Autor wychodzi

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

- Niedawno skończyła Pani kręcić w Krakowie film "Autor wychodzi". Czyżby, zgodnie z tytułem, było to kino autorskie?

Rozmowa z DOMINIKĄ MONTEAN o jej najnowszym filmie

- Tylko takie mnie interesuje. Inspiracją było - opublikowane w gazecie - przemówienie Harolda Pintera po otrzymaniu Nagrody Nobla. Laureat nie mógł przyjechać osobiście, pokazano jedynie nagranie jego przemowy. Bardzo pięknie opowiadał, jak się tworzy bohaterów, jak oni później funkcjonują. A potem zaczął mówić o prawdzie w sztuce i życiu. Mój główny bohater Karol Derr ma w sobie coś z Harolda Pintera.
- W Pani filmie główny bohater też pojawi się w formie nagrania?
- Nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale tak. Powiem tylko, że przydarzy mu się dokładnie taka sama sytuacja jak Haroldowi Pinterowi.
- To będzie kino introwertyczne, wnikające w głąb psychiki?
- Raczej intelektualne. Czerpię dużo z literatury, jestem również absolwentką anglistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Chciałam zrealizować esej filozoficzny przełożony na język filmu. Zadawać pytania i zastanawiać się nad odpowiedziami.
- To, jak na młodego twórcę, wyjątkowo trudna droga.
- Nie jest Pan pierwszą osobą, która mi to mówi. Ale ja inaczej nie potrafię! Ludzie powinni robić to, co czują. A na razie czuję właśnie tak. Mój opiekun artystyczny Filip Bajon zaufał mi i pozwolił na to. Wszystko wypływa z mojego zamiłowania do literatury. Wciąż zastanawiam się nad fenomenem języka, o nim traktował mój film absolutoryjny "Powiedz coś". W najnowszym filmie zgłębiam koncept literacki "exit author", czyli w tłumaczeniu "autor wychodzi". Zastanawiam się, na ile w tekście można się doszukać autora, a na ile dzieło powinno być odbierane w oderwaniu od twórcy. Czy musimy poznać autora, by zrozumieć to, co robi?
- To też pytanie o twórcę filmowego - czyli Panią.
- To nie tylko pytanie o mnie, ale o każdego, kto tworzy. Ile w dzieło wkłada siebie, ile chce powiedzieć? Istnieje teoria, że im mniej autor mówi o sobie, im bardziej się wycofuje, tym większą daje odbiorcy szansę na zrozumienie dzieła. Dlatego nie chcę szczegółowo wyjaśniać, dlaczego nakręciłam ten film. Uważam, że to jest niepotrzebne.
- W dzisiejszym świecie pojęcie autora się dewaluuje. Dla przykładu - czy filmy z Hollywood mają swojego autora, czy są tylko produktami, które - niczym w fabryce - wytwarza się w odpowiedzi na zapotrzebowanie konsumentów?
- Też to dostrzegam. Mnie zafrapowało jeszcze coś innego. Czytając recenzje filmowe, zauważyłam, że krytycy przeprowadzają analizę dzieła poprzez biografię autora. Weźmy chociażby "5x2" w reżyserii Francoisa Ozona. Z recenzji dowiedziałam się, że autor jest gejem. A to mnie w ogóle nie interesowało!
- Czyli niedługo recenzenci zaczną studiować Pani biografię.
- (śmiech) Jestem przygotowana na to, że dużo osób pomyśli, iż bohaterka z mojego filmu to ja. Zwłaszcza że ona też kręci film. Ale to wierutna bzdura.
- Udało się Pani dostać do obleganego programu "30 minut", w ramach którego młodzi filmowcy mają szansę na realizację półgodzinnego profesjonalnego filmu.
- Namówił mnie do tego Filip Bajon, mój mistrz ze szkoły filmowej z Katowic. Ponieważ już wcześniej miałam pomysł na ten scenariusz, zdecydowałam się, że napiszę go tak, by pasował do "30 minut". Dostać się było trudno, nadesłano kilkadziesiąt prac, z których wybrano tylko dziesięć. Cieszę się, że otrzymałam szansę.
- Film powstał w Krakowie, m.in. na Kazimierzu, gdzie lubi Pani spędzać czas.
- Realizowaliśmy tu ujęcia we wnętrzach. Sporo scen nakręciliśmy także nad Wisłą, na bulwarach z widokiem na Podgórze, u wylotu ul. Krakowskiej. Nie chcę jednak sprzedawać w filmie Kazimierza czy Krakowa. Nie ukrywam oczywiście tego, gdzie realizowaliśmy zdjęcia, ale specjalnie tego nie podkreślam. Chodziło raczej o uchwycenie klimatu dużego miasta i jego życia.
- Miała Pani znakomitą obsadę - Jan Nowicki, Olgierd Łukaszewicz, Kamilla Baar, Tadeusz Bradecki. Łatwo ich było namówić?
- Po prostu przesłałam im scenariusz. Aktorzy przeczytali go i wyrazili zainteresowanie. Ja się tylko z tego cieszę, zwłaszcza że budżet mojego filmu nie był wysoki. Nie pisałam scenariusza pod konkretnych aktorów. Długo zastanawiałem się, kto powinien zagrać Karola Derra. To Filip Bajon zasugerował Olgierda Łukaszewicza. Natomiast z Janem Nowickim poznaliśmy się na planie najnowszego filmu Filipa Bajona "Fundacja".
- Kiedy "Autor wychodzi" będzie miał premierę?
- Właśnie skończyłam pierwszą wersję montażu. W najbliższych dniach film zobaczy Filip Bajon, mój opiekun artystyczny. Czeka mnie jeszcze transfer na nośnik cyfrowy, gdyż jako jedyna uczestniczka programu kręciłam na prawdziwej taśmie filmowej. Uważam, że daje ona magię obrazu, buduje jego niepowtarzalny klimat. Tego efektu raczej nie osiągnęlibyśmy, pracując np. kamerami cyfrowymi. Premierę filmów z "30 minut" zaplanowano podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, który odbędzie się od 11 do 16 września. Czasu więc mam niewiele.
Rozmawiał: RAFAŁ STANOWSKI

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo