Zacumować na dobre w przystani „Czerwonego żółwia”

Zacumować na dobre w przystani „Czerwonego żółwia”

Urszula Wolak

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Czego pragnie bohater skazany na życie na bezludnej wyspie?
1/2

Przejdź do
galerii zdjęć

©fot. archiwum

Nominowany w tym roku do Oscara film animowany „Czerwony żółw” Michaela Dudok de Wita - otwierający widzów nie tylko na poznanie świata, ale i człowieka - wychodzi naprzeciw oczekiwaniom dorosłych poszukujących mądrej rozrywki dla swoich pociech.
Dzieło opowiadające historię rozbitka, który z niewyjaśnionych przyczyn ląduje na grzbiecie bezludnej wyspy, nie tylko spełnia ten cel, ale też jest gwarantem wyjątkowego, audiowizualnego przeżycia. Pozbawiony dialogów „Czerwony żółw” oddziałuje bowiem na widzów innymi, zmysłowymi kanałami. Ta początkowo realistyczna opowieść przeradza się w świat z pogranicza realizmu magicznego stworzony piórem choćby Gabriela Garcii Marqueza, czy w surrealistyczną wizję malowaną pędzlem Salvadora Dali.
Dlatego na fali fabularnych uniesień i zaskoczeń, doświadczymy smaku kina, jakiego nie znamy. Faktury skał, ziarenka piasku i toń oceanu staną się niemal dotykalne. Tak jak doświadczalny stanie się raz ciepły, innym razem złowieszczo chłodny, podmuch wiatru buszującego nad oceanem.

Źródłem inspiracji dla Dudok de Wita była książka „Kwaidan” autorstwa Lafcadio Hearna. To zbiór tradycyjnych japońskich opowieści poruszających temat transformacji ludzi i zwierząt. Zdaniem filmowca zawarte w niej opowiadania, baśnie i bajki dobrze przybliżają japońską wyobraźnię, a także emocjonalny związek Japończyków z naturą, który w „Czerwonym żółwiu” jest również przedmiotem jego artystycznych fascynacji. De Wit nie ukrywa też, że od dziecka interesował go archetypiczny motyw rozbitka na bezludnej, tropikalnej wyspie, spopularyzowany przez „Robinsona Crusoe”.

- Książka Daniela Defoe jest, oczywiście, produktem swoich czasów. Ukazuje człowieka, który dominuje nad przyrodą i prymitywnymi ludami. Stara się ich nauczyć kultury i religii. Jako nastolatek zaczytywałem się w tym, dziś to bardzo obce mi spojrzenie i całkowicie odmienne od przekazu „Czerwonego żółwia” - powiedział Michael Dudok de Wit w rozmowie z Dagmarą Romanowską.

Reżyser umiejscawiając akcję na bezludnej wyspie, z dala od cywilizacji, prowokuje do rozważań, jakie relacje łączą dziś człowieka z naturą? Czy w konfrontacji z bezmiarem jej siły, w poczuciu dojmującej pustki, wyobcowania i samotności jesteśmy w stanie odnaleźć z przyrodą wspólny język?

De Wit szuka porozumienia łączącego dwa światy pozbawiając swój film jakichkolwiek dialogów. Zabieg ten ma swoje fundamentalne uzasadnienie nie tylko w fabule dzieła, o czym przekonujemy się jednak dopiero w przewrotnym i zaskakującym finale, ale także spełnia on swoistą funkcję kontemplacyjną, stwarzającą przestrzeń do refleksji nad kwestiami absolutnymi dla istnienia człowieka.

„Czerwony żółw” jest jednak nie tylko wyjątkowym - pod względem formalnym - filmem animowanym, który wywołuje pogłębioną intelektualnie refleksję nad X Muzą. To również ponadczasowa baśń o pokorze, miłości i przemijaniu z dala od świata, który pędzi dziś do przodu i wcale nie chce się zatrzymać. Film de Wita jest w konfrontacji z nim spokojną przystanią (choć i do niej docierają nieraz burze), w której chciałoby się zacumować na dobre.

„Czerwony żółw”, 2016
Reżyseria: Michael Dudok de Wit
Produkcja: Dania, Francja, Japonia


WIDEO: Co Ty wiesz o Krakowie? - odcinek 4

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, NaszeMiasto



Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama