Seremet i Klich. Dwie wersje wypadku.

Seremet i Klich. Dwie wersje wypadku.

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Technika nie zawiodła, czyli nie ona doprowadziła do katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem - wynika z dotychczasowych ustaleń ekspertów rosyjskich, o czym wczoraj poinformował prokurator generalny Andrzej Seremet. Podał on też, że na pokładzie prezydenckiego samolotu nie doszło do użycia broni, paliwo w maszynie było odpowiedniej jakości, a piloci bez kłopotów porozumiewali się w języku rosyjskim.

ŚLEDZTWO. Na pokładzie prezydenckiego samolotu nie doszło do użycia broni

Prokurator generalny wrócił w czwartek wieczorem z Moskwy, gdzie spotkał się z prokuratorem generalnym Rosji Jurijem Czajką i szefem komitetu śledczego przy prokuraturze generalnej Aleksandrem Bastrykinem. Wczoraj Seremet przekazał polskiej opinii publicznej efekty blisko miesięcznej pracy rosyjskich fachowców.
Wynika z nich, że załoga prezydenckiego Tu-154 nie zgłaszała technicznych problemów; żadne z urządzeń samolotu do chwili zderzenia z ziemią nie wykazywało usterek. Prokurator generalny przyznał jednak, że nadal mnóstwa rzeczy nie wiemy, począwszy od dokładnej godziny wypadku. Rosjanie nie są w stanie na razie tego ustalić. Tymczasem Edmund Klich, przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, akredytowany przez Polskę przy rosyjskiej komisji badającej okoliczności wypadku, podał wczoraj dokładną godzinę katastrofy. Miała ona miejsce o 8.41.06. Klich podkreślił, że choć wypadek smoleński ma swoją bezpośrednią przyczynę, to jednak jest przede wszystkim skutkiem zaniedbań systemowych w lotnictwie wojskowym.

Seremet stale zapewnia, że Rosjanie przekażą Polsce czarne skrzynki oraz odczytane zapisy. Jednak dwa tygodnie temu prokurator generalny zapewniał, że czarne skrzynki trafią do Polski najpóźniej do końca tego tygodnia. Wczoraj prokurator generalny przyznał, że tak się nie stanie; nie wykluczył przy tym, że dostaniemy czarne skrzynki i stenogramy z ich zapisu dopiero za kilka miesięcy. Seremet opóźnienie tłumaczył fatalnym stanem zapisu. Jednocześnie przyznał, że badany w Polsce rejestrator z samolotu Tu-154, czyli tzw. trzecia czarna skrzynka, została już przekazana Rosjanom, wraz z analizą. Była ona badana w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych w Warszawie, ponieważ była wyprodukowana przez nas i tylko polscy fachowcy mogli ją odczytać.

O ile prokurator generalny twierdzi, że opinia publiczna pozna zawartość skrzynek, to Edmund Klich takie rozwiązanie uważa nie tylko za mało prawdopodobne, ale wręcz za niepożądane. Przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych zapewnia, że tych zapisów z zasady się nie udostępnia. - Nie wierzę w ujawnienie całości, bo byłby to precedens na skalę międzynarodową - mówił Klich, który przypomniał, że na czarnych skrzynkach zarejestrowane są prywatne rozmowy pilotów. Powołał się także na względy bezpieczeństwa. Wspomniał przy tym zabójstwo kontrolera ruchu powietrznego, popełnione z zemsty przez ojca jednej z ofiar zderzenia samolotów nad Jeziorem Bodeńskim, do którego doszło w 2002 r. (winę przypisano kontrolerowi m.in. na podstawie upublicznionych rozmów wieży kontrolnej z pilotami). Klich zwrócił uwagę również na to, że ujawnienie rozmów spowodowałoby skupienie się na bezpośredniej przyczynie i utrwaleniu w powszechnej świadomości, że katastrofa to wynik trzech czynników: błędów pilota, złej pogody i techniki, a - przypomnijmy - przekonuje on, że katastrofa w Smoleńsku to wynik zaniedbań systemowych w lotnictwie wojskowym.
1 »

Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama