Dziennik Polski -  Wiadomości Kraków, Informacje Kraków | Dziennik Polski

Pułkownik Ryszard Kukliński. Nigdy nie zajrzymy do jego...

Pułkownik Ryszard Kukliński. Nigdy nie zajrzymy do jego głowy

Trzeba mieć pełną świadomość, że o KUKLIŃSKIM zdecydowanie więcej nie wiemy niż wiemy. Jego zwolennicy i przeciwnicy przekonują nas do swoich racji i jednoznacznych ocen, lecz bez dostępu do archiwów amerykańskich oraz rosyjskich chodzimy i chodzić będziemy po omacku.

O płk. Ryszardzie Kuklińskim najczęściej można usłyszeć frazesy typu: tragiczna postać, bohater, zdrajca. Czy kiedykolwiek poznamy jego prawdziwą historię? Czy jest szansa, że Amerykanie i Rosjanie przekażą nam dokumenty o jego działalności? FOT. ARCHIWUM

W moim życiorysie nie ma tajemnic.
Wszystko będę się starał opowiedzieć. Szczerze, otwarcie. Są jednak pewne materie, w których tkwi interes Stanów Zjednoczonych. W tych obszarach będę się poruszał dużo trudniej - mówił płk Ryszard Kukliński w Zakopanem, w czasie pobytu w Polsce w 1998 r.

Te słowa dość dobrze oddają istotę rzeczy, gdy chodzi o wiedzę na jego temat. On sam dał do zrozumienia, że tak naprawdę, mimo - przyjmijmy - chęci szczerych, informacje dostajemy szczątkowe i niepewne.

Trzeba mieć pełną świadomość, że o płk. Ryszardzie Kuklińskim zdecydowanie więcej nie wiemy niż wiemy. Jego zwolennicy i przeciwnicy przekonują nas do swoich racji i jednoznacznych ocen, lecz bez dostępu do archiwów amerykańskich oraz rosyjskich chodzimy i chodzić będziemy w tej sprawie po omacku.

Ale nawet wówczas, gdybyśmy komplet dokumentów dostali i ktoś miał czas, by je przeczytać, oraz wiedzę, m.in. wojskową, żeby zrozumieć, to i tak pozostałoby mnóstwo zagadek i wątpliwości. Problem podstawy polega na tym, że nikt do głowy płk. Kuklińskiego, a także ludzi, którzy wytworzyli dotyczące go materiały, nie wejrzy.

ZERO PO KUKLIŃSKIM



Przypomnijmy przy okazji, że podobno Jack Strong czy Mewa, bo tak i tak Amerykanie nazywali pułkownika, przekazał im od 35 do 50 tys. stron dokumentów. Na razie USA - w 2008 r. - odtajniły 1500 stron. Ale, co warto wiedzieć, ani jednej, którą własnoręcznie sporządził Kukliński.

Wszystkie odtajnione dokumenty są w języku angielskim. To przeróbki meldunków przekazanych po polsku lub rosyjsku przez pułkownika do CIA. Na użytek kierownictwa agencji oraz ludzi odpowiedzialnych za państwo amerykańskie zostały prze- tłumaczone na angielski i przeredagowane. Z owych ujawnionych 1500 stron najwięcej dotyczy sytuacji w Polsce przed wprowadzeniem stanu wojennego oraz przygotowań do niego. Są też charakterystyki ludzi sporządzone przez "Mewę" już po przewiezieniu go do USA, m.in. Wojciecha Jaruzelskiego.

PSU NA BUDĘ



Prof. Andrzej Paczkowski, historyk z PAN, badacz stanu wojennego, twierdzi, że źródła upublicznione przez Amerykanów nie poszerzają w istotny sposób dotychczasowej wiedzy o okresie 1980-1981. Smutne jest natomiast to, że informacje dotyczące przygotowania stanu wojennego, przekazywane przez Kuklińskiego, okazały się być psu na budę.

Ludzie, którzy stali na czele USA oraz ci, którzy im doradzali, nie znali ich. Nie mieli też cennych informacji z innych źródeł, bo inaczej prezydent Ronald Reagan nie byłby kompletnie zaskoczony wprowadzeniem stanu wojennego. Podobnie jak gen. Aleksander Haig, sekretarz stanu.

O raportach Kuklińskiego nie wiedział też prof. Richard Pipes, Polak z pochodzenia, doradca Reagana ds. Rosji sowieckiej i Europy Środkowo-Wschodniej. Zresztą 10 grudnia 1981 r. obradowała Rada Bezpieczeństwa Narodowego USA. Ani słowa nie poświęcono Polsce, zajmowano się natomiast terroryzmem libijskim. Inną sprawą jest natomiast, czy całemu Zachodowi na rękę nie było zduszenie "Solidarności" przez juntę gen. Jaruzelskiego.

AD KALENDAS GRAECAS


1 3 4 5 »
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama