Kolumbia od kulis. Takiego kraju nie można kupić [FRAGMENT...

Kolumbia od kulis. Takiego kraju nie można kupić [FRAGMENT KSIĄŻKI] [TONY KOSOSKI]

Tony Kososki

Polska

Aktualizacja:

Polska

Plac Botero w Medellin

Plac Botero w Medellin ©/EAST NEWS

Medellin wydawało mi się ciasne. Spodziewałem się tutaj jakichś zabytków, starówki, a ono tak na dobrą sprawę ograniczało się do kilku ładniejszych pomników, ulic, wysokich budynków i placów - pisze Tony Kososki.
Plac Botero w Medellin

Plac Botero w Medellin ©/EAST NEWS

Gdy zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej otwartej 24 godziny, jakieś 10 kilometrów przed miastem, to wciąż mając w głowie zdarzenie z Quito, wpadłem na pomysł, żeby spędzić noc tutaj i do metropolii Pablo Escobara wjechać z samego rana. Kierowca jednak uspokajał, że Medellín to spokojne i bezpieczne miasto, a on sam będzie jechał metrem i „zawiezie” mnie na przystanek, na którym muszę wysiąść.

Zaparkowaliśmy auto w firmie i udaliśmy się w kierunku stacji. Okazało się, że Bello, do którego jadę, położone jest z drugiej strony miasta i aby dodać mojemu przejazdowi więcej dramaturgii, tak naprawdę leży poza jego granicami. Wsiedliśmy we względnie pusty wagonik kolejki, który im bliżej centrum, tym coraz bardziej zapełniał się ludźmi wracającymi z pracy.
I gdy było tak tłoczno, że nie dało się oddychać, na 30 minut stanęliśmy na wiadukcie wysokim jak palmy w dolinie Cocora. Denerwowałem się. Naprawdę nie lubiłem miast po zmroku, nigdy nie wiedziałem, co i gdzie może się wydarzyć. Na stacji Madera zameldowaliśmy się około 21. Kilkaset pesos w monetach powędrowało do środka automatu w budce telefonicznej i zadzwoniłem pod zostawiony mi numer.

- Cześć! Jak się masz? To ja, Tony, Polaco. Oferta nadal aktualna? Bo ja przyjechałem i jestem na przystanku. Odbierzecie mnie? - spytałem wesołym głosem.

- Hola, hola! Zaraz będziemy, czekaj tam, gdzie jesteś, nigdzie się nie ruszaj.

CZYTAJ TAKŻE: Amazonka-Andy-Pacyfik. A po drodze Machu Picchu [GALERIA]

Zaszyłem się w rogu tak, żeby nie rzucać się w oczy złodziejom i zacząłem czytać książkę. Kilkanaście minut później zobaczyłem Marcelę i Jorgego, którzy tak niedawno, podczas autostopu, zaproponowali mi gościnę. Uśmiech wskoczył im na twarz, gdy tylko mnie ujrzeli. Gdy dojechaliśmy do domu, dostałem kolację i poznałem Laurę - ich śliczną siedemnastoletnią córkę. Domyślając się, jak mogę naprawić zepsuty aparat fotograficzny, poprosiłem o odkurzacz i… zadziałało. Ssące powietrze wyciągnęło blokujący się obiektyw. Korzystając z okazji, oczyściłem go też z drobinek piasku, naoliwiłem, zrobiłem nawet dwa zdjęcia. Ale szybko okazało się, że aby mi dalej służył, musiałbym nosić „elektroluks” ze sobą. Jeszcze tego samego dnia poprosiłem o igłę i nitkę, żeby zacerować dziurę w plecaku, przez którą mogły mi się niezauważalnie wysypać ciuchy. Okazało się jednak, że rodzina zajmuje się produkcją butów i w piwnicy mają maszyny do szycia, „ale to spokojnie, jutro, dzisiaj jest już za późno”.

Mieszkali w dwupiętrowym domu, na samej górze. Na parterze znajdowała się pracownia i garaż, a na pierwszym piętrze było mieszkanie czekające na wynajem. Teraz pełniło funkcję magazynu dla uszytych butów. Liczba metrów kwadratowych odpowiadała mniej więcej temu, co znam z domu. Była kuchnia, łazienka, sypialnia rodziców, pokoik dziewczyny, niewielki salon, gdzie stał stacjonarny komputer i stół, przy którym jedliśmy wspólnie wieczorny posiłek, oraz balkon, z którego ponad sąsiadującymi budynkami rozciągał się całkiem ładny widok. Na prośbę mamy dziewczyna odstąpiła mi swoje kilka metrów kwadratowych i przeniosła się na materac do salonu. Załadowałem swoje ciuchy do pokoju i wziąłem prysznic. Plan na jutro był ambitny. Poza wypraniem ciuchów i zszyciem plecaka, zakładał oglądanie filmów przez cały dzień i w przerwach nadrabianie zaległości z internetu. Plan na niedzielę - ruszenie się z miejsca i zwiedzanie miasta. A w poniedziałek? W poniedziałek to wypadałoby już jechać do Bogoty, bo ile można siedzieć u obcych ludzi. Ewentualnie, jeśli się zgodzą, zostać i powtórzyć sobotę, dodając do niej Skype’a.
1 3 4 »

Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama