Smoki, polityka i przemoc - wróciła „Gra o tron”

Smoki, polityka i przemoc - wróciła „Gra o tron”

Aleksandra Gersz

Polska

Aktualizacja:

Polska

„Gra o tron” budzi wielkie emocje, a każdy odcinek to wielkie wydarzenie. Producenci serii zdecydowali się nakręcić jego szósty sezon - i na nim pewnie

„Gra o tron” budzi wielkie emocje, a każdy odcinek to wielkie wydarzenie. Producenci serii zdecydowali się nakręcić jego szósty sezon - i na nim pewnie nie skończą ©materiały prasowe

Miliony widzów, miliony memów, miliony gadżetów - serial „Gra o tron” to już kulturowy fenomen. Fani mają teraz ucztę, na ekranach można oglądać siódmy sezon produkcji fantasy.
„Gra o tron” budzi wielkie emocje, a każdy odcinek to wielkie wydarzenie. Producenci serii zdecydowali się nakręcić jego szósty sezon - i na nim pewnie

„Gra o tron” budzi wielkie emocje, a każdy odcinek to wielkie wydarzenie. Producenci serii zdecydowali się nakręcić jego szósty sezon - i na nim pewnie nie skończą ©materiały prasowe

Serialu „Gra o tron” raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Kto w ciągu ostatnich lat chociaż raz nie słyszał tego tytułu nawet przelotnie, musiał chyba wieść życie pustelnika w środku lasu, bez dostępu do Internetu, telewizji czy gazet. Serial, który zadebiutował w stacji HBO w 2011 r., jest bowiem już fenomenem, nie tylko telewizyjnym, ale też kulturowym. Szokuje, ekscytuje, pobudza wyobraźnię, prowokuje dyskusję, budzi ogromne emocje. Oprócz tego jest społeczno-politycznym komentarzem, który jest dosadny oraz uniwersalny, niezależnie od realiów.

„Gra o tron” obsypywana jest nagrodami, zarabia miliony dolarów, grający w serialu aktorzy z debiutantów czy mało znanych artystów stali się gwiazdami, a każdy sezon to olbrzymie globalne wydarzenie. Obecnie fani produkcji mogą odetchnąć z ulgą - czas oczekiwania się skończył, można już oglądać siódmą serię. Ale o co tak w ogóle w tym wszystkim chodzi?

Czytaj także: „Gra o tron” w Polsce, czyli co by było, gdyby J.R.R. Martin sprzedał prawa do ekranizacji Polakom

Król George
Wszystko zaczęło się od powieści, sagi „Pieśń lodu i ognia”. Jej ojcem jest Amerykanin George R.R. Martin, którego tygodnik „TIME” nazwał w 2005 r. „amerykańskim Tolkienem” (nieżyjący już Brytyjczyk J.R.R. Tolkien, którego uważa się za popularyzatora literatury fantasy, to autor m.in. „Władcy Pierścieni” i „Hobbita”). Ta sama gazeta sześć lat później umieściła pisarza na liście 100 najbardziej wpływowych osób na świecie, a satyryk John Hodgman stwierdził w uzasadnieniu, że „jeśli nie przeczytałeś tych książek, powinieneś się wstydzić”. Martin był też wielokrotnie za swoją twórczość nagradzany, otrzymał m.in. nagrody Nebula i Hugo, czyli prestiżowe wyróżnienia w dziedzinie literatury fantastycznej i science fiction.

68-letni dziś Martin wydał pierwszą część „Pieśni lodu i ognia”, „Grę o tron”, w 1996 r. (w Polsce ukazała się dwa lata później). Po niej pojawiły się kolejne: „Starcie królów” (1999 r.), „Nawałnica mieczy” (2000 r.), „Uczta dla wron” (2006 r.) i „Taniec ze smokami” (2011 r.), a w przygotowaniu są dwie kolejne: „The Winds of Winter” i ostatnia w serii „A Dream of Spring”. Początkowo Amerykanin planował napisać tylko trzy tomy, jednak w końcu - ku uciesze czytelników i krytyków - postanowił rozszerzyć całą sagę do siedmiu części. Począwszy od „Uczty wron”, powieści podbijały amerykańskie i międzynarodowe listy bestsellerów, do 2015 r. na świecie sprzedano ponad 60 mln ich egzemplarzy i przetłumaczono na blisko 50 języków. Tak olbrzymi sukces zaskoczył Martina - akademickiego nauczyciela dziennikarstwa i angielskiego, który postanowił całkowicie poświęcić się pisaniu dopiero pod koniec lat 70-tych.

George R.R. Martin ma na swoim koncie powieści, opowiadania i scenariusze, jednak to właśnie dzięki bestsellerowej „Pieśni lodu i ognia” znalazł się w panteonie pisarzy fantasy. Saga, inspirowana m.in. Wojną Dwóch Róż, czyli wojną domową w Anglii w XV w., oraz XIX-wieczną powieścią historyczną Waltera Scotta „Ivanhoe”, reprezentuje tzw. high fantasy, czyli odmianę literatury fantastycznej, w której akcja dzieje się w fikcyjnym świecie, a zwykli ludzie muszą stawić czoła niebezpiecznym misjom i heroicznym wyzwaniom.

Akcja powieści Martina dzieje się na fikcyjnym kontynentach Westeros i Essos, a głównym jej trzonem jest bezwzględna i brutalna walka wpływowych rodów o władzę w Westeros, a także zagrożenie ze strony Innych, czyli Białych Wędrowców - nieumarłych, nadprzyrodzonych istot, które po tysiącach lat pojawiają się ponownie i zagrażają mieszkańcom wszystkich krain. Martin przedstawia w „Pieśni lodu i ognia” punkty widzenia wielu postaci (od dziewięciu w pierwszym tomie do aż 31 w piątym), a oprócz tego - co w dużej mierze zdecydowało o sukcesie sagi - tworzy świat moralnie ambiwalentny, w którym żeby przetrwać, trzeba nieustannie walczyć. Polityka przeplata się z seksem, religia z przemocą, lód z ogniem, a żaden bohater nie jest bezpieczny.

Sam George R.R. Martin stał się postacią ubóstwianą w kręgu miłośników literatury fantastycznej. Jest uważany zarówno za geniusza i boga, jak i demona. Podczas gdy pisarz wzbudza miłość swoich fanów, m.in. tym, że regularnie pojawia się na konwentach science fiction i komiksów, jest otwarty, ma z nimi świetny kontakt, a swoimi przemyśleniami regularnie dzieli się na blogu „Not a Blog” (To nie jest blog), to potrafi również budzić zupełnie odmienne uczucia. Mowa bowiem o człowieku, który nie boi się uśmiercić najbardziej popularnych bohaterów swoich książek i wymyśla fabularne rozwiązania, które przyprawiają fanów o palpitacje serca czy sprawiają, że rwą sobie oni włosy z głowy.

Czytaj także: Płacze i krzyki przed telewizorem? To tylko „Gra o Tron”

Jednak największy zarzut pod adresem Martina dotyczy długich odstępstw czasowych między książkami. Gromy posypały się, kiedy wygłodzeni literacko fani z całego świata musieli czekać aż sześć lat na „Ucztę dla wron” oraz pięć na „Taniec ze smokami”. Obecnie George R.R.Martin również jest w niesławie. Mija bowiem już szósty rok od piątej części, a kolejna wciąż nie jest gotowa. W 2015 r. amerykańskie media informowały, że pisarz najprawdopodobniej wyda „Winds of winter” przed premierą szóstej części serialu „Gra o tron”, który wyprzedzi już sagę fabularnie. W styczniu następnego roku Martin przyznał jednak, że mu się to nie udało i zwyczajnie nie zdążył na czas, mimo że jego wydawca wyznaczył mu deadline na koniec 2015 r. - Wciąż mam dużo do napisania. Jeśli pisanie będzie iść dobrze, zajmie mi to jeszcze miesiące - wyznał pisarz zawiedzionym fanom. Z kolei w lutym wyznał, że zarzucił większość innych zobowiązań i nie podejmie ich, dopóki nie ukończy szóstego tomu. Wciąż nie wiadomo co się w nim pojawi i czy fabuła będzie zbiegać się z serialem (jego scenariusz mocno odstaje już od powieści).

Miłośnicy Martina wciąż czekają, być może podirytowani, ale wierni i pełni nadzieje. Niektórzy z nich mówią, że autor cierpi na blokadę pisarską, inni, że ... zwyczajnie mu się nie chce, zwłaszcza, że z powodu popularności powieści i serialu nie musi się martwić o swój byt. Narzekania fanów na wyjątkowe wolne tempo pisania Martina skwitował słynnym zdaniem inny popularny pisarz, Neil Gaiman. „George R.R. Martin nie jest twoją dziwką” - napisał do jednego z malkontentów na swoim blogu w 2009 r.

Telewizyjna rewolucja
Z powodu popularności „Pieśni lodu i ognia” kwestią czasu była ekranizacja sagi. Nakręcenie filmu na podstawie tak obszernego materiału (każdy tom liczy kilkaset stron) byłoby ciężkim zadaniem, zdecydowano się więc na serial. Prawa do sagi kupiła w 2007 r. płatna amerykańska stacja telewizyjna HBO (dostępna również w Polsce). Serialowi nazwanym, tak jak pierwsza książka - „Gra o tron”, swoje błogosławieństwo dał sam Martin. Autor aktywnie zaangażował się w jego realizację, m.in. wybrał zespół producentów i współtworzył scenariusz (jest autorem scenariusza do czterech odcinków), a w czołówce widnieje jako współproducent produkcji.

Pierwszy, dziesięcioodcinkowy sezon miał swoją premierę 17 kwietnia 2011 r. Ryzyko HBO - a ostra, mroczna i nieunikająca długich dialogów „Gra o tron” niewątpliwie była ryzykiem - się opłaciło. Zarówno artystycznie, jak i finansowo. Pierwszy sezon otrzymał 13 nominacji do prestiżowych amerykańskich nagród Emmy przyznawanym produkcjom telewizyjnym (na statuetki zamienił dwie z nich). Sześć wyemitowanych już do dziś sezonów „Gry o tron” łącznie zdobyło tych statuetek 38, co jest rekordem w historii tych nagród (wcześniej dzierżyła go produkcja „Frasier” z 37 nagrodami). W 2013 r. organizacja zrzeszająca scenarzystów, Writers Guild of America, uznała „Grę o tron” za 40. najlepiej napisany serial w historii, w dwa lata później magazyn „The Hollywood Reporter” umieścił produkcję na czwartym miejscu na swojej liście „najlepszych seriali telewizyjnych w historii”. Takim samym mianem określiły „Grę o tron” też tak tytuły, jak „Empire” czy „Rolling Stone”. Serial cieszy się również wysoką oglądalnością, która rosła z sezonu na sezon. Pierwszy odcinek pierwszego sezonu obejrzało 2,22 mln ludzi Amerykanów, a pierwszy odcinek sezonu siódmego, który miał swoją premierę w ostatnią niedzielę - rekordowe 10,11 mln ludzi.

Przez lata HBO, które wyprodukowało m.in. „Rodzinę Soprano”, „Seks w wielkim mieście”, „Prawo ulicy”, „Czystą krew” czy „Sześć stóp pod ziemią” pokazało widzom, że nie boi się wulgaryzmów, przemocy, seksu czy nagości. W skali szoku „Gra o tron” bije jednak te seriale na głowę (seksualne orgie, wyjątkowo drastyczne sceny śmierci, brutalna przemoc, w tym na tle seksualnym), co zaowocowało zarówno entuzjazmem, jak i licznymi głosami krytyki czy oburzenia. Ostre sceny stały się bowiem praktycznie stałym momentem serialu. Wielu widzów i krytyków zarzuca twórcom, Davidowi Benioffowi i D.B. Weissowi, epatowanie wulgarnością, uprzedmiotowienie kobiet czy dehumanizację aktu seksualnego. Jeden z aktorów, Stephen Dillane, który grał Stannisa Baratheona, przyrównał nawet serial do „niemieckiej pornografii z lat 70.”. Szczególne oburzenie wywołały dwie sceny gwałtu: w czwartym sezonie dopuścił się go Jaimie Lannister na swojej siostrze i kochance Cersei, a w piątym zgwałcona przez swojego sadystycznego męża Ramsaya Boltona zostaje Sansa Stark.
1 »

Czytaj także

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Teorie Fanów

    gMR12 (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

    Z zapartym tchem czekam na premierę 2 odcinka. To już dziś w nocy :) Pojawiła się ukryta informacja zaszyta w czołówce Gry o Tron. Ciekawe czy ta teoria się sprawdzi....rozwiń całość

    Z zapartym tchem czekam na premierę 2 odcinka. To już dziś w nocy :) Pojawiła się ukryta informacja zaszyta w czołówce Gry o Tron. Ciekawe czy ta teoria się sprawdzi.

    https://kataloggsm.pl/ukryta-informacja-w-czolowce-gry-o-tron/zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama