Dziennik Polski -  Wiadomości Kraków, Informacje Kraków | Dziennik Polski

Na razie koniec dopalaczy

Na razie koniec dopalaczy

Właściciele trzech pozostałych zwinęli interesy przed weekendem. Ogólnopolska akcja przeciwko sklepom oferującym tzw. dopalacze dotarła również do Nowego Sącza. W sobotę inspektorzy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w asyście policjantów udali się w teren, by dokonać inspekcji sklepu z dopalaczami przy ul. Piotra Skargi.

Ostatni sklep z dopalaczami Fot. Izabela Frączek

NOWY SĄCZ. W wyniku sobotnich kontroli sanepidu zamknięty został sklep z dopalaczami na ulicy Piotra Skargi

- Na liście, którą otrzymaliśmy od policji, znajdował się tylko ten jeden punkt sprzedaży dopalaczy - informuje Stanisław Morawski, dyrektor nowosądeckiego sanepidu.
- Ponieważ w lokalu znajdowały się dopalacze, zgodnie z decyzją Głównego Inspektora Sanitarnego w Warszawie właściciel natychmiast dostał nakaz zamknięcia sklepu i wstrzymania działalności.

Zanim rozpoczęła się krajowa nagonka na sprzedawców i dystrybutorów dopalaczy, w Nowym Sączu funkcjonowały aż cztery punkty sprzedaży owych "kolekcjonerskich" specyfików: wspomniany sklep przy ulicach Piotra Skargi, Romana Stramki oraz dwa przy ul. Nawojowskiej - jeden z nich, znajdujący się przy skrzyżowaniu z ul. Limanowskiego, jeszcze kilka dni temu reklamował się ogromnym neonem. W sobotę inspektorzy zapukali tylko do punktu sieci Smartszop przy ul. Skargi, bowiem właściciele pozostałych zdążyli je zlikwidować.

Co ciekawe, zamknięty przez sanepid lokal należy do sieci polskiego "króla dopalaczy", Łodzianina Dawida Bratko. W ciągu weekendu na około 1000 zamkniętych sklepów aż 120 należało do jego firmy. Pomimo usilnych starań, nie udało nam się skontaktować z przedstawicielami sieci, jednak - jak podał portal internetowy TVN24 - jej właściciel "zachowuje spokój i zapowiada, że jeszcze dziś - wraz z prawnikami - będzie analizował dokumenty i udowodni, że sklepy zamknięto bezprawnie. Zapewnia też, że będzie dalej rozwijał sieć".

- Nie ma żadnego udowodnionego zgonu. Chodzi o wyeliminowanie mnie z rynku. Sprzedawcy twierdzą, że kontrolerzy - już wchodząc do sklepu - mówili, że są po to, by go zamknąć - powiedział "Expressowi Ilustrowanemu" Bratko.

Na stronie internetowej jego smartszopów możemy znaleźć informację, że w sobotę "hipokryzja władz osiągnęła kolejny punkt kulminacyjny. Pod pretekstem wycofania z obrotu produktu o nazwie "Tajfun" na pierwszą linię frontu rzuceni zostali inspektorzy sanepidu, w asyście trzech tysięcy uzbrojonych policjantów. (...) Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, czemu liczne kontrole obejmują sieć sklepów Smartszop oraz SmileShop, które nie posiadają w swojej ofercie produktów o nazwie "Tajfun"? Pod tym pretekstem można wycofać praktycznie wszystko i ze wszystkich sklepów". Równocześnie firma podjęła jednak decyzję o wstrzymaniu na czas nieokreślony internetowej sprzedaży dopalaczy.

Podczas gdy w Nowym Sączu zamknięto jeden smartszop, w Limanowej taka akcja nie była potrzebna - według pracowników tamtejszego sanepidu w mieście nie ma tego typu sklepu. Jak się okazuje istniał jeszcze do końca sierpnia. Budynek wynajęli młodzi ludzie, lecz gdy właściciel dowiedział się co tam jest sprzedawane, umowę wypowiedział. Od 1 września sklep stoi pusty.

Jak podaje portal internetowy GORLICE24, w mieście tym zamknięto w sobotę jeden punkt sprzedaży dopalaczy, lecz prawdopodobnie nadal funkcjonuje na jego terenie co najmniej jeszcze jeden tego typu sklep.



Izabela Frączek
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama