Dziennik Polski -  Wiadomości Kraków, Informacje Kraków | Dziennik Polski

Przymusowa miłość do ojczyzny

Przymusowa miłość do ojczyzny

Żadne państwo nie protestowało nigdy oficjalnie przeciwko ludobójstwu w Tybecie. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - ze względu na pieniądze. Zabawki, skarpety, buty i podkoszulki produkowane przez tybetańskie dzieci w obozach pracy są najtańsze na świecie - podobnie jak chiński węgiel, bawełna, silniki diesla, części samochodowe, traktory i mnóstwo innych rzeczy. Trochę więcej trzeba zapłacić za ludzkie organy do przeszczepów, ale klient nie musi czekać. Archipelag laogai

W tybetańskich więzieniach panują nieludzkie warunki: pół litra polewki dziennie, katorżnicza praca, bicie, stanie za karę nago na mrozie

Żadne państwo nie protestowało nigdy oficjalnie przeciwko ludobójstwu w Tybecie. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - ze względu na pieniądze. Zabawki, skarpety, buty i podkoszulki produkowane przez tybetańskie dzieci w obozach pracy są najtańsze na świecie - podobnie jak chiński węgiel, bawełna, silniki diesla, części samochodowe, traktory i mnóstwo innych rzeczy.
Trochę więcej trzeba zapłacić za ludzkie organy do przeszczepów, ale klient nie musi czekać.

Archipelag laogai


Laogai to w dosłownym tłumaczeniu "reformowanie przez pracę". Mianem tym określa się system obozów kontrolowanych przez Komunistyczną Partię Chin. Skazani z więzień i szpitali psychiatrycznych są - po odsiedzeniu wyroku - umieszczani w obozach przymusowej pracy. Z laogai nie wychodzi się nigdy. Porównuje się je często do sowieckiego gułagu czy obozów hitlerowskich. W oficjalnych dokumentach nie istnieją.
Laogai Research Foundation w USA wydała w 1992 r. książkę "Laogai: Chinese Gulag". Dane opracowane m.in. przez Harry'ego Wu, który sam spędził w obozach 19 lat, pochodzą z różnych źródeł: partyjnych druków do użytku wewnętrznego, od nielicznych ocalałych świadków z laogai, od członków fundacji, którym udaje się wjechać do Chin, oraz wielu anonimowych współpracowników w Tybecie i Chinach. Opracowanie jest aktualizowane, nikt nie wie jednak, ilu więźniów pracuje w obozach. Według różnych szacunków w całych Chinach jest ich od 12 do 30 mln.
Większość ośrodków laogai ma dwie nazwy: oficjalną (handlową) oraz wewnętrzną, administracyjną (numer). Wu omawia ten system, podając konkretne informacje, np. Fabryka Maszyn nr 3 w Xinjiangu, której produkcję wykupuje Zachód, to Więzienie nr 1 w Regionie Autonomicznym Xinijang, istniejące od 1958 r.
Wyroki zapadają przed rozpoczęciem procesu. W tybetańskich więzieniach panują nieludzkie warunki: pół litra polewki, a czasem garść ryżu dziennie, katorżnicza praca, bicie, stanie za karę nago na mrozie, zamykanie na całe miesiące w "czarnych celach" - bez światła i ogrzewania. Pierwsza z Dziesięciu Zasad do Ścisłego Przestrzegania brzmi: "Miłość do ojczyzny jest przymusowa".
Według Ośrodka Informacji w Dharamsali (Indie), od czasu chińskiej aneksji zginęło 70 proc. tybetańskich więźniów laogai. Oto fragment zeznań Tybetanki Adhi Thape przed Komisją Praw Człowieka w Bonn ("Tybet: Świadkowie", Polskie Stowarzyszenie Przyjaciół Tybetu): "Wszyscy więźniowie byli tak wyczerpani, że zataczali się przy każdym kroku jak pijani. Myśleliśmy tylko o jednym: jak zdobyć coś do jedzenia. (...) Po pewnym czasie została z nas tylko skóra i kości. Codziennie umierało około 15 więźniów. (...) O resztki pozostałe czasem na dnie kotła wybuchały bójki. Strażnicy wymyślili też zabawę: ciskali na ziemię herbaciane fusy, na które rzucali się wycieńczeni więźniowie. (...) Więźnia imieniem Thubten Dhargje złapano, gdy usiłował ugryźć łydkę trupa leżącego na jednym ze stosów. Więzień bronił się, mówiąc, że nic nie zjadł, gdyż na trupie została tylko skóra. (...) Ze stu kobiet przeżyły cztery. Reszta zmarła z głodu".
Gwałty na kobietach, dokonywane zarówno przez przesłuchujących - często pałkami elektrycznymi, które powodują poparzenie organów wewnętrznych, jak i przez więźniów kryminalnych, są na porządku dziennym. Według wielu relacji, tybetańskie mniszki zmuszane są do publicznego oddawania się innym więźniom.

Aborcje i transplantacje


Kobiety, które zaszły w ciążę bez uzyskania zezwolenia władz chińskich, są poddawane przymusowej aborcji oraz sterylizacji. W raporcie przedstawionym delegacji Kongresu Stanów Zjednoczonych dwóch mnichów buddyjskich ze Wschodniego Tybetu opisało przybycie do ich wsi funkcjonariuszy, którzy przemocą wysterylizowali wszystkie kobiety zdolne do rodzenia dzieci. Dziennie przeprowadzano 30-40 operacji.
W 2004 roku władze chińskie przyznały, że w kraju wykonuje się rocznie ponad 10 tys. egzekucji. Po roku potwierdziły oficjalnie informacje o wykorzystywaniu organów skazańców do przeszczepów. Skazańcy są potrzebni, o czym pośrednio świadczyć może fakt, że przed 1999 r. istniały 22 centra transplantacji wątroby, a w 2006 okazało się, że jest ich 500. Nerki przeszczepiano w 100 ośrodkach - dziś operacje te przeprowadza się w 368 szpitalach.
Krzysztof Łoziński, znawca Chin, autor książki "Piekło środka - Chiny a prawa człowieka", twierdzi, że komuniści uczynili z transplantacji ogromny biznes: "Ludzie skorumpowani we władzach mają w tym duże udziały. Jest taka praktyka, że robi się badania na zgodność tkankową. Ludzie są zatrzymywani w sposób przypadkowy. Nie mają świadomości, w jakim celu są robione te badania. I jeśli jest zapotrzebowanie na jakiś organ, to odpowiedniego człowieka się łapie (mają go już w kartotece), skazuje za cokolwiek albo i nie skazuje, tylko się rozstrzeliwuje i pobiera organy. To jest udokumentowane, m.in. były wiceminister spraw zagranicznych Kanady badał tę sprawę i opracował raport".
Od 1951 r. w ramach akcji "przyłączania do chińskiej ojczyzny" wymordowano 1,2 mln Tybetańczyków - jedną piątą narodu, w tym 110 tys. mnichów i mniszek. Z 9000 klasztorów i instytucji uniwersyteckich, w których mieszkało 114 tys. mnichów, ostało się trzynaście - skansenów. Według danych Biura Informacyjnego emigracyjnego rządu Tybetu, w częściach kraju wcielonych w 1965 r. do graniczących z nimi chińskich prowincji mieszka 7,5 mln Chińczyków, Tybetańczyków zaś 4,1 mln. Na terenach Autonomicznego Regionu Tybetu żyją 2 mln Chińczyków i 1,9 mln Tybetańczyków. Zasiedlenie Tybetu chińskimi osadnikami uczyniło z Tybetańczyków mniejszość. ANNA ZECHENTER

Pekin 2008: Powiedz słowo


W Tybecie znów się leje krew. Chińskie oddziały rządowe strzelają do ludzi. Znów przypomniano nam o brutalnej i wieloletniej kolonizacji Tybetu przez komunistyczne Chiny.
Zapewne w natłoku tysięcy nowych faktów już za kilka dni świat zapomni o tych ludziach i wydarzeniach. Sprawa wolności Tybetu i łamania praw człowieka w Chinach wróci na półkę spraw godnych i przegranych. Nie pozwólmy na to. Zwłaszcza dziś, na kilka miesięcy przez organizowanymi hucznie przez komunistyczne Chiny igrzyskami olimpijskimi.
Idea olimpijska to idea ludzi wolnych, idea pokoju, a nie zniewolenia. Byłoby wielką niesprawiedliwością, gdyby ogrom nieszczęścia ofiar komunistycznego reżimu został zasłonięty olimpijskim sztandarem. Dlatego namawiamy ludzi mediów, narodowe komitety olimpijskie, samych sportowców, by nie zapominali o grzechach ich organizatorów. By także tam, w Chinach, biorąc udział w igrzyskach i relacjonując je, głośno o tym mówili.
Prosimy sportowców, by podczas każdej konferencji prasowej, każdego wywiadu przed i w trakcie igrzysk wypowiedzieli choć jedno zdanie na temat łamania praw człowieka w Chinach. Apelujemy do dziennikarzy, internautów, kibiców: naciskajcie na swoich ulubieńców, na sportowców, by mówili o tym. Jedno zdanie, jedno słowo o tym, że w Chinach łamane są prawa człowieka. Na każdej konferencji prasowej.
Publikujcie ten tekst na swoich blogach, w swoich gazetach, stacjach radiowych i telewizyjnych. Albo podpiszcie się pod naszym apelem na tym blogu. Namawiajcie do tego swoich przyjaciół.
Blogerzy Salon24.pl:
Sławomir Sierakowski "Krytyka Polityczna"
Edwin Bendyk "Polityka"
Ernest Skalski, Paweł Wroński "Gazeta Wyborcza"
Wojciech Sadurski, Igor Janke "Rzeczpospolita"
Bogdan Chrabota Polsat
Jan Wróbel "Dziennik"
Jan Pospieszalski TVP
Tomasz Sakiewicz "Gazeta Polska"
Michał Orzechowski World Solidarity
(http://janpospieszalski.salon24.pl/66192, index.html)

Demonstracje i deklaracje


W prowincji Gansu na północnym zachodzie Chin wczoraj znów doszło do starć chińskiej policji z Tybetańczykami. Według tybetańskich władz emigracyjnych zginęło w nich co najmniej 19 osób. W Chinach i wielu innych krajach demonstrowano na znak solidarności z Tybetańczykami.
Premier Polski Donald Tusk nie wykluczył, że przedstawiciele polskiego rządu nie wezmą udziału w inauguracji letnich igrzysk olimpijskich w Pekinie. - Jeśli sytuacja się nie zmieni, będziemy chcieli jako Polacy wyraźnie zaznaczyć swój krytyczny stosunek wobec tego, co w Tybecie się dzieje - powiedział premier.
Tymczasem duchowy i świecki przywódca Tybetańczyków Dalajlama XIV zapowiedział wczoraj, że ustąpi z funkcji szefa rządu na uchodźstwie, jeżeli przemoc w Tybecie wymknie się spod kontroli. Jak wynika z doniesień tybetańskich władz emigracyjnych, do tej pory w starciach w Tybecie śmierć poniosło co najmniej 99 osób. Chińskie władze utrzymują, że zginęło 16 osób. Premier Chin Wen Jiabao oświadczył wczoraj, że zeszłotygodniowe niepokoje w Tybecie wywołała "klika dalajlamy".
Około 300 osób demonstrowało w Lozannie w Szwajcarii, żądając interwencji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) w związku z wydarzeniami w Tybecie. MKOl, który ma siedzibę właśnie w Lozannie, zakomunikował, że jest zaniepokojony ostatnimi wydarzeniami w Tybecie. Przewodniczący MKOl Jacques Rogge powiedział, że "otuchy dodało (MKOl-owi) stanowisko UE i najważniejszych rządów na świecie, które niemal jednogłośnie oświadczyły, że bojkot (igrzysk) nie będzie rozwiązaniem". (PAP)
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama