Stoczył zaciekłą walkę ze śmiercią. Wygrał. W tym roku...

Stoczył zaciekłą walkę ze śmiercią. Wygrał. W tym roku skończył 5 lat

Zdjęcie autora materiału
Krystyna Trzupek

Aktualizacja:

Gazeta Krakowska

Obecnie Karolek (z lewej) razem ze swoim bratem Szymonkiem  są na wakacjach u babci Haliny w Starej Wsi. Chłopcy uwielbiają pomagać jej i cały dzień,
1/3
przejdź do galerii

Obecnie Karolek (z lewej) razem ze swoim bratem Szymonkiem są na wakacjach u babci Haliny w Starej Wsi. Chłopcy uwielbiają pomagać jej i cały dzień, gdy jest ciepło, spędzają na podwórku ©Krystyna Trzupek

Karol Talaska urodził się z wrodzoną wadą serca. Przeszedł dwie skomplikowane operacje. Z pomocą ludzi udało się uzbierać aż 270 tys. zł. Dziś ma 5 lat. - To cud, że żyje - mówią rodzice
Szpital w Limanowej. 2 kwietnia 2012 r. Na świat przychodzi drugi synek Moniki i Janusza, Karolek. Chłopczyk rodzi się w 42. tygodniu ciąży, 17 dni po terminie, siny, słaby, nie chce jeść. Na drugi dzień lekarze zabierają go na badania.

- U państwa synka wykryto wrodzoną wadę serca, musi być natychmiast przewieziony do szpitala w Prokocimiu - wieczorem rodzice chłopca słyszą przerażającą diagnozę.
Monika proszona jest do sali, by jeszcze nakarmiła synka. Karolek ma podpięty tlen, jest już tak słaby, że nie może nawet ssać piersi. Podczas czekania na karetkę ze specjalnym inkubatorem rodzice wzywają księdza, który udziela chłopczykowi sakramentu.

- Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha św. Nadaję ci imię Karol... - szepce ksiądz. - To nie tak miało być, to miał być radosny dzień - rodzice nie są w stanie powstrzymać łez.

Zostają sam na sam z bólem, rozpaczą, załamaniem i jedną wielką niewiadomą. - Boże, co będzie z naszym dzieckiem? - pytają.

Proszę się modlić o niego

Godz. 22 karetka zabiera Karolka do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu.

- Trzymaj się Karolku - rodzice tulą synka. Chłopczyk na chwilę otwiera oczka, uśmiecha się…

Następnego dnia jest już wiadomo, że wada serduszka jest złożona i bardzo ciężka. Oznacza to szereg badań i mnóstwo niewiadomych. Karolek leży kilka tygodni w krakowskim szpitalu. Lekarze w kółko powtarzają jedno zdanie: Proszę się modlić. Monika i Janusz codziennie pokonują 100 km, by być przy synku. Nie mogą go wziąć na ręce, czasem nawet nie wolno im go dotknąć. Zobaczyć go mogą tylko od 13.00 do 16, na salę wpuszczani są pojedynczo. W końcu po miesiącu badań lekarz przedstawia im szczegółową diagnozę: Złożona wrodzona wada serca o typie pojedynczej komory, dekstrokardia (serce po prawej stronie), atrezja zastawki trójdzielnej, hipoplazja prawej komory (szczątkowa a właściwie brak prawej komory), przełożenie wielkich pni tętniczych, ubytki międzykomorowe (dziury między połówkami serca), ubytek międzyprzedsionkowy, zwężenie podzastawkowe i zastawkowe tętnicy płucnej...

Diagnoza dla rodziców brzmi jak wyrok, połowy rzeczy nie rozumieją, ale nie poddają się. Poruszają niebo i ziemię, w poszukiwaniu odrobiny nadziei, w Polsce jej nie znajdują. Taką szansę daje światowej sławy kardiochirurg, profesor Edward Malec, który konsultuje Karolka. Jest nią bardzo kosztowna operacja w Niemczech.

- Proszę przemyśleć tę decyzję sto razy - zaznacza profesor. Monika i Janusz pełni obaw i niepokoju podejmują życiową decyzję. - Jedziemy do Niemiec ratować życie naszego dziecka - oznajmiają. Koszt operacji ponad 27 tys. euro, a więc około 120 tys. złotych, czas do zebrania - niecałe 3 miesiące.

Szturm do nieba

Rodzice nie mają pieniędzy, a banki nie dają możliwości zaciągnięcia kredytu nawet pod zastaw domu i samochodu. Zgłaszają się więc do fundacji i zaczynają organizować zbiórki, imprezy charytatywne. Z dnia na dzień puka do nich coraz więcej obcych ludzi: dzieci, młodzieży i seniorzy. - Pomożemy - deklarują.

Rozpoczyna się walka z czasem, którego jest niewiele, a zegar bezlitośnie tyka… Mnóstwo wolontariuszy wychodzi na ulice z puszkami, roznoszą ulotki. Po całej Limanowszyźnie płynie apel o pomoc, nikt nie zostaje obojętny. Ludzie stoją codziennie, na zmianę, w deszczu i słońcu, od rana do nocy, niejednokrotnie głodni i zmęczeni. Udaje się!

Październik 2012 r. 6-miesięczny Karolek przechodzi pierwszą skomplikowaną operację na otwartym sercu w Monachium. To jest czas próby dla rodziców, czas strachu, ale i nadziei, że wiara góry przenosi. Czas przerażenia, ale i radości, kiedy w końcu lekarz oznajmia: operacja udała się. Karolek po 7 dniach opuszcza szpital i wraca do Polski.

Ale to nie koniec walki o życie chłopczyka. Gdy zdrowie Karolka stabilizuje się, maluszek otrzymuje kwalifikacje na drugi etap operacji. Termin: czerwiec 2014r. Cena, jaką tym razem wyznaczono za życie Karolka to ponad 36 tys. euro, a więc blisko 150 tys. złotych.

- Uda się? - zastanawiają się rodzice, ale odpowiedź jest tylko jedna. Musi.

I znów młodzież wychodzi na ulice, na festyny, dożynki. Organizują kiermasze, imprezy charytatywne. Od poniedziałku do piątku, od rana do nocy do domu rodziców przychodzą sąsiadki i robią stroiki wielkanocne, kwiaty z bibuły, które potem wolontariusze sprzedają przy kościołach przez kilka niedziel od 6 rano do 21. Skarbonki rozstawione są w sklepach. I tym razem ludzie nie zawodzą. Trzy dni przed upływem terminu wpłaty wszystkich pieniędzy na konto kliniki w Niemczech rodzice otrzymują informację z fundacji: Na koncie jest już cała suma.

Czerwiec 2014 r. Niemcy. 2-letni Karolek przechodzi cewnikowanie serca oraz drugi etap leczenia operacyjnego wrodzonej złożonej wady serca. Operacja kończy się sukcesem. Mimo to chłopczyk nadal wymaga wielu badań i szczególnej opieki kardiologicznej jak i pediatrycznej.

- Gdyby nie bezinteresowna pomoc obcych ludzi, nie udałoby się. Apeluję do wszystkich rodziców, którzy są w podobnej sytuacji, kochani! Nie traćcie nigdy nadziei, świat jest pełny anonimowych aniołów - uśmiecha się Monika.

Obecnie Karolek jest pod stałą opieką specjalistyczną, przyjmuje leki i na chwilę obecną jego stan zdrowia jest stabilny. Na co dzień mieszka z rodzicami i bratem - 7-letnim Szymonem w Londynie, ale prawie każde wakacje spędza u swojej babci - Halinki, na wsi.

,,Pół serca… wystarcy”

25 lipca 2017 r. Stara Wieś. Przed żółtym, murowanym domkiem, ogromne stare lipy kłaniają się w pas przybyłym gościom. W ogródku, w otoczeniu róż stoi kapliczka z figurką Matki Bożej. Za domem dostojnie trzepie grzywą gniada klacz - Karina. W kuchennym oknie widać dwie pary oczu przyklejone do szyby.

- No, w końcu jesteś - witają mnie rezolutnie chłopcy, Szymon i Karolek. Faktycznie, mam prawie 20 minut spóźnienia.

- No to chodź, to ci wszystko pokażemy. Tutaj jest akwarium z rybkami, tutaj papuga, tutaj zdjęcie z moich urodzin, Ooo! To mama, tata, Szymon i ja - Karolek świetnie się sprawdza w roli gospodarza. Radosny, rezolutny, otwarty, gaduła.

Godz. 8 rano, pobudka, potem śniadanie i szaleństwo na polu do późnego wieczora. Trzeba Karinę wyczesać, jajka od kur pozbierać, poszukać skarbów w lesie, z bratem się

pokłócić...

- Ja jestem zakochany w rysowaniu - uśmiecha się 7-letni Szymon, pokazując wiszące na lodówce obrazki.

- A ja w dinozaurach i samochodach - przekrzykuje brata Karolek.

Chłopczyk 2 kwietnia zdmuchnął 5 świeczek na torcie. - To cud, że to dziecko tyle wytrwało - nadmienia babcia Halinka.

- Wies, jakie pomyślałem sobie zycenie? - sepleni chłopczyk. - Chciałbym być księdzem - odpowiada.

- A może zostaniesz pilotem albo kierowcą - zagaduje babcia.

- Nie babciu, już postanowiłem, będę księdzem - ucina 5-latek. Codziennie wieczorem klęka z braciszkiem do apelu jasnogórskiego.

- Dziękuję panu Bogu za rodzinę, braciska, zdrowie i modlę się: Pod Twoją obronę, uciekamy się święta Boża Rodzicielko, nasymi prośbami rac nie gardzić w potrzebach nasych, O Pani nasa, Pociesycielko nasa - recytuje całą antyfonę z pamięci.

- Aaa, bo nie wiem, cy wies, że ja mam pół serduska, ale jakiś cas temu pan doktor mi coś tam posklejał - wtrąca poważnie 5-latek. - Ale tak sobie myślę, że te pół to mi w zupełności wystarcy - dodaje z uśmiechem.

WIDEO: Magnes. Kultura Gazura - odcinek 13

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto



Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
u Boga nie ma rzeczy niemozliwych

mazzarello (gość)

Zgłoś naruszenie treści

to prawdziwy cuuud

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo