Dziennik Polski -  Wiadomości Kraków, Informacje Kraków | Dziennik Polski

Gdzie teraz leży czerwona linia

Gdzie teraz leży czerwona linia

Podejrzenia o wykorzystywanie broni chemicznej w śmiertelnym konflikcie reżimu Baszara Al-Asada z rebeliantami pojawiają się nie po raz pierwszy. Teraz jednak dowody, jak przekonują członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ, są nie do podważenia. Mówią to jednak anonimowo: - Jesteśmy całkowicie pewni, że broń chemiczna była w Syrii sporadycznie używana.

SYRIA. Przedstawiciele ONZ mają "mocne dowody", iż w wojnie domowej pustoszącej kraj użyto broni chemicznej

Do podobnych wniosków doszli brytyjscy naukowcy pracujący dla tamtejszego wojska.

To ważne, bo właśnie wykorzystanie broni chemicznej określił amerykański prezydent Barack Obama jako "czerwoną linię", za którą jest już tylko siłowa interwencja wojsk zachodnich.
Zapewne w sposób trochę nieprzemyślany, bo opozycjoniści walczący z reżimem odebrali to jako przyzwolenie na innego typu działania, często bezwzględnie wykorzystujące siły reżimowe do walki przeciwko wszystkim, którzy nie stoją po stronie Asada.

Tymczasem z najnowszych szacunków wynika, że w trwającej od dwóch lat wojnie zginęło już ponad 70 tysięcy ludzi, z których połowa to cywile. A w tej grupie nawet 40 proc. mogą stanowić dzieci. Czyli w praktyce od 10 do 15 tysięcy osób.

Niewiele wskazuje jednak na to, że doniesienia o użyciu broni chemicznej skłonią zachodnie mocarstwa do bardziej konkretnych działań. Z różnych powodów. - W wymiarze politycznym niemożność wyłonienia jednej władzy przez dwa lata trwania konfliktu jest głównym czynnikiem, który powstrzymuje państwa zachodnie, a w szczególności te, które najbardziej optują za wsparciem dla opozycji, czyli Wielką Brytanią i Francją, przed przekazywaniem większej pomocy - mówi dr Łukasz Fyderek z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu.

Siły antyreżimowe zdają się coraz bardziej podzielone. Sprzyja temu oficjalna z ubiegłego tygodnia deklaracja przywódców Frontu Al-Nosra, że ugrupowanie to - powstałe na początku 2012 roku i szybko zyskujące zwolenników, szczególnie na północy kraju - jest częścią Al-Kaidy.

Znaczenie Nosry wzrosło na tyle, że w wielu miejscowościach lokalne rady są zdominowane przez jej członków. Zdaniem dr. Fyderka środki, którymi dysponują, umożliwiają im tworzenie własnej struktury organizacyjnej tam, gdzie wojska reżimowe zostały już usunięte. - Przystąpienie do Al-Kaidy odczytuję jednak jako pewnego rodzaju tarcia wewnątrz tej terrorystycznej, dobrze zorganizowanej sieci, w której Al-Kaida iracka, doświadczona i ciesząca się prestiżem dążyła do podporządkowania organizacji syryjskiej, natomiast ci ostatni wskazali, że są podporządkowani, ale bardziej globalnej sieci, a nie tylko "jakimś tam" Irakijczykom - twierdzi Fyderek.

Oszacowanie, jakie są realne wpływy tego ugrupowania, jest trudne. Nie ulega jednak wątpliwości, że dla pozostałych sił antyreżimowych pojawiło się dodatkowe wyzwanie, a wręcz zagrożenie. Nie ma co liczyć na to, że Wolna Armia Syryjska będzie współpracowała albo choćby koordynowała działania z oddziałami wojskowymi Nosry. I tutaj kółko znowu się zamyka. Bez zdecydowanych działań społeczności międzynarodowej - blokowanej po części przez Rosję, tradycyjnego sojusznika reżimu Asada - część opozycji będzie zbliżała się do skrajnych ugrupowań, jak choćby Al-Nosra.

A na jaw zaczyna coraz bardziej wychodzić kolejny problem - związany z uchodźcami. Nawet 1,3 mln Syryjczyków mogło już szukać schronienia w krajach ościennych. Biorąc pod uwagę obecne szacunki, ich liczba wzrasta w drastyczny sposób - być może nawet 200 tys. miesięcznie. Szczególne obawy są w Libanie, gdzie napływ sunnitów może zaburzyć w miarę ustabilizowaną równowagę wyznaniową.



remigiusz.poltorak@dziennik.krakow.pl
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama