Właściciel całej stajni

Właściciel całej stajni

Włodzimierz Jurasz

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Mieczysław Grydzewski „Silva rerum”, wybór Jerzy B. Wójcik i Mirosław A. Supruniuk, Iskry 2014

Mieczysław Grydzewski „Silva rerum”, wybór Jerzy B. Wójcik i Mirosław A. Supruniuk, Iskry 2014

Czytnik. Julian Tuwim. Jarosław Iwaszkiewicz. Jan Lechoń. Kazimierz Wierzyński. Antoni Słonimski. Te nazwiska poetów, członków legendarnej przedwojennej grupy literackiej Skamander, znane są (chyba jeszcze) wszystkim miłośnikom literatury.
Mieczysław Grydzewski „Silva rerum”, wybór Jerzy B. Wójcik i Mirosław A. Supruniuk, Iskry 2014

Mieczysław Grydzewski „Silva rerum”, wybór Jerzy B. Wójcik i Mirosław A. Supruniuk, Iskry 2014

Nie wiadomo jednak, jak potoczyłyby się ich losy, czy faktycznie przeszliby do legendy, gdyby nie jedna jeszcze osobistość. Mieczysław Grydzewski, redaktor „skamandryckich” pism – „Pro Arte et Studio”, „Pro Arte”, „Skamander”, „Wiadomości Literackie”. Postać zmarłego w roku 1970 na emigracji w Londynie Mieczysława Grydzewskiego (rodowe nazwisko Grycendler) przypomina wybór jego tekstów „Silva rerum”, opracowany przez Jerzego B. Wójcika i Mirosława A. Supruniuka, opublikowany nakładem Iskier. To druga edycja – pierwsza ukazała się w roku 1994, w niewielkim wydawnictwie Silva Rerum.

Właściciel całej stajni – tak o Grydzewskim mówił Kazimierz Wierzyński. Zawsze w cieniu, zawsze na drugim planie. „Reżyserował sukcesy i życie artystyczne wszystkich, ale – jak wspominał Adam Pragier – nigdy publicznie, zawsze w tle, nigdy na sali się nie pokazywał, jak lalkarz poruszający bohaterami przedstawienia z góry, pociągając za wrażliwe na jego pomysły nici. Sława poetów Skamandra rodziła się – jak pięknie określił Jan Lechoń – »wśród jego okrzyków zachwytu«” – pisze o „Grydzu” Mirosław A. Supruniuk.

Bo Grydzewski był przede wszystkim redaktorem, stosującym się do zasady sformułowanej przez samego Norwida: „Redakcja jest redukcją”. Redaktorem dogłębnym i wnikliwym. Autor wspomnianego szkicu przywołuje motto przypisywane „Grydzowi”: „Kiedy mam zacytować »Litwo, Ojczyzno moja«, zawsze sprawdzam, czy to rzeczywiście napisał Słowacki”. Mieczysław Grydzewski posuwał się nawet do redagowania wierszy. To jemu ostateczny kształt zawdzięcza słynny wiersz Juliana Tuwima „Wiosna”, opublikowany w marcu 1918 w „Pro Arte et Studio”.

Jak wspominał sam Tuwim, Grydzewski wymusił na nim, przestraszonym i naiwnym poecie z prowincji, daleko idące zmiany, żądając, by umieścił w wierszu „realistyczną ohydę seksualnego pożądania”, „rozbuchaną na wiosnę płeć” i „erotyzm kolektywu”. „Grydz” ingerował nawet w tekst tuwimowskich „Kwiatów polskich’, których fragmenty ukazywały się jeszcze podczas pobytu obu autorów na emigracji. A Tuwim nigdy skreślonych wersetów nie przywrócił…

Bezkompromisowość Grydzewskiego zaprowadziła go nawet za kratki. W roku 1923 został skazany na areszt i grzywnę za obrazę na łamach „Skamandra” wydawnictwa „Lektor”. Firma ta miała wydawać pisma Gabrieli Zapolskiej „tandetnie i niechlujnie” oraz wyzyskiwać autorkę „w godny napiętnowania sposób”.

We wrześniu 1939 r. Grydzewski wyjechał (przez Rumunię) na emigrację. Osiadł najpierw w Paryżu, potem w Londynie, kontynuując, z przerwami i pod różnymi tytułami, wydawanie „Wiadomości”. Tam, z powodu stosunku do Związku Sowieckiego, powojennej przyszłości Polski, a wreszcie PRL, drogi Grydzewskiego i kilku jego dawnych przyjaciół radykalnie się rozeszły (Grydzewski był konsekwentnie antysowiecki i antykomunistyczny).

Słynny był zwłaszcza jego spór z popierającym zbliżenie z Sowietami Tuwimem, który w końcu znalazł znakomity pretekst do zerwania. W listopadzie 1941 r. Tuwim, oburzony poprawkami do swoich wierszy drukowanych w „Wiadomościach”, zakazał „Grydzowi” publikacji dalszych fragmentów „Kwiatów polskich”. A już po powrocie do Polski, w roku 1952, Tuwim opublikował „Czterowiersz wiadomo o kim”: „Nie zrobią tego bolszewicy/ I nie nasz będzie to wysiłek/ Dadzą im kiedy kopsa w tyłek/ Sami londyńscy robotnicy./ Przyjadę na to kopsowisko/ Wyłącznie w charakterze widza…/ Ale gdy Grydz się trafi blisko/ Zrobię wyjątek: kopnę Grydza”.

Już w czasach II Rzeczpospolitej Mieczysław Grydzewski trochę pisywał, ukrywając się jednak pod kryptonimami. Swój talent rozwinął dopiero na emigracji, regularnie prowadząc w „Wiadomościach” rubrykę „Silva rerum”, choć i wtedy nie podpisywał się nazwiskiem. Właśnie wybór tekstów z tego okresu znalazł się w wydanej przez Iskry opasłej księdze.

By dać Czytelnikom przedsmak stylu jego pisarstwa przytoczę opublikowaną przezeń w roku 1963 anegdotkę. „W czasie rozmowy telefonicznej z przywódcą murzyńskim, pastorem Martinem Lutherem Kingiem, [prezydent John Fitzgerald] Kennedy spytał, co może dla niego zrobić. Kiedy usłyszał odpowiedź, zmienił się na twarzy i zawołał: – Ależ mój drogi, jakże to możliwe? Przecież to zawsze był Biały Dom”…

Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo