Dar dwóch ojczyzn

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

sikorm3tif.jpg
Prof. EWDOKSIA PAPUCI-WŁADYKA, archeolog, o święcie narodowym Grecji i związkach polsko-greckich
sikorm3tif.jpg

- Jak to jest, kiedy ma się dwie ojczyzny?

- Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Zarówno w Polsce, gdzie się urodziłam, jak i w Grecji, skąd pochodzą rodzice, czuję się tak samo. Tyle, że może łatwiej jest mi niektóre cechy obu narodów zauważyć i ocenić, co uważam za dar od losu. Żyjemy także po to, aby świat zrozumieć.
- Co jest Pani łatwiej zrozumieć?
- Podobieństwa między Polakami i Grekami, które biorą początek z historii. Dla Grecji może nawet bardziej tragicznej, bo tam okupacja turecka trwała około 365 lat, rozbiory Polski trzy razy krócej.
- Długotrwała walka o wolność wyrabia pewne narodowe cechy?
- Taką cechą jest umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach, troska o zachowanie własnej odrębności języka i kultury. Polacy trochę bardziej są otwarci, Grecy mniej. Na przykład w fast foodach wprowadzono tradycyjne greckie dania, bo klienci takie preferują, a na dyskotekach słychać grecką muzykę.
- Wady też mamy podobne?
- A tak. W obu krajach obserwujemy teraz znaczny rozrost biurokracji, jesteśmy bardzo politycznie spolaryzowani, gdzie dwóch Greków lub Polaków, tam powstają trzy partie... I tu, i tam w gospodarce występuje "szara strefa", co też ma swoje odniesienie do historii, kiedy to podatki wpływały do kasy obcego państwa.
- Pierwszy prezydent niepodległej Polski Gabriel Narutowicz został zamordowany przez politycznych przeciwników w 1921 r. Taki sam los w 1831 r. spotkał Joannisa Kapodistriasa, pierwszego prezydenta odrodzonej Grecji. To kolejne podobieństwo narodowych losów...
- ...jak też nasze cykliczne zrywy niepodległościowe, na które przez dziesięciolecia i wieki świat spoglądał obojętnie.
- Powstanie, które wybuchło 25 marca 1821 r. uzyskało wsparcie ze strony innych krajów. Jak do niego doszło?
- Wybuchło na Peloponezie. Na dziedzińcu klasztoru Agia Lawra (koło Kalawrita) metropolita Germanos, arcybiskup Patras, podniósł sztandar i wezwał rodaków do walki o wyzwolenie spod panowania osmańskiego. Przełomem była rzeź Greków na Chios, temat wspaniałego obrazu Delacroix, który można oglądać w Luwrze. Ochotnicy z innych krajów, z Polski także, pospieszyli Grekom na pomoc i razem z nimi stanęli do walki przeciwko Turkom. W Missolungi na pomniku, który stoi na grobie poległych Polaków (wśród nich oficera Mirdzewskiego), wyryto napis w dwóch językach "1826. Za Grecję i Polskę".
- Tragiczny dla Grecji był finał II wojny światowej. Wroga zewnętrznego zastąpił wróg wewnętrzny, swój. Wojna domowa rozproszyła po świecie około 100 tysięcy Greków. Pani rodzice, uchodźcy polityczni, osiedli w Krościenku, na terenie Bieszczad, skąd potem przenieśli się do Bielska. Na długo?
- Na trzydzieści lat. I wrócili do Grecji. Jak większość. Polska była dla nich krajem gościnnym, ale nie własnym. Dla dzieci pragnęli tego samego. Dla mnie osobiście powrotem do Grecji stała się archeologia.
- Jest Pani wybitną znawczynią ceramiki greckiej i cypryjskiej, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ale także wraz z mężem, Polakiem, animatorką działań na rzecz integracji społeczności greckiej zamieszkałej w Małopolsce. Dzisiejsze spotkanie z okazji święta narodowego Grecji, przypadającego 25 marca, z udziałem ambasadora tego kraju Pandelisa Karakabassisa, to Pani inicjatywa?
- Nie moja, a Liny Wudala. Polki, która wyszła za mąż za Greka z Krościenka, mieszkała potem w jego ojczyźnie wiele lat, poznała dobrze język i obyczaje. Zaproponowała powrót do idei mojej i mojego męża powołania fundacji współpracy polsko-greckiej. W Nowohuckim Centrum Kultury 18 lutego odbyło się spotkanie z udziałem przedstawicieli greckiej ambasady. Wtedy postanowiliśmy, aby dzień święta narodowego Grecji nie minął bez echa.
- Dwie ojczyzny. Ciekawe są drogi życiowe dzieci z polsko-greckich związków. Takich, jak Maja Sikorowska, córka Andrzeja i Chariklii Motsiu, która w czwartek, 29 marca zaśpiewa razem z ojcem. Wybierają Polskę albo Grecję, bywa, że po jakimś czasie decyzję zmieniają, bo inaczej w duszy zagra... Czy archeolog, który śledzi historię człowieka na przestrzeni tysiącleci, może to wytłumaczyć?
- Nie. Najważniejsze wybory, których w życiu dokonujemy, nie podporządkowują się żadnym regułom.
Rozmawiała: ELŻBIETA DZIWISZ

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo