Wielki powrót Witolda Pileckiego

Wielki powrót Witolda Pileckiego

Piotr Subik

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Historyk Adam Cyra (zdj. po lewej stronie) jest autorem książki o Pileckim.
1/3
przejdź do galerii

Historyk Adam Cyra (zdj. po lewej stronie) jest autorem książki o Pileckim. ©Fot. Andrzej Banaś

Mimo wieloletnich zabiegów komunistów, udało się przywrócić pamięć o bohaterskim „ochotniku do Auschwitz”. Dzięki takim ludziom jak dr Adam Cyra pokochała go młodzież. A dzięki Stowarzyszeniu Auschwitz Memento wszyscy Polacy będą mogli zobaczyć o nim film
Mogłoby się zdawać, że mężczyźni w cywilnych łachmanach narzuconych na pasiaki zajmują się przygotowaniem opału do pieców chlebowych. Ale ich głowy zaprzątała inna myśl. Nagle jeden z nich wyciągnął zza pazuchy naprędce dorobiony klucz, który zaraz zazgrzytał w zamku żelaznych drzwi. Esesmani nie spostrzegli się, zajęci swoimi sprawami. Więźniowie naparli więc na wrota, a te ustąpiły, dając im drogę do wolności. Wystarczyło przekroczyć Wisłę i iść na wschód.

Z obozowej piekarni na oświęcimskiej Niwie rozchodził się zapach świeżego pieczywa…

Była noc z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Wielkanoc. Uciekinierami okazali się Jan Redziej (nr obozowy 5430), Edward Ciesielski (nr 12969) oraz Witold Pilecki (nr 4859). Ten ostatni był oficerem Tajnej Armii Polskiej (TAP), dobrowolnie oddał się w ręce Niemców, by rozeznać, co się dzieje w KL Auschwitz. Przeszło to wyobrażenia wszystkich... Teraz opuszczał to piekło po 947 dniach. Pisał potem: „Jesteśmy za bramą. Ileż razy ją przekraczałem myśląc: »Kiedy już nie będę potrzebował do niej powrócić«. Dziś wychodzę z myślą, że powrócić w żadnym wypadku nie mogę”.

Po ucieczce z obozu ścigali go Niemcy, ale dopadli dopiero Sowieci. A właściwie ich sługusy z Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. – Nie dał się zgiąć, to trzeba go było złamać. I złamano strzałem w tył głowy… – mówi dr Adam Cyra, historyk z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Dr Cyra jak nikt inny przysłużył się przywróceniu naszej pamięci rotmistrza Witolda Pileckiego. I temu, że ten stał się bohaterem młodych Polaków. Że śpiewa się o nim piosenki i kręci film. Choć trzeba przyznać: dla wielu osób Pilecki to wciąż „tabula rasa”.

Najpierw był wydany na Zachodzie „Oświęcim Walczący” Józefa Garlińskiego, który na początku lat 80. ktoś potajemnie podarował bibliotece Muzeum Auschwitz-Birkenau. Skrupulatnie odnotowywano, kto wypożycza książkę. Garliński, były akowiec i więzień Auschwitz, jeszcze w latach 60. natrafił na raport Pileckiego w Studium Polski Podziemnej. Mógł go opisać, bo mieszkał w Londynie. A w PRL do 1956 r. o Pileckim milczano. Potem – ograniczano się do opisywania epizodu w KL Auschwitz.

– Gdyby nawet ktoś próbował pisać o jego powojennych losach, cenzura nie dopuściłaby tego do druku – tłumaczy dr Adam Cyra.

Nie zmieniło się to nawet po tym, gdy w 1980 r. krótki, ale treściwy i zgodny z prawdą biogram Pileckiego, umieścił w Polskim Słowniku Biograficznym historyk z muzeum Henryk Świebocki. Publikacje wstrzymywano jeszcze u schyłku PRL, nawet na wiosnę 1989 r. Na Pileckiego był bowiem zapis w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Komunistom nie wystarczało, że pozbawiono go grobu.

Po upadku komuny szukanie archiwów związanych z Pileckim przypominało sceny z filmu akcji. Akta należało wydobyć z zasobów Urzędu Ochrony Państwa, spadkobiercy UB i SB, co wymagało uzyskania zgody szefa MSW Andrzeja Milczanowskiego, oraz z sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego.

To w archiwum UOP dr Cyra znalazł klucz do innego szyfrowanego raportu Pileckiego z Auschwitz, który przekazał Komendzie Głównej Armii Krajowej jesienią 1943 r. Była to cenna lista nazwisk 200 więźniów, oznaczonych w raporcie liczbami, którzy współpracowali z nim w ramach konspiracji obozowej w Auschwitz (klucza do raportu z 1945 r. nie znaleziono).

Z kolei akta procesowe udało się wypożyczyć dzięki pomocy prezesa Izby Wojskowej Sądu Najwyższego płka Janusza Godynia. Traf chciał, że kolegi Cyry z liceum. – Dokumenty przyjechały do muzeum. Pięć tomów, trzy tysiące kart. Czytałem je z wypiekami na twarzy. Przez sześć tygodni popołudniami kserowałem. Robiłem stosy notatek – mówi dr Cyra.

Wcześniej historyka zaprosiła do dworku „Koryznówka” w Nowym Wiśniczu Ludmiła Serafińska, żona poległego we Wrześniu ’39 Tomasza Serafińskiego, pod nazwiskiem którego Pilecki oddał się w ręce Niemców (w „Koryznówce” rotmistrz ukrywał się po ucieczce z Auschwitz).

Krok po kroku badacz z Oświęcimia odkrywał kolejne karty ukrywanej przez komunistów historii rtm. Pileckiego. Spotkał się z jego żoną Marią i synem Andrzejem. Kiedy w 1994 r. prof. Antoni Molenda z Uniwersytetu Śląskiego zaproponował mu napisanie doktoratu, Adam Cyra nie potrafił mu odmówić. Książka zaś ukazała się w 2000 r. Odtąd Pilecki to – w myśl jej tytułu – „ochotnik do Auschwitz”.

Prezes Stowarzyszenia Auschwitz Memento z Oświęcimia Bogdan Wasztyl pamięta, że zarwał wiele nocy przeklepując do komputera z niedoskonałej kopii maszynopisu raport Pileckiego z Auschwitz. Wojskowy w 1945 r. podyktował go we Włoszech Marii Szelągowskiej, córce przedwojennego historyka ze Lwowa prof. Adama Szelągowskiego.

Był 1999 r., dokument – ten sam, który Garliński odnalazł w Londynie – miał być częścią publikacji dra Adama Cyry. Odkąd Wasztyl usłyszał o Pileckim, wiedział, że obcuje z niezwykłą postacią. – Miałem przed sobą najlepsze świadectwo, czym było Auschwitz. Żywe świadectwo, spisane przez człowieka, który nie zatracił się w piekle – mówi Wasztyl.

Od tego czasu miał z tyłu głowy pomysł zrobienia filmu o Pileckim. Ziścił się on w tym roku. Dopiero. Ale wcześniej jego stowarzyszenie przeszło drogę przez mękę, by zdobyć pieniądze na jego realizację. Droga przez mękę nazywała się „Projekt Pilecki”.

Stowarzyszenie wysłało tysiące pism do ministerstw, urzędów, muzeów, senatorów, posłów, samorządowców itp. Ale wpłaty były skąpe. W tamtych czasach mówienie o polskich więźniach Auschwitz równało się byciu oskarżonym o antysemityzm. W akcie desperacji wpadł im do głowy pomysł zbiórki publicznej. – Powiedzieliśmy sobie, że może nie uda się uzbierać na film, ale przynajmniej spopularyzujemy postać Pileckiego – wspomina Zbigniew Klima, wiceszef Stowarzyszenia Auschwitz Memento,

I wtedy w Oświęcimiu pojawili się muzycy zespołu „Forteca” ze Szczyrku. Grają patriotycznego rocka i mają silne nogi, bo są listonoszami. Był koniec kwietnia 2013 r., 70 lat od 1943 r. Po przekroczeniu bramy „Arbeit macht frei” przeszli trasę ucieczki legendarnego rotmistrza. Nie jedli 36 godzin, nocami przedzierali się przez lasy, spali pod gołym niebem – jak on. Przez Tyniec i Bochnię doszli do Nowego Wiśnicza, gdzie w „Koryznówce” także ich czekała gościna.



« 1 3

Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo