Dziennik Polski -  Wiadomości Kraków, Informacje Kraków | Dziennik Polski

Polska kuchnia w Europie

Polska kuchnia w Europie

Pierwsze kroki kieruję do siedziby Regionalnego Centrum Informacji Europejskiej w Krakowie. Przestronne pomieszczenie w kamienicy w centrum miasta. Wejście bezpośrednio z ulicy. Wewnątrz dwa biurka, za którymi siedzi para młodych ludzi, półki z informatorami, sporo bezpłatnych broszurek.
   Politycy nieustannie narzekają na zastraszająco niski poziom wiedzy Polaków o Unii Europejskiej. Rząd powołuje coraz to nowsze instytucje, mające tę wiedzę pogłębiać i poszerzać. Organizuje konferencje i sympozja, poświęcone sposobom informowania o UE. Wczoraj przez cały dzień próbowaliśmy dowiedzieć się, na jakich zasadach w kraju Unii Europejskiej można założyć polską restaurację.
Bezskutecznie.
   - Jestem absolwentką uczelni ekonomicznej, wspólnie z rodzicami prowadzimy restaurację w Krakowie - przedstawiam się, niecałkiem zgodnie z prawdą. - Zamierzamy rozpocząć podobną działalność w którymś z krajów Unii Europejskiej, specjalizując się w daniach kuchni polskiej. Chciałabym dowiedzieć się, jakie musimy spełnić warunki, jakie będziemy płacić tam podatki i co nas czeka po wejściu Polski do UE.
   - Chwileczkę - mówi konsultantka. Zaczyna przeglądać plik kartek. Dostaję broszurkę pt. "Polskie przedsiębiorstwa przed integracją z Unią Europejską" i dwie publikacje z serii "Biblioteczka Przedsiębiorcy", wydane przez Urząd Komitetu Integracji Europejskiej. Ulotka zawiera odpowiedzi na pytania: do czego dąży Unia Europejska, co to jest Wspólny Rynek, dlaczego Polska chce być w UE. Dowiaduję się również, że paszport europejski ma kolor "burgundzkiego wina", a hymn Unii to "muzyczna aranżacja" Ody do radości Beethovena.
   Inna z publikacji omawia w kilku zdaniach instytucje i programy pomocowe dla małych i średnich firm, druga - prawo pracy w Unii Europejskiej. Na uwagę, że nie dotyczy to interesującego mnie tematu, a poza tym jest zbyt ogólnikowe, konsultanci Centrum odpowiadają:
   - Tak dokładnych informacji chyba mieć nie będziemy.
   Kiedy pytam, gdzie w takim razie mogę je uzyskać, podają numer do Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej w Warszawie.
   Telefon w UKIE odbierają pracownicy działu promocji. Kiedy wyjaśniam, o co chodzi, przełączają do "specjalistów". Tam jednak nikt nie odpowiada. Dzwonię ponownie. Tym razem udaje mi się połączyć z konsultantką. Jeszcze raz tłumaczę, jakie informacje chciałabym uzyskać.
   - Niestety - mówi konsultantka. - Taką tematyką zajmuje się tylko jeden z naszych kolegów, ale tak się złożyło, że akurat przez ten tydzień jest na urlopie. Podam do niego bezpośredni kontakt, proszę zadzwonić w poniedziałek.
   - Nikt oprócz niego nie potrafi mnie poinformować w tej sprawie?
   - Każdy ma tu swoje, odrębne zagadnienia - słyszę.
   Dostaję jeszcze numer telefonu do przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie, gdzie - być może - również ktoś zna się na tak szczegółowych sprawach. Dzwonię więc tam.
   - Chciałabym rozpocząć działalność gospodarczą w którymś z państw Unii Europejskiej... - po raz kolejny wygłaszam swoją przemowę.
   - Jakby tu pani pomóc... - zastanawia się moja rozmówczyni z przedstawicielstwa Komisji. - Proszę zajrzeć na stronę internetową Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości - www.parp.org.pl albo www.parp.gov.pl, nie pamiętam dokładnie, tam powinny być informacje dotyczące poszczególnych krajów. Albo zadzwonić do biura EuroInfo, już podaję telefon.
   Coraz bardziej zrezygnowana wykręcam numer wspomnianej instytucji.
   - Takimi zagadnieniami zajmuje się tylko nasz prawnik - słyszę od konsultantki. - Niestety, teraz jest na konferencji, proszę skontaktować się w przyszlym tygodniu. Najlepiej gdyby przyszła pani do nas osobiście. Tylko wcześniej trzeba się umówić, żeby prawnik mógł się przygotować do rozmowy.
   Kiedy wyjaśniam, że mieszkam w Krakowie i nie uśmiecha mi się wyprawa do stolicy, pracownica EuroInfo dyktuje mi jeszcze telefon do takiej samej placówki w Krakowie. Tam jednak, o godzinie 15.30, nikt nie podnosi słuchawki. Poddaję się.
   Mimo całodziennych prób i obdzwonienia wszystkich możliwych instytucji nadal nie wiem, czy bardziej opłacalne jest założenie restauracji w Holandii czy w Hiszpanii. Nie wiem, jakie obowiązują tam podatki ani - co najważniejsze - czy w ogóle warto próbować.
   Trudno, obywatele Unii nie będą jedli polskich pierogów... (B.CH.)
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama