Jak to jest być kobietą w Royal Navy? [REPORTAŻ]

Jak to jest być kobietą w Royal Navy? [REPORTAŻ]

Tomasz Dereszyński AIP, Twitter: @TomDeresz

Polska

Aktualizacja:

Polska

Jak to jest być kobietą w Royal Navy? [REPORTAŻ]

©Tomasz Dereszyński

Kay Burbridge postanowiła, że poświęci się pracy dla brytyjskiej królewskiej marynarki wojennej. W służbie Jej Królewskiej Mości jest od 1988 r. - Niedawno awansowałam, ale czasami jeszcze się mylę i często podaję swój poprzedni stopień - przyznaje komandor Burbridge w rozmowie z dziennikarzem Agencji Informacyjnej Polska Press. Rozmawialiśmy w przytulnym pokoju w bazie Royal Navy w Culdrose. Widać, że śmigłowce wielozadaniowe będące na wyposażeniu tej jednostki, nie mają przed nią tajemnic.
Jak to jest być kobietą w Royal Navy? [REPORTAŻ]

©Tomasz Dereszyński

Komandor Kay Burbridge jest dowódcą 829 Morskiej Eskadry Królewskiej stacjonującej w bazie Culdrose w Kornwalii na zachodzie Anglii. Praca w marynarce wojennej nie jest lekka, ale Kay całkowicie poświęciła się służbie Jej Królewskiej Mości. - Moje zajęcie to służba prawie 24 godziny na dobę. Nie mamy za dużo czasu wolnego - przekonuje. I dodaje, że bardzo często jest poza domem.



Większość czasu spędza na pracy ze swoimi podwładnymi, trenując, szkoląc, dokształcając się, bo jak mówi, trzeba to robić nieustannie. Przecież obecnie służące śmigłowce są bardzo skomplikowanymi konstrukcjami. Kay nie ma za bardzo czasu na hobby. - Ponieważ mam mało wolnego czasu, to od 17 lat zajmuję się domem, a konkretnie tynkowaniem, malowaniem i pracami budowlanymi - przyznaje nie bez żalu. I nie widać końca tych prac...

Czy Kay była w Polsce? - Nie, ale chciałabym kiedyś tam pojechać - dodaje. Gdzie bywa poza Anglią? Najczęściej na misjach wojskowych na Bliskim Wschodzie. Co tam robi? Jej eskadra śmigłowców AW101, w Wielkiej Brytanii nazwanych Merlinami, bierze udział w wielu misjach: ratunkowych, bojowych, ochraniających i humanitarnych. Komandor Burbridge lubi jeździć do Francji, gdzie ma swoje ulubione miejsca, oczywiście odwiedza ten kraj latem wyłącznie w celach turystycznych.

Za największe wyzwanie w pracy uważa dobre zabezpieczenie misji brytyjskiej marynarki wojennej, a podczas akcji na Bliskim Wschodzie, także wojsk sojuszniczych. Współpraca i kompatybilność z partnerami z NATO to istotne elementy na które zwraca uwagę Kay.

Jej 829 eskadra m.in. zabezpiecza brytyjskie granice morskie, współdziałając z fregatami. Merliny tej eskadry mogą także wspierać misje związane z różnego rodzaju katastrofami, przewozić pasażerów na okręty, dostarczać ładunki w różne nawet odległe miejsca, brać udział w poszukiwaniach i uczestniczyć w misjach ratunkowych. Kay mówi, że ich Merliny są bardzo wszechstronnymi śmigłowcami, dlatego szkolenie pilotów czy obsługi naziemnej wymaga dużej wiedzy z wielu dziedzin. - Wciąż pracujemy z podwładnymi nad doskonaleniem warsztatu, bo bardzo istotne jest zachowanie pełnej gotowości do działania - zapewnia. Komandor Burbridge podkreśla, że bardzo ważne dla niej jest, by współpracownicy mogli się rozwijać i doskonalić nieustannie, co uważa za jeden ze swoich najważniejszych obowiązków. - To nam zabiera większość czasu - podsumowuje.

Culdrose jest jedną z największych baz śmigłowcowych w Europie, a Brytyjczycy uważają nawet, że największą. Większość śmigłowców stacjonujących w bazie przebywa na misjach. Stale na miejscu znajduje się nie więcej niż dziesięć Merlinów. Brytyjski Merlin jest produkowany przez włosko-brytyjską firmę Leonardo Helicopters (firma jest też właścicielem PZL-Świdnik). Jedna z fabryk śmigłowców tej firmy znajduje się o godzinę lotem śmigłowcem od Culdrose, a mianowicie w Yeovil. Tam też odbywa się modernizacja oraz naprawa Merlinów. Obecnie brytyjskie Merliny przechodzą modernizację. Niedługo na wyposażeniu znajdą się pierwsze śmigłowce Mk4 (mark four), to modele z najnowszą elektroniką. Firma Leonardo zapewnia, że AW101 to maszyna zbudowana i zaprojektowana tak, by sprostać wielu wyzwaniom teraźniejszości i w przyszłości. Brytyjczycy zapewniają, że to najlepsze maszyny w swojej klasie. Muszą tak mówić, bo związali się kontraktem na wiele lat.

Przypomnę, że trwa postępowanie przetargowe na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii. MON chce kupić śmigłowce: część do prowadzenia akcji poszukiwawczo-ratowniczych w warunkach bojowych, a część maszyn w wersji morskiej do wykrywania i zwalczania okrętów podwodnych z możliwością prowadzenia akcji ratowniczych. Mówi się o ośmiu maszynach dla Marynarki Wojennej i ośmiu dla Wojsk Specjalnych. Wersja zakupu skokowo po cztery sztuki też jest brana pod uwagę. Jak jest naprawdę, nie do końca wiadomo. Wiadomo, tajemnica wojskowa.

Do oferty przystąpiły trzy firmy: Leonardo Helicopters (wraz z PZL Świdnik) oferujący śmigłowiec AW101, Airbus Helicopters ze śmigłowcem H225 Caracal i Sikorsky Aircraft (wraz z PZL Mielec) ze śmigłowcem S-70i Black Hawk. Nie wiadomo, kiedy nastąpi rozstrzygnięcie.

Niektórzy eksperci wojskowi biją na alarm, że należy natychmiast wymienić wiele wysłużonych śmigłowców. W najgorszym stanie jest sprzęt należący do Marynarki Wojennej. - Współczesne pole walki bez śmigłowców praktycznie nie istnieje. Nauczyliśmy się tego podczas ostatnich konfliktów i misji, które przeprowadziliśmy - tłumaczył w rozmowie z TVN24 były dyrektor Departamentu Prasowo-Informacyjnego MON kmdr Janusz Walczak. Ta wypowiedź kłóci się ze słowami wiceszefa MON Bartosza Kownackiego, który jeszcze niedawno mówił, że z punktu widzenia operacyjnego śmigłowce mają dla polskich sił zbrojnych "dziesięciorzędne znaczenie". - Są wiele ważniejsze kwestie - dodawał wiceminister Kownacki.

Wiadomo, że trwa rozpatrywanie dokumentacji przetargowej od trzech oferentów. Kiedy możemy spodziewać się rozstrzygnięć? - Dokumentacja jest bardzo obszerna - przypominał Kownacki. Zasugerował tymi słowami, że rozpatrywanie ofert może potrwać bardzo długo.

Poza tym resort obrony przyznał niedawno, że poza oficjalnym przetargiem na zakup helikopterów dla wojsk specjalnych i marynarki wojennej, nie toczą się żadne negocjacje w sprawie dostarczenia armii śmigłowców w trybie pilnym.

W tym kontekście wciąż wybrzmiewa sprawa zerwania przez polski MON negocjacji ws. Caracali. Wiceminister Michał Dworczyk tłumaczył w maju, że powodem zaprzestania negocjacji z Francuzami była niedostateczna oferta offsetowa. Dodał, że cena była "niesatysfakcjonująca w porównaniu z cenami francuskich maszyn, które były sprzedawane do innych krajów". Szef resortu obrony Antoni Macierewicz zapewniał na wiosnę, że Polska kupi śmigłowce taniej i lepiej spełniające wymagania, ale zaznaczył, że są ważniejsze potrzeby zakupowe, choćby te wynikające z zagrożenia rakietowego ze strony rosyjskiej czy ataków hybrydowych.

Podpisane przy okazji lipcowej wizyty w Warszawie prezydenta USA Donalda Trumpa memorandum informujące o tym, że rząd USA wyraża zgodę na sprzedanie Polsce baterii rakiet Patriot w najnowocześniejszej konfiguracji (jakiej używają wojska USA), potwierdza słowa Macierewicza o reorientacji w kwestii priorytetów zakupowych dla polskiej armii.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo