Spektakle okrucieństwa. Publiczne egzekucje w okupowanym...

Spektakle okrucieństwa. Publiczne egzekucje w okupowanym Krakowie

Anna Czocher

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Po egzekucji ciała ofiar pozostawiano na miejscu od kilku godzin do kilku dni (w przypadku powieszonych)

Po egzekucji ciała ofiar pozostawiano na miejscu od kilku godzin do kilku dni (w przypadku powieszonych) ©fot. archiwum IPN

Krakowski Oddział IPN i „Dziennik Polski przypominają. II wojna światowa. Od pierwszych tygodni po zajęciu miasta Niemcy podejmowali działania mające na celu eksterminację ludności polskiej i żydowskiej. Wraz z upływem kolejnych lat terror się nasilał. Jednym z przejawów eskalacji przemocy stała się jej jawność.
Po egzekucji ciała ofiar pozostawiano na miejscu od kilku godzin do kilku dni (w przypadku powieszonych)

Po egzekucji ciała ofiar pozostawiano na miejscu od kilku godzin do kilku dni (w przypadku powieszonych) ©fot. archiwum IPN

„Widziałam tej wojny walczących i rannych naszych żołnierzy na froncie kutnowskim we wrześniu 1939 roku. Widziałam ich świeże mogiły. Przeszłam wyrzucenie nas z domu przez gestapowców, aresztowanie Ojca przez Gestapo, nocną brankę na roboty do Niemiec, tragiczne wiadomości o naszych bliskich i znajomych. Ale to, co widziałam przed chwilą, było dla mnie wstrząsem! Nigdy tego nie zapomnę!”.

Przytoczony fragment wspomnień spisanych przez Zofię Świercz-Brunarską, wysiedloną ze Zgierza młodą kobietę odnosi się do wydarzenia, do którego doszło w Krakowie 27 maja 1944 r. W tym dniu przy ul. Botanicznej Niemcy rozstrzelali 40 osób. Była to kolejna z publicznych egzekucji odbywających się wówczas na terenie Krakowa.

Na początku w odosobnieniu

Od pierwszych tygodni po zajęciu miasta Niemcy podejmowali działania mające na celu eksterminację ludności polskiej i żydowskiej. Również od początku okupacji przeprowadzali w Krakowie i okolicach masowe egzekucje.

Rozstrzeliwano większe i mniejsze grupy skazańców w forcie w Krzesławicach, w wyrobisku Glinik w Przegorzałach, w Puszczy Niepołomickiej, a następnie na terenie obozu w Płaszowie. Pojedyncze osoby zabijano bezpośrednio na terenie więzienia policyjnego Montelupich i więzienia przy ul. Senackiej, tzw. więzienia św. Michała. Były to jednak miejsca odosobnione, gdzie postronne osoby nie miały dostępu. Niemcy oficjalnie nie przyznawali się do wykonywania egzekucji, nie epatowali na terenie miasta przelewem krwi, choć informacje o dokonywanych zbrodniach docierały do krakowian, a w pobliżu miejsc straceń słychać było odgłosy wystrzałów.

Od 1942 roku egzekucje pokazowe

Wraz z upływem kolejnych lat wojny terror się nasilał, i to zarówno co do skali, jak i metod stosowanych przez okupacyjny aparat represji. Jednym z przejawów eskalacji przemocy stała się jej jawność. Kraków przestał być miastem wolnym od publicznych egzekucji.

Pierwsza z nich miała miejsce 26 czerwca 1942 r. koło dworca kolejowego Kraków-Płaszów, kolejna kilka dni później w dzielnicy Wola Duchacka. Od czasu wydania przez Hansa Franka „Rozporządzenia celem zwalczania zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie z dnia 2 października 1943 r.” czyli tzw. dekretu o sądach doraźnych, który przewidywał karę śmierci za dowolne wykroczenie uznane za działanie na szkodę władz niemieckich, przeprowadzono w Krakowie ponad sto masowych egzekucji. Część z nich miała charakter publiczny. Według Komendy Głównej Armii Krajowej na terenie okręgu krakowskiego do 1 marca 1944 r. zginęło w egzekucjach pokazowych około 1600 osób. Choć od późnej wiosny 1944 r. terror nieco osłabł, egzekucje trwały do końca okupacji. Ostatnia miała miejsce na Dąbiu 15 stycznia 1945 r., a więc kilkadziesiąt godzin przed wkroczeniem do miasta czerwonoarmistów.

Egzekucje miały charakter odwetowy, a pretekstem do ich przeprowadzenia stały się działania podziemia, faktyczne lub tylko mu przypisywane. Publiczny charakter wykonania wyroku miał w założeniach władz okupacyjnych wywołać określony efekt - odstraszać od działalności antyniemieckiej i terroryzować społeczeństwo. Okupant stosował zbiorową odpowiedzialność, bowiem za zabicie lub zranienie jednego Niemca lub osoby współpracującej z Niemcami skazywano od kilku do kilkudziesięciu osób, z reguły nie związanych w bezpośredni sposób z danym wydarzeniem.

Najczęściej byli to więźniowie przetrzymywani na Montelupich, aresztowani w zawiązku z działalnością wymierzoną w okupanta. Ofiary wieszano lub rozstrzeliwano. Były to swoiste spektakle okrucieństwa.

Afisze śmierci na ulicach miasta

Egzekucjom pokazowym towarzyszyły rozplakatowywane ogromne kolorowe afisze, tzw. afisze śmierci, zawierające listy osób, które zostały już zabite oraz dalszych zakładników skazanych na śmierć.

Pierwszy taki afisz, który zawisł na ulicach Krakowa datowany był na 29 października 1943 r.

Natomiast obwieszczenie z 6 kwietnia 1944 r. zawierało najdłuższą z opublikowanych w dystrykcie krakowskim listę nazwisk - 112 skazańców i zakładników oraz informację, że na 33 osobach wyrok został już wykonany.

Afisze śmierci rozpoczynały się od komunikatu: „Za zamach morderczy dokonany dnia […] zastrzelono na podstawie wyroku Sądu Doraźnego 10 osób skazanych na śmierć…”, przy czym zmieniała się liczba osób rozstrzelanych. Informacje o egzekucjach i nazwiska zakładników ogłaszano także przez megafony - uliczne lub te zainstalowane na niemieckich samochodach.

Adam Kamiński w okresie wzmożonego terroru w październiku 1943 r. notował: „Egzekucja była zapowiedziana przez głośniki radiowe […] W przerwach pomiędzy jedną a drugą zapowiedzią nadawano muzykę taneczną”. „Dzisiaj rozlepiono na kioskach nowe ogłoszenie o skazaniu przez sąd policyjny na śmierć 30 młodych Polaków”. „W Krakowie potworne to zrobiło wrażenie”.

Egzekucje w pamięci krakowian

W pamięci mieszkańców Krakowa masowe egzekucje zapadły głęboko, jako nieodłączne wspomnienie okupacji. Były to wydarzenia, które - zresztą zgodnie z intencją okupanta - nie uchodziły uwadze i stawały się przedmiotem licznych rozmów i komentarzy. Jeśli egzekucja miała odbyć się przez powieszenie, już kilka godzin wcześniej wiedziano, że „coś się szykuje”, gdyż budowana była szubienica. Jeżeli rozstrzeliwano, nagle nadjeżdżały samochody i motocykle policji niemieckiej, zamykano okoliczne ulice, przywożono więźniów w pełnej obstawie.

„Janka akurat wyszła do pracy, lecz zaraz wróciła […] i szepce bez tchu, że pełno szkopów i wszystkich przechodniów zawracają z powrotem. Przejechały jakieś ciężarówki i za chwilę usłyszałyśmy strzelaninę […] Ale ciągle nie było wiadomo co. Dopiero jak ulicę z powrotem otwarli, to się okazało. Leżeli tak ci rozstrzelani ze dwie godziny. Można było do nich podchodzić, choć co dziesięć kroków stał Niemiec” - wspomina reakcję siostry Zenona Stróżyk-Stulgińska.

W owych spektaklach okrucieństwa krakowianie uczestniczyli jako przygodni widzowie, bądź widzowie z przymusu, bowiem zdarzało się, że policja niemiecka spędzała na miejsce kaźni przypadkowych przechodniów. Nie brakowało i takich, których przyprowadzała ciekawość. Egzekucje odbywały się w ruchliwych punktach miasta, na przykład na placu Bawół koło Starej Synagogi, w pobliżu stadionu Cracovii. W przypadku egzekucji w Płaszowie szubienice ustawiono obok torów kolejowych, tak by wisielcy byli widoczni z okien przejeżdżających pociągów.

Po egzekucji ciała ofiar pozostawiano na miejscu od kilku godzin (w przypadku rozstrzeliwań) do kilku dni (w przypadku powieszonych), aby większa liczba osób mogła je zobaczyć. Oglądający przekazywali informacje dalej, nieświadomie spełniając rolę, jaką wyznaczył im okupant. Policja niemiecka liczyła także, że uda się „wyłowić” wśród odwiedzających miejsca straceń osoby powiązane z ofiarami. Tożsamość ofiar egzekucji w wielu przypadkach nie została do dziś ustalona. Afisze nie zawsze są pomocne, bowiem Niemcy wybierając ofiary mordów nie trzymali się ściśle sporządzanych przez siebie list. Ciał nie oddawano rodzinom, zabierali je funkcjonariusze okupacyjni, część z nich została spalona na terenie obozu w Płaszowie.

Publiczne egzekucje robiły na mieszkańcach Krakowa wstrząsające wrażenie, nawet jeśli na ich miejsce poszli z własnej woli. „Mama też tam poszła i wróciła wstrząśnięta; nam zabroniła. [...] Tata [...] jakiś czas był nie do użytku, tak się tym przejął” - napisała o reakcjach rodziców Stróżyk-Stulgińska.

Dla krakowian ważna była potrzeba uczczenia pomordowanych i zachowania pamięci o nich. Na miejsca straceń przynoszono kwiaty i świece, choć były one usuwane przez policję, odmawiano modlitwy za zmarłych. Przywołana na wstępie Zofia Świercz-Brunarska przytacza słowa sąsiadki, która zaprowadziła ją na miejsce egzekucji przy ul. Botanicznej, właśnie po to, by była świadkiem: „Musisz to bestialstwo […] zobaczyć! Jesteś młoda, opowiesz to innym! Pamiętaj, opowiesz!”.




Czytaj także

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Może tak to wysłać

    grzeg (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 7 / 1

    do p. Merkel?

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Artykul, czy ostrzezenie ?

    Radca (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 9

    Czy w zwiazku z niezawetowaniem przez Pana Prezydenta wszystkich ustaw majacych na celu zmiane w polskim systemie sadownictwa, oraz zlosliwego sprzeciwu spoleczenstwa w sprawie przyjmowania do...rozwiń całość

    Czy w zwiazku z niezawetowaniem przez Pana Prezydenta wszystkich ustaw majacych na celu zmiane w polskim systemie sadownictwa, oraz zlosliwego sprzeciwu spoleczenstwa w sprawie przyjmowania do Polski murzynskich emigrantow, mozemy spodziewac sie w Krakowie masowych egzekucji bedacych jedna z sankcji Uni Europejskiej w stosunku do Polakow ?zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo