraz musi dojść do pierwszego wszczepienia takiej zastawki człowiekowi. Bierzemy pod uwagę trzy kliniki kardiochirurgiczne: w amerykańskim Cleveland, Uniwersytetu Katolickiego Andres Bello w chilijskim Caracas lub będzie to nasza, krakowska. Jesteśmy najbardziej zaawansowani, więc mamy największe szanse być pierwszymi w świecie.

- Aż się boję zapytać, ile taka zastawka będzie kosztować i co na to powie NFZ?

- Jak zwykle na drodze do pełni szczęścia stoją pieniądze, bo nowości to, niestety, kosztowna przyjemność. Zastawka bezszwowa, nad którą pracowaliśmy wspólnie z kardiochirurgią w Bernie, we Frankfurcie i w Krakowie jest już na rynku od 9 lat. I jest, niestety, bardzo droga.

- Zatem, do ilu pacjentów trafiła w Krakowie?

- Zoperowaliśmy kilkudziesięciu pacjentów, którzy są pod naszą stałą opieką i - co tu dużo mówić - dzięki tej metodzie i tej wspomnianej zastawce - żyją.

- Masz za sobą staże w szpitalach niemieckich, odbywane w pierwszej połowie lat 80., kiedy różnica między wyposażeniem tamtejszych klinik a polskich była kolosalna.. A dziś?

- Żadnej różnicy nie widzę. Jesteśmy znakomicie wyposażeni. Mamy dobry sprzęt, doskonale wyszkolone zespoły lekarskie, a od paru lat dysponujemy najnowocześniejszym rozwiązaniem, jakim jest sala hybrydowa. Pozwala nam ona na przeprowadzanie najbardziej złożonych zabiegów kardiologicznych w zespołach interdyscyplinarnych, czyli składających się z kardiochirurga, kardiologa interwencyjnego, radiologa i chirurga naczyniowego. Taki skład zespołu pozwala na najbardziej optymalne leczenie konkretnego pacjenta i podjęcie najtrudniejszych rozwiązań terapeutycznych. Nie wszystkie szpitale takie sale mają. Niemieckim klinikom łatwiej jest natomiast wprowadzać nowe technologie, bo ich stać na kosztowne procedury- u nas na takie operacje ciągle brakuje pieniędzy. Na przykład zastawka nowego typu, wprowadzana drogą przezskórną, kosztuje 10 razy więcej niż normalna, zatem jest limitowana. Nowe technologie w medycynie są, niestety, drogie i innych krajów też nie stać na szerokie i nieograniczone ich stosowanie.

- Od czego zależy, że ktoś dostanie tę nowocześniejszą, a ktoś nie?

- Głównie trafiają one do starszych, schorowanych pacjentów, którzy klasycznej operacji by nie przeżyli, a dzięki nowym metodom można ich życie znacząco przedłużyć.

- Pracując w Niemczech byłeś kuszony propozycjami pozostania.
- Jako ukochany asystent szefa w Klinice Kardiochirurgicznej wDüsseldorfie mogłem zostać w każdej chwili, choć na początku nasze kontakty były wyjątkowo trudne. Jednak, po trzech miesiącach, zastąpiłem dotychczasowego asystenta - Japończyka, który czasowo musiał wyjechać. Gdy wrócił, już nie było dla niego miejsca. Pierwszym asystentem zostałem ja.

- Nigdy nie żałowałeś decyzji o powrocie do Polski?

- Ani przez moment.

- Zostałeś kardiochirurgiem, a mogło się zdarzyć, że poświęciłbyś się innej specjalności.

- Serce jako narząd bardzo mnie interesowało. Już od IV roku studiów działałem w kole naukowym u prof. Jana Molla - wielkiego pioniera kardiochirurgii polskiej i światowej. Tak się jednak złożyło, że po skończeniu łódzkiej Akademii czekał na mnie etat na ginekologii. Prof. Moll dowiedziawszy się o tym, zaprosił mnie do siebie do kliniki, wziął mnie na popołudniowy obchód, po czym zatrzymał do wieczora. Pewnie jesteś głodny, zainteresował się, a gdy przyznałem, że niczego nie jadłem od rana, podzielił się ze mną bułką, zrobił mi herbatę, po czym już po północy zapytał: "To co, rano przychodzisz do pracy?". Przyszedłem 1 stycznia 1970 roku i do dziś działam w chirurgii serca.

- 35 lat temu razem z grupą prof. Dziatkowiaka zjechałeś z Łodzi do Krakowa... I niezmiennie mówisz, że Kraków to miasto, do którego masz słabość.

- Wręcz się śmieję, że jestem bardziej krakowski niż rodowici krakusi.

- Wykonałeś ok. 12 tysięcy operacji. Były takie, po których poczułeś dumę czy też miałeś poczucie, że przekroczyłeś kolejny próg wtajemniczenia?

- Ciągle się takie zdarzają - bardzo trudne, kiedy się myśli, że się nie wybrnie, a potem z radością obserwujemy, jak pacjent wraca do zdrowia. Ale w tym zawodzie, równie jak wiedza i doświadczenie, potrzebna jest pokora.

- To Albert Schweitzer, filozof i lekarz, powiedział, iż: "Dobrze zrozumiana nauka chroni człowieka przed pychą, gdyż ukazuje mu jego granice". Zarazem kardiochirurg to ktoś, kto wręcz daje życie, nieprzypadkowo film o prof. Relidze nosił tytuł "Bogowie"...

- To bardzo ryzykowne słowo i uogólnienie, bo może prowadzić do zbytniej pewności siebie, a pycha jest zawsze zgubna. A lekarz musi uczyć się całe życie, zwłaszcza gdy tak szybko zmieniają się metody i technologie. Ceną za błąd kardiochirurga może być życie.

- I nie ukrywajmy, w medycynie, jak w każdym zawodzie, błędy się zdarzają.

- I to z wielu powodów, także tych, których najlepiej przygotowany zespół nie był w stanie przewidzieć. Najważniejsze, by jakiegoś błędu nie zrobić po raz drugi. Wpadki muszą służyć temu, by ich nie powtórzyć. Niestety, medycyna jest taką dziedziną, w której uczymy się na błędach - swoich, jak i poprzedników. Pionierzy kardiochirurgii działali w znacznej mierze po omacku, intuicyjnie. Następne pokolenie już czerpało z ich doświadczeń. Dlatego nasi uczniowie muszą być od nas mądrzejsi. Dzięki temu nasza dziedzina będzie się stale rozwijać, przynosząc kolejne osiągnięcia. Przecież to, co robimy obecnie, 10 lat temu było niewyobrażalne. Choćby samo cięcie przy standardowej operacji na sercu było kiedyś znacznie dłuższe, teraz nasze operacje są mniej inwazyjne.

- Po tylu dekadach w tym zawodzie, jakie masz marzenia, pragnienia?

- Pragnienie, by ta nowa zastawka mitralna zaczęła być powszechnie stosowana. Żeby to była metoda bezpieczna i skuteczna, no i żeby następnie zaczęła być stosowana zastawka trójdzielna, zakładana na bijącym sercu. Dlatego zaangażowałem się osobiście w ten projekt badawczy. Znam nasze ograniczenia i zawsze lubiłem się z nimi mierzyć.

- "Moje życie biegnie na pograniczu sztuk pięknych i sztuki ratowania życia" - napisałeś w tekście przy okazji premiery "Traviaty". Bo też Twoje życie zanurzone jest mocno w sztuce, zwłaszcza w muzyce.

- Musi być taka odskocznia - w postaci obrazów, muzyki. Kultura całe życie była mi bliska. Tak, jestem estetą. I to przenosi się również na kardiochirurgię - lubię ładną, delikatną technikę operacyjną. I ład w trakcie operacji.

- I faktycznie towarzyszy Ci wówczas muzyka?

- Tak, płynąca z porządnego zestawu i czterech głośników. Nieraz przynoszę swoje płyty, najczęściej jednak słucham RMF Classic. To radio, które spełnia każdego dnia moje muzyczne marzenia i oczekiwania.

- Przy jakiej muzyce się najlepiej operuje?

- Zależy od moich bieżących fascynacji. Kiedyś to było fado, długo też towarzyszył mi Pat Metheny, jazz…

- Masz poczucie, że klinika, którą przez wiele lat kierowałeś, a której jesteś teraz ordynatorem, wiedzie prym w Polsce?

- Na pewno bez fałszywej skromności mogę zapewnić, że prezentujemy światowy poziom i nie boimy się ani nowoczesnych technologii, ani nowatorskich metod. Jesteśmy otwarci na ciągły rozwój i walkę o każdego pacjenta. Nie dyskwalifikujemy nawet najtrudniejszych przypadków - i to może jest przyczyną, dla której jesteśmy postrzegani przez pacjentów jako wybitny ośrodek leczący wszystkie choroby układu krążenia.

- Co najbardziej Ci doskwiera w pracy?

- Ciągłe użeranie się z NFZ. Od tego roku zabiegi chirurgiczne, które były płacone przez Ministerstwo Zdrowia, przeszły pod nadzór NFZ, tyle że połowę pominięto. W efekcie jesteśmy parę milionów do tyłu, a to przy rocznym budżecie w wysokości 60 milionów nie jest mało.

- Na koniec pytanie osobiste: gdy się ma na co dzień za przeciwnika śmierć, to inaczej się myśli o własnej?

- Może bardziej racjonalnie... Ale też wiem, że zawsze przychodzi ona nie w porę i nigdy człowiek nie jest na nią w pełni przygotowany. Jakby racjonalnie nie myślał. Bywa, że wszczepiam zastawkę 60-latkowi, mówiąc, że za 20 lat trzeba ją będzie wymienić, i słyszę, "Za 20 lat to już mnie nie będzie". A ja wiem, że 80-letni pacjenci chcą żyć. Na szczęście, coraz częściej kardiochirurgia im to umożliwia.

Prof. dr hab. med.
Jerzy Sadowski (ur. 1944). Absolwent Akademii Medycznej w Łodzi (1968). Ordynator na Oddziale Klinicznym Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii Instytutu Kardiologii UJ w Szpitalu im. Jana Pawła II w Krakowie. Doktor Honoris Causa Uniwersytetu we Lwowie. Pasją Profesora jest żeglarstwo, ulubionym filmem - "Casablanca". Lubi jazz i muzykę filmową, fado, piosenkę francuską, a także muzykę góralską. Poza płytami kolekcjonuje książki kucharskie, których zebrał ponad 800.
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się