Dziennik Polski - Wiadomości Kraków, Informacje Kraków | Dziennik Polski

Nie tak całkiem inny świat

Nie tak całkiem inny świat

1/2
Manuela Gretkowska „Kosmitka”, Świat Książki 2016,
Jak się zostaje klasykiem literatury? Po opublikowaniu dzieł wybranych, albo jeszcze lepiej - zebranych. Gdy ktoś zdecyduje się napisać naszą biografię. A wreszcie po znalezieniu wydawcy na autorskie wspomnienia lub wręcz dziennik. I ten ostatni przypadek stał się udziałem Manueli Gretkowskiej.
Faktem jest, że autorka „Kabaretu metafizycznego” i „Tarota paryskiego” zawsze chętnie odwoływała się w swej prozie do własnych doświadczeń, jednak od pewnego czasu publikuje wprost, nie ukrywając tego, swe dzienniki. Takie, jak wydana właśnie „Kosmitka”.

Faktem jest, że licząc na sukces dzienników trzeba wcześniej czegoś dokonać. W przypadku Manueli Gretkowskiej to paręnaście książek, kilka scenariuszy filmowych (m.in.
słynna „Szamanka” Żuławskiego), aura obyczajowej skandalistki (m.in. opowieść o kobiecie posiadającej zwielokrotnione pewne damskie utensylia), błyskotliwa (dzięki wsparciu niektórych mediów), choć kompletnie nieudana kariera polityczna (jakaś Partia Kobiet czy coś w tym stylu). Oczywiście nie można nie wspomnieć o ostrych poglądach, także politycznych, ujawnianych w wywiadach, jak choćby w niedawnej rozmowie z portalem wirtualnapolska.pl („Upadek demokracji w Polsce jest efektem traktowania kobiet”, „Wszystkie płacimy z podatków za lekcje religii, za dotacje na Kościół, na to, żeby nas ogłupiano i upokarzano”). Inaczej przecież na bogatym rynku wydawniczym pies z kulawą nogą by po takie (anonimowe) dzienniki nie sięgnął.

Trudno więc się dziwić, że i ja otworzyłem „Kosmitkę” ze sporym zainteresowaniem. Licząc, że zajrzę w głąb znanego mi tylko z mediów i literatury, całkowicie obcego dla mnie świata - apoteozy feminizmu, aborcji i LGBT, skandali erotycznych, KOD-u. Świata, w którego istnienie, w możliwość wyznawania w nim całkowicie na serio takich właśnie poglądów chwilami nie chce mi się wierzyć. Zwłaszcza w wydaniu pięknej (przepraszam za poufałość, ale takie są fakty), inteligentnej, utalentowanej, oczytanej kobiety sukcesu. No cóż, jako wielbiciel literatury science fiction istnienia kosmitów całkowicie jednak zanegować nie mogę. Ale jakże srodze się na „Kosmitce” zawiodłem…

Faktem jest, że Manuela Gretkowska opisując swoje życie pozostaje w zgodzie z dominującymi w pewnych środowiskach opiniami i przemyśleniami. Jeżeli religia - to buddyzm. Jeżeli jednak chrześcijaństwo - to Franciszka, a nie Jana Pawła II czy, o zgrozo, Benedykta XVI. Jeśli polityka - to feminizm i walka z „prześladowaniem kobiet”. Do tego trochę przekraczających granice intymności wyznań. Stereotyp na stereotypie, banał na banale. Stuprocentowy intelektualny konformizm. Nie, jednak nie stuprocentowy…

Bo w tym tomie dziennika Gretkowskiej dominuje jednak autentyczność. Jak chociażby we wspomnieniach o rodzicach i ich chorobach, opisach domowych czynności, macierzyńskich trosk. Znów stereotyp na stereotypie, banał na banale. Ale jakże one piękne, przekonywujące, by nie rzec wręcz: wzruszające. I niemal całkowicie unieważniające inne „czyny i rozmowy”.

Może więc taka Gretkowska, jaka funkcjonuje w przestrzeni publicznej w ogóle nie istnieje? Może zarysowany na wstępie publiczny wizerunek autorki to jej świadoma kreacja (jakże skuteczna…), zabieg marketingowy na rzecz pozyskania szukającej sensacji gawiedzi? A może po prostu pierwsza „siątka”, efekt tak chętnie przywoływanego w „Kosmitce” przekroczenia magicznej(?) granicy pięćdziesiątki? Trudno po tej lekturze (zwłaszcza pielęgnując własne „siątki”) nie nabrać do pani Manueli sympatii…
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się