Dziennik Polski -  Wiadomości Kraków, Informacje Kraków | Dziennik Polski

Sumik

Pomysł był niezły: przywieziemy z Północnej Ameryki tamtejszego suma, zwanego karłowatym, wpuścimy do stawów i zasypiemy rynek smaczną rybą.

Grzegorz Tabasz: LEŚNY DZIENNIK

Jak by to dzisiaj powiedzieć, biznesplan był doskonały, a dochody obiecujące. Ryba miała powtórzyć karierę karpia, amura czy chociażby kilku gatunków pstrągów. Życie - czy może lepiej natura - nie zostawiła na pomyśle suchej nitki. Sprowadzony w 1885 r. do Europy sumik, nie tylko szybko wyrwał się spod kontroli, ale - co gorsza - nie chciał rosnąć jak należy.
W założeniach miał szybko osiągać wagę kilograma, ale gdzie tam, zawziął się i postanowił zostać karzełkiem. Słusznie doczekał się przydomka "karłowaty".

Cóż z tego, że wyglądał jak nasz rodzimy, wielki sum, i smakował tak samo, skoro po odrzuceniu głowy i ogona tuszka ginęła gdzieś na patelni? Nikt już teraz nie pamięta, czy na wolność wypuścili go rozczarowani hodowcy, czy uciekł sam. Przez krótką chwilę przybysz z Ameryki miał akwarystyczny epizod, ale w kategorii ryb ozdobnych też nie zrobił kariery. Urokliwy bowiem nie jest. Mikrus rozszedł się po całej Europie. Bardziej płodny od "prawdziwego" suma, mniej wrażliwy na jakość wód, rośnie w liczbę i pojawia się w coraz to nowych akwenach. Prócz drobnych zwierząt wodnych, zasmakował w ikrze naszych ryb, którą wyjada chętnie i z fatalnym skutkiem dla pogłowia szczupaków, sandaczy i innych poszukiwanych gatunków.

chtiolodzy - czyli specjaliści od ryb - posądzają go o zaburzenie i tak rozchwianej równowagi ekologicznej w wodach. Pozbył się go nie ma jak. Proszę podpowiedzieł jakiś sposób? Sieci nie wchodzą w grę, łowienie na wędkę to syzyfowa praca. Za błąd popełniony sto lat temu będziemy płacił tak długo, aż sumik karłowaty doczeka się jakiegoś wyspecjalizowanego wroga: pasożyta czy choroby, które wreszcie zaczną go trzymał w ryzach.
Reklama
Reklama
Reklama