Deregulacja to nieporozumienie

Deregulacja to nieporozumienie

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Prof. Ryszard Bugaj Fot. Piotr Król

Prof. Ryszard Bugaj Fot. Piotr Król

- Jak Pan ocenia pomysł ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, aby otworzyć dostęp do ok. 200 zawodów w Polsce?
Prof. Ryszard Bugaj Fot. Piotr Król

Prof. Ryszard Bugaj Fot. Piotr Król

Prof. Ryszard Bugaj Fot. Piotr Król

Rozmowa z prof. RYSZARDEM BUGAJEM z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN

- Mam bardzo mieszane uczucia. Podejście ministra Jarosława Gowina, że zmiany na lepsze powinny polegać w każdym przypadku na deregulacji, jest nieporozumieniem.
Są takie zawody, do których dostęp powinien zostać ułatwiony, dotyczy to w jakiejś części zawodów prawniczych. W niektórych zawodach regulacje i wymagania należałoby nie zmniejszyć, ale zaostrzyć.

- Na przykład?

- Niedawno przyjechałem do Warszawy pociągiem o późnej godzinie. W mieście jest kilka tysięcy taksówek, na postoju przy dworcu nie stała jednak żadna, wszystkie na poboczu. Jechałem niedaleko, tylko 2 km, więc żaden taksówkarz nie chciał mnie podwieźć. W końcu jeden zgodził się, ale tylko dlatego, że mu zaoferowałem 50 zł za trasę o długości 2 km. To jeden powód, dla którego regulacje w tym zawodzie powinny być ostrzejsze.

- Gdyby był bardziej otwarty dostęp do zawodu i większa konkurencja, to taksówkarze biliby się o Pana na dworcu.

- Nie wykluczam, że w niektórych dziedzinach deregu-lacja jest potrzebna w jakimś zakresie. Natomiast denerwująca jest ta maniera, która jest moim zdaniem u ministra Gowina ideologiczna, że my tylko deregulujemy. Zawodów do deregulacji jest sporo, ale pracuje w nich zaledwie ułamek procenta Polaków. Kolejny argument przeciwko otwarciu wszystkich zawodów jest taki, że niektóre powinny być chronione przed intruzami. To też dotyczy taksówkarzy. Jeżeli ktoś stracił pracę i ma samochód to szuka dorywczego zajęcia. Jeżdżąc tylko od czasu do czasu, nie ponosi kosztów zużycia samochodu, a to jest nieuczciwa konkurencja. Nieprzypadkowo jest tak, że we wszystkich większych miastach istnieją koncesje taksówkarskie. Poza tym jest problem tego, co w ekonomii nazywa się kosztami transakcyjnych. Klient nie może sprawdzać każdego swojego dostawcy, czy on coś umie, czy zna topografię miasta. On musi mieć uzasadnione domniemanie, że zna. Tak jest także w przypadku notariusza: chcemy mieć gwarancję, że jest to osoba kompetentna, która ma wiedzę o tym, co robi.

- Minister Gowin twierdzi, że efektem deregulacji będzie zwiększenie liczby miejsc pracy o kilkanaście tysięcy.

- Moim zdaniem minister powinien pomyśleć o znacznie ważniejszej sprawie, jaką jest deregulacja rynku politycznego. Partia pana Gowina pobiera gigantyczne pieniądze z budżetu państwa na kampanię wyborczą, na utrzymanie biur. To są kwoty o wiele za duże w stosunku do realnych potrzeb i za duże, aby istniała konkurencja. Dzisiaj ktoś, kto nie jest w klubie parlamentarnym znajduje się w znacznie gorszej pozycji w porównaniu do tych, którzy są w dużych partiach. Wspieranie polityki z budżetu państwa powinno być pięć, cztery razy mniejsze. Minister Gowin startował do Sejmu z partii, która krzyczała, że nie chce dotacji z budżetu, ale teraz pieniądze bierze bez oporów. A przecież mają większość, mogą uchwalić zmiany dotyczące finansowania partii, ale jednak tego nie robią. To jest obłudne.
1 »

Czytaj także

    Komentarze (14)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    ana (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Pani Zofio, zawód przewodnika, a juz na pewno pilota, nie polega na zabawianiu turystów i opowiadaniu anegdotek, kurs trwa kilka miesięcy (4-5 w zależności od organizatora, którzy działają na...rozwiń całość

    Pani Zofio, zawód przewodnika, a juz na pewno pilota, nie polega na zabawianiu turystów i opowiadaniu anegdotek, kurs trwa kilka miesięcy (4-5 w zależności od organizatora, którzy działają na zasadach wolnego rynku dodajmy), ale na pewno nie kilka lat, skad Pani ma taką "wiedzę" ?
    Osoby bez uprawinień mogą oprowadzać kogo chcą, jeśli nie robią tego komercyjnie.
    Może Panią ubawię (taka pilocka anegdotka), ale piloci rowniez odpowiadaja za zdrowie i bezpieczenstwo turystow.
    Tyle, jeśli chodzi o fakty.
    Pozdrawiam.

    zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    Laminine (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    maciek pisze:sporo racji w artykule ale czemu stedunt wiedzy o kulturze komentuje program ekonomiczny? ekonomia to bardzo skomplikowana sprawa. autor nie podjąłby się tekstu np z zakresu inżynieri...rozwiń całość

    maciek pisze:sporo racji w artykule ale czemu stedunt wiedzy o kulturze komentuje program ekonomiczny? ekonomia to bardzo skomplikowana sprawa. autor nie podjąłby się tekstu np z zakresu inżynieri materiałowej bo się na tym nie zna, ale ochoczo pisze o nie mniej skomplikowanej ekonomii, na ktf3rej też nie ma prawa sie znać.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    Zofia (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    @anna - proszę wpierw zapoznać się z aktualnym Rozporządzeniem Ministra Gospodarki i Pracy w sprawie przewodników turystycznych i pilotów wycieczek, a dopiero potem zarzucać mi brak wiedzy na ten...rozwiń całość

    @anna - proszę wpierw zapoznać się z aktualnym Rozporządzeniem Ministra Gospodarki i Pracy w sprawie przewodników turystycznych i pilotów wycieczek, a dopiero potem zarzucać mi brak wiedzy na ten temat. Dowie się Pani jaki jest wymagany minimalny czas trwania kursu na przewodnika w zależności od rodzaju i obszaru uprawnień. Tam jest określony czas minimalny, a praktyce często takie kursy trwają dłużej. Wiele zdolnych osób, które by były zainteresowane zdobyciem formalnych uprawnień nie ma na to szans ze względu na wysokie koszty, jak i z tego powodu, że takie kursy organizuje się raz na kilka lat a w wielu regionach nie organizuje się wcale. Nie mogą więc legalnie pracować w charakterze przewodnika turystycznego, a tym samym i turyści nie mają pełnego dostępu do tego rodzaju usług. I takie właśnie są fakty.zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    ana (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    @Zofio,w moim regionie (dolnoslaskim) kursow dla pilotow jak mrowkow, a przewodnickie sa co roku, a jesli ich nie ma to tylko z powodu... braku chetnych, i obawaim sie ze nie ich koszt jest jedyna...rozwiń całość

    @Zofio,w moim regionie (dolnoslaskim) kursow dla pilotow jak mrowkow, a przewodnickie sa co roku, a jesli ich nie ma to tylko z powodu... braku chetnych, i obawaim sie ze nie ich koszt jest jedyna przeszkoda(ja placilam,a bogata nie jestem, za przewodnicki (5,5 miesieca) 1,5 zł, za pilocki (4 miesiace)ok.600 zł - zwraca sie po jednej trasie) ... placa za nie takze Urzedy Pracy. Tak wiec szanse dla tych legendarnych juz "wielu zdolnych pasjonatow" jak najbardziej są.
    Licencje zostana zniesione - plakac nie bede, ale kursy i tak zostana - i slusznie, beda je organizowac procz obecnych organizatorow, np dla swoich pilotow duze biura podrozy (tak jak robia to w przypadku rezydentow), i proszę zgadnąc kto za nie zapłaci..., bedzie to dodatkowy zysk dla biur, ktore nie beda gwarantowac zadnej pracy, ale uprawnien jakichs tam i kwalifikacji wymagac beda.

    Poza tym skoro nazywa sie barierą zwykła maturę, to o czym my w ogole mowimy...
    pozdrawiam serdecznie
    zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    Zofia (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    @anna. Skoro jest Pani z regionu dolnośląskiego to powinna Pani wiedzieć, że ostatnio organizowany kurs na przewodnika sudeckiego przez Oddział PTTK Sudety Zachodnie w Jeleniej Górze wg ogłoszenia...rozwiń całość

    @anna. Skoro jest Pani z regionu dolnośląskiego to powinna Pani wiedzieć, że ostatnio organizowany kurs na przewodnika sudeckiego przez Oddział PTTK Sudety Zachodnie w Jeleniej Górze wg ogłoszenia ma trwać 2 lata, a w praktyce minie około 2,5 roku od momentu rozpoczęcia kursu do chwili uzyskania dokumentów uprawniających do wykonywania tego zawodu. Natomiast kursów na przewodnika terenowego po Dolnym Śląsku nie organizowano już kilka lat. Przewodników terenowych brakuje. Nic dziwnego, że widuję np. w Trzebnicy jak wycieczki oprowadzają przewodnicy sudeccy - formalnie poza terenem swoich uprawnień. Brakuje także przewodników do obsługi niszowych form turystyki, w tym turystyki kwalifikowanej jak np. wycieczek rowerowych przemieszczających się przez kilka regionów. Deregulacja zawodu przewodnika powinna zlikwidować takie kurioza jak ścisłe reglamentowanie obszarów uprawnień i inne absurdalne biurokratyczne bariery. Wolny rynek sam ureguluje zapotrzebowanie na odpowiednich przewodników i zdecyduje czy są konieczne jakieś karkołomne i kosztowne kursy. Oby to nastąpiło jak najprędzej. zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    ana (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Pani Zofio, ta deregulacja i tak nastąpi, takze spokojnie, ale czy potem nadal nie bedzie miala Pani klopotu ze znalezieniem przewodnika...? Takze zycze powodzenia!:)
    (ps.wycieczki po Trzebnicy...rozwiń całość

    Pani Zofio, ta deregulacja i tak nastąpi, takze spokojnie, ale czy potem nadal nie bedzie miala Pani klopotu ze znalezieniem przewodnika...? Takze zycze powodzenia!:)
    (ps.wycieczki po Trzebnicy moga oprowadzac w przewodnicy wroclawscy)zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    Zofia (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    @anna - przewodnikiem turystycznym może być tylko osoba, która posiada uprawnienia określone ustawą (art. 20 ust. 1) - co w szczególności sprowadza się do konieczności poddania się specjalnym...rozwiń całość

    @anna - przewodnikiem turystycznym może być tylko osoba, która posiada uprawnienia określone ustawą (art. 20 ust. 1) - co w szczególności sprowadza się do konieczności poddania się specjalnym badaniom lekarskim (wstępnym i okresowym), odbycia szkolenia przeprowadzonego przez wyspecjalizowaną instytycję posiadającą urzędowe pozwolenie, a także - a jakże! - zda egzamin przeprowadzany przed komisją powołaną przez marszałka województwa. Dopiero wówczas można mienić się dumnie przewodnikiem turystycznym, aczkolwiek ze sporymi ograniczeniami. Zgodnie z art. 34 ust. 1 ustawy o usługach turystycznych przewodnicy działają w swoich ściśle określonych rewirach terytorialnych i biada takiemu, który zdecyduje się wtargnąć na obszar zajęty przez innego przedstawiciela gatunku. Wycieczki po takich miastach jak m.in. Trzebnica oprowadzają przewodnicy terenowi, bo to ich działka. Jeżeli oprowadza tam przewodnik miejski albo sudecki, to de facto łamie prawo. I odwrotnie - dolnośląskiemu przewodnikowi terenowemu ani sudeckiemu nie wolno oprowadzać po Wrocławiu. Z kolei przewodnikowi terenowemu nie wolno oprowadzać wycieczek pieszych poza obszarem zabudowanym w rewirze przewodników sudeckich, m.in. po lekko powalowanych terenach Przedgórza Sudeckiego. A że prawo jest absurdalne, to czas je zmienić i zlikwidować te wszystkie regulacyjne cyrki.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    Zofia (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Czyżby profesorowi opowiadającemu się za utrzymaniem państwowych regulacji zawodu przewodnika turystycznego, zabrakło umiejętności postrzegania świata, ludzi i siebie w normalnej skali i...rozwiń całość

    Czyżby profesorowi opowiadającemu się za utrzymaniem państwowych regulacji zawodu przewodnika turystycznego, zabrakło umiejętności postrzegania świata, ludzi i siebie w normalnej skali i proporcjach? Bo dlaczego obronie tych regulacji wyolbrzymia problem, stawiając znak równości między zabawianiem turystów opowiadaniami anegdotek o mieście do prowadzenia pojazdów mechanicznych z zachowaniem bezpieczeństwa ruchu drogowego?

    Czy aby posiąść wiedzę niezbędną do napisania przewodnika turystycznego po jakimś terenie trzeba odbyć jakiś specjalistyczny kurs ukoronowany egzaminem państwowym, uprawniającym do wykonywania zawodu publicysty krajoznawczego? Czy żeby wygłaszać ciekawe prelekcje z przeźroczami o zabytkach i historii różnych regionów Polski też trzeba odbyć specjalistyczne kursy i zdać egzaminy przed państwową komisją ze znajomości każdego z regionów?

    Przecież to absurd, aby osoba zainteresowana uzyskaniem formalnych uprawnień do przekazywania turystom w plenerze swojej wiedzy i doświadczenia musiała odbyć kurs trwający – w zależności od terenu uprawnień i harmonogramu zajęć – od kilku miesięcy do kilku lat! Prowadzi to do kuriozalnej sytuacji, że wspomniany autor przewodnika czy prelegent, który nie poniesie sporych kosztów i nie poświęci miesięcy czy nawet lat na odbycie długotrwałego kursu, nie ma prawa oprowadzić turystów po opisywanych przez siebie miejscach bez narażania się na sankcje karne. Deregulacja ma być właśnie po to, żeby zlikwidować takie absurdy. zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    Lech z Poznania (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Pan Profesor widać zapomniał jak walczył o zmianę ustroju i likwidację państwowych regulacji oraz administracyjnych szykanów, które za czasów PRL dawały się ludziom mocno we znaki i uniemożliwiały...rozwiń całość

    Pan Profesor widać zapomniał jak walczył o zmianę ustroju i likwidację państwowych regulacji oraz administracyjnych szykanów, które za czasów PRL dawały się ludziom mocno we znaki i uniemożliwiały rozwój wolnego rynku oraz powstanie korzystnej dla rozwoju gospodarki konkurencji. Zapomniał również, jak walczył o wolność słowa i informacyjnego przekazu. A czym jak nie informacyjnym przekazem jest przekazywanie informacji krajoznawczych przez przewodników turystycznych? Przecież to absurd, aby osoba przekazująca takie informacje musiała uzyskać na to państwowe pozwolenie.

    Wg kodeksu wykroczeń zadania przewodnika turystycznego mogą wykonywać tylko osoby posiadające formalne uprawnienia, a wykonywanie tych zadań bez stosownych uprawnień zagrożone jest sankcjami karnymi ograniczenia wolności lub grzywny. Problemem jest często praktyczny brak możliwości uzyskania takich uprawnień. Jest bowiem wiele rejonów kraju, gdzie kursy przewodnickie organizuje się raz na kilka lat lub nie organizuje wcale. Zniesienie obowiązku odbycia kursu i uzyskania państwowych licencji pozwoli na to, że np. miejscowi pasjonaci i regionaliści będą mogli bez przeszkód świadczyć usługi przewodnickie. To niewątpliwie w jakimś stopniu może wpłynąć na zmniejszenie bezrobocia, a jednocześnie otworzy turystom pełniejszy dostęp do usług.

    Kolejnym pozytywnym skutkiem zniesienia przewodnickich licencji może być powrót na szlaki turystyki szkolnej i akademickiej organizowanej społecznie, która padła na skutek wprowadzenia przewodnickiego przymusu na znacznych obszarach kraju, szczególnie turystycznie atrakcyjnych. Na skutek zniesienia administracyjnego nakazu wynajmowania przewodnika zmniejszy się nieco zapotrzebowanie na niektóre usługi przewodnickie, jednak ta turystyka niewątpliwie napędzi koniunkturę i zyska gastronomia, przewoźnicy, hotelarstwo, wytwórcy pamiątek itd.zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    Chinedu (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    jak dla mnie skoro nie świadczył pracy to mu się wynagrodzenie nie należy zgiodne zresztą z kodeksem pracy

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    Małgorzata Mazur (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Pan profesor ma rację.
    Trudno będzie sprawdzać przygotowanie ludzi oferujących swoje usługi.
    Ponadto dlaczego ilość miejsc pracy po deregulacji ulega ciągłym zmniejszeniom? cyt. .... Minister...rozwiń całość

    Pan profesor ma rację.
    Trudno będzie sprawdzać przygotowanie ludzi oferujących swoje usługi.
    Ponadto dlaczego ilość miejsc pracy po deregulacji ulega ciągłym zmniejszeniom? cyt. .... Minister Gowin twierdzi, że efektem deregulacji będzie zwiększenie liczby miejsc pracy o kilkanaście tysięcy"......
    Na początku minister J. Gowin obiecywal 500 - 700 tys. dodatkowych miejsc pracy.
    Potem 100 - 200 tys. w ciągu 2 lat.
    Teraz czytam już o kilkunastu tysiącach.
    Powoli odsłania się cała nieprawda tej wielkiej akcji.
    Po prostu przyrostu miejsc wskutek deregulacji nie będzie.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    Paweł (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    U Pana Profesora najwyraźniej wzięła górę chęć dokopania partii rządzącej nad logiką.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    janek (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Warszawa to inna para kaloszy!

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    Adam (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Ten facet kompletnie nie wie co to logika. Żadane taksiarz nie chcial go zabrać, bo dostęp do tego zawodu jest ograniczony! Przecież jeśli jeszcze bardziej go ograniczymy, to będzie trzeba placić...rozwiń całość

    Ten facet kompletnie nie wie co to logika. Żadane taksiarz nie chcial go zabrać, bo dostęp do tego zawodu jest ograniczony! Przecież jeśli jeszcze bardziej go ograniczymy, to będzie trzeba placić 100 zł za 2 km.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama