Gdy smród nie daje żyć

Gdy smród nie daje żyć

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

ŻYCIE CODZIENNE. Ministerstwo Środowiska zapowiada, że jeszcze w tym roku do rządu trafią założenia do projektu ustawy o przeciwdziałaniu uciążliwości zapachowej.
Problem w tym, że prace nad tą ustawą ciągną się już od trzech lat. Tymczasem mieszkający w pobliżu zakładów emitujących nieprzyjemne zapachy są coraz bardziej rozgoryczeni. Wątpią, że cokolwiek się zmieni. Piszą skargi do władz lokalnych, inspekcji ochrony środowiska, parlamentarzystów. Jednak samorządowcy twierdzą, że bez odpowiednich regulacji prawnych są bezradni.

O tym, jak uciążliwy jest smród doskonale wiedzą mieszkańcy gminy Gołcza.
Na jej terenie - w Wielkanocy - zlokalizowany jest największy w naszym województwie zakład utylizacji odpadów poubojowych i padliny - Saria Małopolska. Ludzie pukali już do drzwi różnych instytucji z prośbą o pomoc. Ostatnio powstał nawet nieoficjalny blog gminy Gołcza, w którym czytamy m.in. "Apelujemy do władz (lokalnych - przyp. red.) o wszczęcie przedsięwzięć mających na celu eliminację odoru z zakładu utylizacyjnego Saria (...). Również pełni obaw o nasze zdrowie apelujemy o wykonanie badań epidemiologiczno-sanitarnych mających na celu sprawdzenie oddziaływania odoru na zdrowie i środowisko".

Wójt Lesław Blacha przyznaje, że Saria emituje nieprzyjemne zapachy. - Śmierdzi tu od lat, ale w tym roku to rzeczywiście wyjątkowy koszmar. Najgorsze jest to, że my nie możemy nic zrobić. Nie ma przepisów, na mocy których moglibyśmy domagać się od tej firmy wykonania inwestycji, które wpłyną na ograniczenie emisji uciążliwych zapachów. Spore nadzieje dawała opracowana w 2007 roku tak zwana ustawa odorowa. Jednak niektóre jej zapisy były kontrowersyjne dla wielu środowisk - mówi Lesław Blacha. Przypomina, że wątpliwości budziła m.in. metoda pomiaru zapachu na tzw. nos wójta. - To właśnie on miał powoływać komisję, która określi, jak bardzo śmierdzi z danego zakładu. Początkowo samorząd miał mieć wpływ nawet na zamknięcie firmy, ale później zdecydowano, że będzie mógł nakładać kary finansowe - podkreśla wójt Blacha.

W tym przypadku Biuro Prasowe Ministerstwa Środowiska informuje: - Na obecnym etapie brane są pod uwagę wszystkie techniczno-technologiczne możliwości rozwiązań. Założenia są takie, aby sprawy rangi gminnej i lokalnej przekazać wójtom i burmistrzom, natomiast sprawy z zasięgu przekraczającego lokalny odpowiednim terenowo marszałkom.

Leszek Herian, dyr. Sarii w Wielkanocy, zauważa, że trudno winić zakład za to, iż akurat tu trafiają odpady zwierzęce do utylizacji. Dodaje jednak, że firma ma już przygotowaną dokumentację i zabezpieczone pieniądze na inwestycję, która ograniczy smród. - Nie ruszamy z nią tylko dlatego, że nie ma ustawy odorowej. Nie mamy pewności, czy montując biofiltry spełnimy normy dotyczące emisji niektórych składników do powietrza, a więc nie wiadomo, czy uzyskamy efekt ekologiczny. Trudno wydawać 5 mln zł bez gwarancji, czy w przyszłości spełnimy wymogi ustawowe, bo może się okazać, że były to pieniądze wyrzucone w błoto - wyjaśnia dyr. Leszek Herian.
1 3 »

Czytaj także

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia

    leszek (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    jest 9 styczen 2013 r inwestor wystapil o pozwolenie na budowe chlewni na 2000 szt trzody tj. 280 DJP. w odlegloci ok 500m od szkoly podstawowej[270 uczniow-przedszkole]oraz komplesem domkow...rozwiń całość

    jest 9 styczen 2013 r inwestor wystapil o pozwolenie na budowe chlewni na 2000 szt trzody tj. 280 DJP. w odlegloci ok 500m od szkoly podstawowej[270 uczniow-przedszkole]oraz komplesem domkow jednorodzinnych- w prawie nic sie nie zmienilo.JEST PROTEST ALE CZY DO WYGRANIA?zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama