Odszedł Joaquin Navarro-Valls, rzecznik prasowy z najwyższej...

Odszedł Joaquin Navarro-Valls, rzecznik prasowy z najwyższej półki

Ks. Robert Nęcek, były wieloletni rzecznik krakowskiej kurii metropolitalnej

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Joaquin Navarro-Valls (1936-2017). Hiszpański dziennikarz i lekarz, w latach 1984-2006 dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej. Był rzecznikiem
1/2

Przejdź do
galerii zdjęć

©fot. Wikipedia

Ludzie. Joaquin Navarro-Valls był rzecznikiem prasowym wielkiego formatu, osobowością wyjątkową i mocną. Wizerunek Kościoła budował na prawdzie. Nie był pustym ideologiem broniącym absurdów, lecz rzecznikiem reprezentującym intelektualną i moralną jakość.
Był „portavoce”, jak mówią Włosi, czyli niosącym głos Jana Pawła II, przez rok Benedykta XVI i Stolicy Apostolskiej. Wiedział, że otwartość jest najlepszym rozwiązaniem we współpracy z mediami i powtarzał, że prawo do stawiania pytań mają nie tylko dziennikarze katoliccy, ale także dziennikarze niewierzący i nie podzielający światopoglądu chrześcijańskiego.

Podkreślał, że przedstawiciele Kościoła nie mogą wymagać od dziennikarzy wiary, gdyż ona wiąże się z osobistym oddaniem się nowej egzystencji i otwarciem się na światło Boga. Błędem jest więc ucieczka od odpowiedzialności przed przekazaniem treści wiary osobom, które jeszcze jej nie doświadczyły. Mógł tak powiedzieć, gdyż był elegancki w obyciu i słowie.

W tym kontekście można więc zapytać, w jakiej mierze ludzie Kościoła ponoszą odpowiedzialność za szerzącą się niewiarę, kiedy przychodzące osoby - w tym dziennikarze - widzą poważne braki w ich codziennym życiu moralnym i religijnym?

Rzecznik Navarro-Valls nieraz przypominał, że choć media nastawione są na powiększanie oglądalności i przynoszenie dochodów, to przedstawiciel Kościoła nie może czuć się zwolnionym z bycia świadkiem przed dziennikarzem i uciekać przed nim tylko dlatego, że ten nie zgadza się z chrześcijańskim światopoglądem. Jeżeli Kościół pragnie odnieść sukces pośród osób pracujących w mediach, to nade wszystko zobowiązany jest do dawania świadectwa wierze i świadectwa o sobie samym. Navarro-Valls swoją postawą i stylem sprawowania urzędu prowokował do pytań zasadniczych, jednocześnie domagając się szacunku i uznania dla wartości drogich wielu ludziom.

Pozytywnym przykładem pełnego zrozumienia funkcjonowania świata dziennikarskiego była sprawa zamordowania za murami Watykanu szwajcarskiego gwardzisty i jego żony 4 maja 1998 roku. Biuro prasowe Stolicy Apostolskiej zorganizowało konferencję prasową na temat tej tragedii w ten sam wieczór, w niedługim czasie po wydarzeniu. Następnego dnia udostępniono informacje z dowodami, które wyraźnie wskazywały na fakt, że inny szwajcarski gwardzista dokonał morderstw w afekcie, a później popełnił samobójstwo.

Mieszkałem wówczas w Rzymie. Niektórzy dziennikarze wyznali nieco później, że pamiętniki gwardzisty mogłyby wydłużyć zainteresowanie tym tematem do dwóch tygodni, pomnażając widzów i czytelników. Tymczasem prawdziwa i wyczerpująca informacja podana już po dwóch dniach od zdarzenia przez biuro prasowe spowodowała, że wiadomość przestała się cieszyć nadmiernym zainteresowaniem, przecinając nutę wielu bezpodstawnych pogłosek. Dlatego - w imię heroizmu - należy dążyć do „do takiej elokwencji, która skłania się ku dobru, a nie tej, która tylko mówcę stawia w dobrym świetle”.

Warto zauważyć, że Joaquin Navarro-Valls nie był rzecznikiem odtwórczym i suchym. Sam zabierał głos. Swoim piórem, słowem i postawą promował nauczanie Kościoła. Doskonale czuł medialnego bluesa. Wiedział, że lekceważenie medialnej rzeczywistości i problemów przez nią nagłaśnianych świadczy nie tylko o nieznajomości Magisterium Kościoła, ale dowodzi totalnego braku odpowiedzialności za wspólnotę kościelną.

W jednej ze swoich książek napisał, że pracując u boku Jana Pawła II, był krok w krok za nim. Zawsze serdeczny, z empatią do ludzi, uczuciowy. Pamiętam te łzy na konferencjach prasowych z ostatnich godzin życia papieża Wojtyły.

Był człowiekiem oszczędnym w słowach i niezwykle pokornym. Kiedy gościł w krakowskiej kurii podczas pielgrzymki Benedykta XVI, zawsze sstał poza oficjelami, ale w pobliżu. Zjednał sobie wielki szacunek i uznanie, a jego słowo miało nośność i głębszy ładunek. Nie dziwi więc, że szpalty gazet były dla niego otwarte.

Dla mnie to jedyny i niedościgły rzecznik prasowy.

WIDEO: Mówimy po krakosku - odcinek 12. Zróbże, idźże, weźże

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto




Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama