Mamy prawo wiedzieć i powinniśmy chcieć

Mamy prawo wiedzieć i powinniśmy chcieć

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Krzysztof Izdebski, ekspert od dostępu do informacji publicznej Fot. Maja Lenczowska

Krzysztof Izdebski, ekspert od dostępu do informacji publicznej Fot. Maja Lenczowska

Z KRZYSZTOFEM IZDEBSKIM, prawnikiem Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, rozmawia Zbigniew Bartuś
Krzysztof Izdebski, ekspert od dostępu do informacji publicznej Fot. Maja Lenczowska

Krzysztof Izdebski, ekspert od dostępu do informacji publicznej Fot. Maja Lenczowska

Krzysztof Izdebski, ekspert od dostępu do informacji publicznej Fot. Maja Lenczowska

- Jakie informacje próbuje ukryć przed nami władza?

- Wszelkie. Np. ile zapłaciła za papier do urzędowych drukarek albo kto zarobił na organizacji dożynek.

- Dlaczego to ukrywa?

- Czasem trudno to zrozumieć. Ale przeważnie chodzi o kwestie, które mogą tej władzy zaszkodzić.

- Na przykład?

- Świeży przypadek: Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji we Wrocławiu pożyczyło kilka milionów złotych Śląskowi Wrocław, piłkarskiemu mistrzowi Polski z poprzedniego sezonu, który przeżywa wielkie kłopoty finansowe. Chcemy poznać treść tej umowy. Obywatele mają prawo ocenić, jak się gospodaruje publicznymi środkami. Ale Wodociągi zasłaniają się tajemnicą przedsiębiorstwa.

- To dziwne?

- To wręcz absurdalne. Wodociągi należą w całości do miasta, w ich radzie nadzorczej zasiada m.in. Włodzimierz Patalas, sekretarz miasta, a zarazem wiceszef rady nadzorczej Śląska Wrocław.

- Klub zalega już miastu 12 mln zł, na początku kwietnia magistrat wysłał wezwanie do spłaty pożyczki. Nie wyegzekwował należności, a zamiast tego spółka miejska pożycza teraz zrujnowanemu klubowi kolejne miliony.

- Właśnie. Najprawdopodobniej pieniądze potrzebne były na pensje piłkarzy, co nie mieści się przecież w statutowej działalności Wodociągów. Najistotniejsze jest jednak to, że nie wiemy, na jakich to się odbyło warunkach. A powinniśmy wiedzieć. Mamy do tego prawo. Spółka miejska dysponuje przecież - powtórzę - publicznymi pieniędzmi!

- To czemu władze nie chcą ujawnić umowy?

- Może boją się, że znając jej treść, ktoś im może zarzucić niegospodarność?

- Często się tak zdarza?

- Od jedenastu lat, czyli od wejścia w życie Ustawy o dostępie do informacji publicznej, prowadzimy w całym kraju boje o ujawnienie tego typu informacji.

- Po co?

- Bo brak wiedzy obywateli na ten temat może się wiązać z korupcją. Wskazują na to wyraźnie raporty Najwyższej Izby Kontroli czy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Według nich największe zagrożenia występują tam, gdzie kontrola instytucjonalna jest utrudniona. Dość łatwo na przykład sprawdzić duże przetargi, ale bardzo ciężko - drobne zakupy czy zlecenia lokalnych władz prowadzone poza procedurą przetargową. Organy kontrolne nie są w stanie dotrzeć do każdej transakcji. Tym większa rola miejscowych obywateli i ich organizacji patrzących władzy na ręce. Kiedy ludzie są obojętni, władza może sobie pozwolić na więcej.

- Lokalni włodarze to wiedzą?

- Wiedzą aż za dobrze, a to rodzi pokusę zakupów towarów i usług od "swoich". Po cenach - delikatnie mówiąc - odbiegających od rynkowych. Ta pokusa rośnie, jeśli lokalna społeczność nie wymaga od władzy jawności i przejrzystości, nie interesuje się, na co wydawane są publiczne pieniądze. Można powiedzieć, że taka społeczność sama sobie szkodzi.

- W jaki sposób?

- Jeśli wójt czy burmistrz wyda więcej pieniędzy na opłacanie "swoich", to w gminnej kasie braknie środków na rzeczy ważne dla mieszkańców: drogi, edukację, działalność kulturalną. To oczywiste.
1 3 »

Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo