Dziennik Polski -  Wiadomości Kraków, Informacje Kraków | Dziennik Polski

Fakty i akty

Fakty i akty

(INF. WŁ.) Dzisiaj w Trzebini rozpoczynają się rozmowy pomiędzy obrońcami kopalni "Siersza" a zarządem Nadwiślańskiej Spółki Węglowej, w skład której wchodzi zakład. Wiemy w przybliżeniu, jakie materiały zaprezentują obie strony. Stanowiska są na razie zupełnie rozbieżne. Czy uda się zawrzeć porozumienie, od którego zależy los największego zakładu w Trzebini?

W samo południe w kopalni "Siersza"

     Przedstawiciele sierszańskiej "Solidarności" oraz dwunastu związków zrzeszonych w Społecznym Komitecie Ratowania Kopalni zamierzają przedstawić szefom NSW szczegółowe wyliczenia, z których wynika, że w ciągu dwóch lat kopalnia ma szansę na osiągnięcie rentowności, a następnie - na połączenie z leżącą za jej płotem elektrownią o tej samej nazwie.
Taki podmiot paliwowo-energetyczny miałby szansę na duże zyski, bowiem transport urobku z kopalni do elektrowni jest w tym wypadku bardzo tani (taśmociąg). Poza tym elektrownia od dłuższego czasu przygotowuje się (nowoczesne technologie) do większego odbioru sierszańskiego węgla. Inwestycje te realizowane będą jednak jeszcze przez cztery lata - dopiero w ich połowie elektrownia zwiększy odbiór na tyle, by kopalnia mogła wyjść na zero. Do tego momentu NSW musiałaby - po staremu - dopłacać do KWK "Siersza". Obrońcy kopalni pokażą jednak wyliczenia, z których wynika, że wsparcie to nie wynosiłoby już 50-60 mln zł rocznie, ale najwyżej 27 mln do końca wieku.
     Argumenty, jakie zaprezentują obrońcy, nie są nowe. Jesienią, kiedy służby finansowe NSW przekazały poszczególnym kopalniom wytyczne do sporządzenia biznesplanu spółki na lata 1999-2002, kierownictwo "Sierszy" przedstawiło dwa warianty planu dla swej kopalni. Pierwszy, oparty na wytycznych NSW, wróżył "Sierszy" bardzo źle. Z powodu narzuconego przez spółkę niskiego poziomu wydobycia kopalnia nie miała bowiem szans na znaczące zyski przed rokiem 2002 - i to pod warunkiem drastycznej (o połowę) redukcji zatrudnienia w krótkim czasie. Na kończący się rok zaplanowano pierwotnie straty w wysokości 40,5 mln zł, szybko jednak okazało się, że będą one wyższe (ok. 64 mln zł), należało więc przypuszczać, że i w przyszłym roku deficyt będzie wyższy od planowanych 20,6 mln zł.
     Dlatego dyrekcja "Sierszy" postanowiła przedstawić zarządowi NSW "II wariant biznesplanu - w oparciu o zgłoszone zapotrzebowanie Elektrowni ËSierszaÇ SA". Plan ten, oparty na długoterminowych umowach kopalni i elektrowni oraz pisemnych uzgodnieniach pomiędzy nimi, zakłada, że po wybudowaniu pierwszego z tzw. kotłów fluidalnych (od 2000 r.), Elektrownia "Siersza" brałaby z kopalni ok. 4,7 tys. ton węgla, a po zakończeniu inwestycji w 2002 roku - 6,5 tys. ton na dobę. W tym układzie kopalnia wyszłaby na plus już w roku 2000. Wariant ten nie został jednak przyjęty przez zarząd NSW.
     Wywołało to wzmożony niepokój w kopalni. Na początku listopada związkowcy dowiedzieli się, że na pierwszy kwartał 1999 władze NSW wyznaczyły "Sierszy" limit wydobycia
ok. 2 tys. ton na dobę, tj. o wiele mniej niż w niekorzystnych ich zdaniem - bo prowadzących wprost do likwidacji - "Założeniach do biznesplanu". Kopalniana komisja "S" przemieniła się w komitet protestacyjny i oflagowała zakład. To samo zrobiły pozostałe związki, zakładając SKRK. Pod koniec listopada zarząd przedstawił związkowcom zarys biznesplanu, z którego wynikało, że "Siersza" znika z zestawień spółki w drugim kwartale 1999. Nazajutrz, w tekście "Likwidacja?", przedstawiliśmy na łamach "Dziennika" sytuację w zagrożonym zakładzie. Tego samego dnia sierszanie protestowali pod siedzibą NSW, m.in. wysypując i podpalając węgiel. - To był pierwszy akt rozpaczy - mówią działacze SKRK.
     Drugi akt nastąpił w zeszłym tygodniu, kiedy kilkudziesięciu górników z pierwszej zmiany nie wyjechało na powierzchnię. W wyniku (nie kontrolowanego przez żaden związek) protestu w kopalni zjawił się wiceprezes NSW, który w imieniu zarządu spółki zgodził się na rozmowy.
- Nie bez znaczenia był tu nacisk prasy z Krakowa i wywołane nim, niezależnie od naszych zabiegów, zainteresowanie decydentów różnych szczebli - przyznaje Jan Kowalski, szef "S" w "Sierszy".
     Zarząd NSW zapowiada, że na dzisiejszym spotkaniu interesują go wyłącznie fakty. A te są, w jego ujęciu, takie, że począwszy od 1990 roku "Siersza" przynosi straty, średnio: 50 mln zł rocznie. Przychody ze sprzedaży węgla były w zeszłym roku niższe od kwoty wydanej na płace. - W tym roku straty wyniosą 63,8 mln zł (strata całej spółki w pierwszym półroczu - niespełna 100 mln), co w sytuacji ogólnie niskich przychodów NSW SA nie da się dłużej tolerować - argumentują w NSW. Tym bardziej że pod rządami przyjętej właśnie ustawy o restrukturyzacji górnictwa, wszystkie koncerny węglowe obowiązuje surowy reżim finansowy. - Te 2-3 tys. ton dziennie z "Sierszy" łatwo zastąpić węglem z innych kopalń spółki, które fedrują 70-80 tys. ton po znacznie niższych kosztach. W "Sierszy" do każdej tony dopłaca się obecnie 73 złote.
     Sierszanie zbijają te argumenty wyliczeniami z "Wariantu II biznesplanu": dzięki znacznemu odchudzeniu zatrudnienia - z obecnych 2,2 tys. do 1,5 tys. osób (na co się godzą) - oraz zwiększeniu wydobycia, do każdej tony trzeba by w przyszłym roku dopłacać ok. 17 zł, a w roku 2000 można by mówić o kilkugroszowym zysku. Już teraz "Siersza" jest w krajowej czołówce pod względem wydajności i koncentracji produkcji. Poza tym zastąpienie jej węgla dla elektrowni węglem z innych kopalń byłoby - zdaniem związkowych analityków - nieopłacalne dla NSW: kosztowałoby więcej niż utrzymanie "Sierszy".
     "Skoro macie takie perspektywy, to działajcie na własny rachunek" - odpowiadają prezesi NSW. - "Albo połączcie się z elektrownią". - Prezesi dobrze wiedzą, że to na razie niemożliwe - tłumaczy Jan Kowalski
- Elektrownia zabiega o kredyty na superważną inwestycję i musi być wiarygodna. Nie może mieć na plecach kopalni, która - choćby nawet tymczasowo - ciągnie jej wynik w dół. Ale za kilka lat, kiedy mu staniemy na nogi, a oni zakończą inwestycje, będzie inaczej. Rządowy program naprawy górnictwa daje spółkom czas na naprawę do następnego stulecia. Czemu więc NSW nie daje czasu nam?
     Obrońcy uważają, że ma to związek z nowym podziałem wojewódzkim. - Po nowym roku problemy Trzebini nie będą już problemami Śląska. Dlatego błagamy o pomoc Kraków.
ZBIGNIEW BARTUŚ
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama