Dziennik Polski -  Wiadomości Kraków, Informacje Kraków | Dziennik Polski

Strażnik rejonowy - to on ma dbać o święty spokój

Strażnik rejonowy - to on ma dbać o święty spokój

PORZĄDEK. Jeśli na naszym osiedlu, koło naszego domu jest miejsce budzące niepokój, gromadzi się tam towarzystwo, które pije, hałasuje, zaczepia, brudzi i zostawia po sobie śmieci - zwróćmy się do strażnika rejonowego. Jest najbliżej, regularnie monitoruje powierzony mu teren, powinien być koordynatorem działań, by w końcu był tam spokój i porządek.

Działania Pawła Birczyńskiego są przykładem skutecznej walki o spokój mieszkańców Fot. Anna Kaczmarz

Tak właśnie stara się działać Paweł Birczyński, ostatnio uznany za najlepszego strażnika rejonowego roku 2008. Jego rejon to: Chełm, Zakamycze, Olszanicę i Bory Olszanickie.
Objął go w styczniu zeszłego roku. W ciągu tego roku, jak podaje, rozprawił się z dwoma uciążliwymi miejscami. Pierwszym z nich był rejon skrzyżowania ul. Leśmiana i Olszanickiej - przystanek przy nim i pobliski teren rekreacyjny - z notorycznymi libacjami alkoholowymi. - Gromadziła się tam ludność tubylcza, nawet po 15 do 20 osób. Pili, przeklinali, zanieczyszczali. Nawet w środę popielcową, gdy ludzie szli do kościoła, tam tkwili mężowie i synowie - opowiada Paweł Birczyński. Strażnik rejonowy nie zaczął od nękania. - Nie robiłem od razu restrykcji. Najpierw ostrzegałem. Często sam tam jeździłem albo wzywałem patrol. Potem posypały się mandaty - nawet niekoniecznie za picie alkoholu, ale np. za palenie papierosów na przystanku, zaśmiecanie, oddawanie moczu - opowiada. Bywalcy tego miejsca wiedzieli, że strażnik rejonowy po pewnym czasie i wielu interwencjach zna ich już z imienia i nazwiska, więc nawet jeśli uciekną - nie upiecze im się. Podziałało, wynieśli się. Podobnie, przez częste patrole, również nocne, udało się strażnikowi wyeliminować te same problemy przy szkole przy ul. Korzeniaka 18. - Jestem koordynatorem na swoim terenie, współpracuję z dzielnicowym, z instytucjami, radnymi - Paweł Birczyński wyjaśnia, skąd biorą się takie sukcesy. Stara się też współpracować z pomocą społeczną i może się pochwalić tym, że w ciągu trzech lat pomógł około 30 bezdomnym: począwszy od wyrobienia dowodu osobistego po znalezienie lokum (a przecież nierzadko lumpy, którzy okupują ławki i wszelkie schodki, to właśnie bezdomni). - Udawało mi się do nich dotrzeć, porozmawiać. Najważniejsze jest dawać ludziom nadzieję - podkreśla.
Strażnicy rejonowi funkcjonują w Krakowie od 2006 roku. Miasto zostało podzielone na 144 rejony jednoosobowej odpowiedzialności (w tej chwili obsadzone są 102 rejony). Strażnik rejonowy, przebywając stale w jednym miejscu, na danym terenie - poznaje tamtejszych mieszkańców, nawiązuje kontakty i współpracę z radą dzielnicy, szkołami, ze spółdzielniami mieszkaniowymi i innymi instytucjami. Można zawsze do niego się zwrócić z prośbą o interwencję - wśród jego zadań jest ciągły kontakt z mieszkańcami, przywracanie porządku według ich oczekiwań. Powinien reagować na zgłoszenia, a także do skutku odwiedzać niespokojne miejsca, rozwiązywać długotrwałe problemy (od ostrzeżeń - po mandaty). W sytuacjach, gdy sprawa wykracza poza kompetencje strażnika miejskiego - wezwie on policję, przekaże sprawę odpowiedniej instytucji (np. gdy sklep sprzedaje alkohol nietrzeźwym - notatka z SM trafia do Urzędu Miasta, który może odebrać koncesję na sprzedaż alkoholu), zwróci się do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej itp.
- Oprócz likwidowania niespokojnych miejsc, wypraszania pijaczków, strażnicy rejonowi powinni także kontrolować sklepy i lokale oferujące alkohol, pouczać właścicieli i sprzedających. Powinni sprawdzać, czy nie sprzedaje się alkoholu nietrzeźwym lub nieletnim, jak też uczulić właścicieli, by sami też zwracali uwagę na to, co dzieje się wokół sklepu i w razie potrzeby wzywali funkcjonariuszy. Strażnicy nie mogą narzucać zarządzającemu terenem, jak powinien być zagospodarowany teren np. osiedla - ale mogą podpowiedzieć choćby, jak rozlokować ławki, by nie stały się ulubionymi miejscami spotkań lumpów - wymienia też Marek Anioł, rzecznik krakowskiej Straży Miejskiej.
(MM)
mmrowiec@dzienik.krakow.pl
Interweniowali, gdy kupował nietrzeźwy
Podczas wzmożonych kontroli w ramach akcji "Święty spokój w tym miejscu", trzy dni temu strażnicy miejscy zainteresowali się dwoma zawianymi delikwentami, którzy tuż po godz. 20 weszli do sklepu alkoholowego przy ul. Bosackiej 11. - Jeden z nich wyjął dwie nalewki wiśniowe z lodówki, podszedł do lady, zapłacił.
Ekspedientka nie zareagowała na to, że mężczyzna był nietrzeźwy - opowiada rzecznik SM Marek Anioł. Strażnicy wylegitymowali zarówno kupującego, kasjerkę, jak i właścicielkę sklepu, która pojawiła się na miejscu. Ekspedientka przyznała, że sprzedała alkohol, ale rzekomo nie wiedziała, że klient jest pijany, nie poczuła od niego woni alkoholu. - Strażnicy natomiast zapewniają, że panowie mieli mętny wzrok, chwiejny krok i z daleka było od nich czuć alkohol - mówi rzecznik SM. Kupujący, jak wykazało badanie, miał 3,2 promila we krwi. Ponieważ sprzedaż alkoholu nietrzeźwemu to przestępstwo, sprawę przejęła policja, którą wezwano. Sprawa trafi do sądu. - Notatka ze zdarzenia została wysłana do Wydziału Spraw Administracyjnych Urzędu Miasta, więc sklep czeka też postępowanie administracyjne, w wyniku którego może on stracić koncesję na sprzedaż alkoholu - dodaje Marek Anioł.
ZGŁOŚ NIESPOKOJNE MIEJSCE:
krakow@dziennik.krakow.pl
tel. 012-61-99-207
Przypominamy, że trwa wspólna akcja "Dziennika Polskiego" i krakowskiej Straży Miejskiej pod hasłem "Święty spokój w tym miejscu". Szukamy w niej miejsc okupowanych przez osoby pijące alkohol, miejsc, które budzą niepokój, obrzydzenie i szarpią nerwy mieszkańców. Czekamy na dalsze telefony i e-maile od naszych Czytelników. SM obiecała każde takie miejsce sprawdzić i te, z którymi jest największy kłopot - objąć stałą kontrolą.
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama