Dziennik Polski - Wiadomości Kraków, Informacje Kraków | Dziennik Polski

Kino nieme wciąż można odkrywać na nowo. Ma jeszcze...

Kino nieme wciąż można odkrywać na nowo. Ma jeszcze tajemnice...

1/2
Marynia Gierat: - Obraz ma często większą siłę niż słowo.
17. Festiwal Filmu Niemego - Podróże odbywa się w krakowskim Kinie Pod Baranami w dniach 1-4 grudnia
Rozmowa. MARYNIA GIERAT opowiada o 17. Festiwalu Filmu Niemego w Krakowie, który potrwa od dziś do najbliższej niedzieli.
- Jak wytłumaczyć pewien paradoks, to, że niezaawansowane technologicznie kino nieme podejmowało tak widowiskowe tematy związane z podróżami, jak wyprawa na Marsa czy do nieznanych miejsc zamieszkiwanych przez Indian, a nawet do odległych czasów za panowania faraonów?

- To tylko kolejny dowód na to, że marzenia o najdalszych podróżach towarzyszyły ludzkości od zawsze. Kiedy więc pojawiło się nowe medium - film - jego twórcy od razu chcieli o tych podróżach opowiadać.
Stąd film o wyprawie na Marsa (dziś oglądamy go z uśmiechem na twarzy, porównując choćby z niedawno obecnym na ekranie „Marsjaninem”), stąd tak wielkie przedsięwzięcie, jak budowa spektakularnych dekoracji do filmu „Żona Faraona”. Stąd wreszcie filmowa dokumentacja życia rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej, która otworzy Festiwal Filmu Niemego („In the Land of the Head Hunters”).

- Jakie wrażenie na miłośnikach melodramatu może dziś wywrzeć „Zew morza” Henryka Szaro z 1927 roku? Czy emocje w kinie niemym działają z taką samą siłą, jak w filmach po przełomie dźwiękowym?

- To wielka przyjemność estetyczna - film odrestaurowany cyfrowo przez Filmotekę Narodową prezentuje się naprawdę pięknie. A emocje? Obraz ma często większą siłę niż słowo. I choć czasem sposób gry aktorskiej z czasów kina niemego może wydawać się nam nieco przerysowany - wierzę, że kino nieme może wywoływać silne emocje, szczególnie jeśli towarzyszy mu muzyka na żywo.

- Pewnie każdy miłośnik kina widział „Casablankę” Michaela Curtiza, ale gdyby ktoś prosił nas o wymienienie niemego tytułu tego reżysera, pewnie mielibyśmy problem. Festiwal Filmu Niemego pozwoli nam nadrobić zaległości, prawda?

- Zanim Mihály Kertész wyjechał do Hollywood i został Michaelem Curtizem - nakręcił w Europie około 50 filmów, choć ocalało tylko kilka. Dlatego prawie nic o nich nie wiemy. Film „Niepożądana”, który Curtiz nakręcił w 1915 roku na Węgrzech, odnaleziono przypadkiem dopiero w 2008 roku w piwnicach Instytutu Węgierskiego w Nowym Jorku. Dzięki takim cudom wciąż poznajemy nieznane wcześniej filmy nieme i Festiwal z radością je prezentuje.

- Czy „Niepożądana” zapowiadała erupcję sukcesu Curtiza w Hollywood?

- To film nakręcony niemal 30 lat przed „Casablanką” - początki kariery reżyserskiej Curtiza. I choć film „Niepożądana” trudno porównać do mistrzostwa najbardziej kultowego filmu wszechczasów, to już widać w nim zalążki tego znakomitego melodramatu, choćby w budowie historii czy poprowadzeniu aktorów.

- Czy podróże z tegorocznym Festiwalem Filmu Niemego okażą się dla nas kształcące?

- Na każdym Festiwalu staramy się pokazywać nie tylko tytuły znane i kultowe (jak choćby „Generał” czy „Nanuk z Północy”). Chcemy pokazywać też rzeczy mniej znane albo niedawno odkryte. Mam więc nadzieję, że znów odkryjemy kolejne karty historii niemego kina, oglądając np. „In the Land of the Head Hunters”, nakręcony z udziałem rdzennych Amerykanów, czy nieme filmy z Chorwacji, jakie pokażemy dzięki współpracy, którą nawiązaliśmy z festiwalem filmów niemych w Zagrzebiu.

- „Droga do Ernoa” René Coiffarda i Louisa Delluca udowadnia z kolei, że kino nieme miało wiele wspólnego z malarstwem...

- Tak - to film z nurtu francuskiego impresjonizmu filmowego. Dla impresjonistów bardzo ważną rolę w filmie odgrywał pejzaż. Dlatego też Delluc w poszukiwaniu idealnego światła wyruszył aż do krainy Basków, gdzie właśnie nakręcił „Drogę do Ernoa”. W operowaniu światłem - nawiązującym oczywiście do malarstwa - jest też siła kina do dziś.

- Jaką ofertę przygotowałaś w tym roku dla dzieci?

- W tym roku - podobnie jak w latach ubiegłych - zapraszamy dzieci na dwa spotkania. Na jednym maluchy same przygotują maszyny do tworzenia „ruchomych obrazów”, takie jak camera obscura. Opowiadamy przy tym o idei kina, właśnie jako poruszających się obrazów. Tłumaczymy, jak kino działa. Na drugim spotkaniu - dzieci oglądają „Podróż na Księżyc” z muzyką na żywo, a później, wraz z zespołem, uczą się same „zagrać” na żywo do filmu niemego. Wychowujemy sobie tym samym nie tylko przyszłych widzów, ale i przyszłych akompaniatorów!

- Jak najmłodsi widzowie reagują na pokazy filmów niemych?

- To czysta radość. Dzieci reagują w najbardziej naturalny sposób. Nie ma dialogów, nie ma napisów - są tylko ruchome obrazy. Tę prostą formę dzieci odbierają w bardzo naturalny sposób. Śmieją się z gagów, przejmują smutną miną bohatera. „Podróż na Księżyc” lubią szczególnie, bo kolorowana kopia jest dla nich atrakcją. Ale świetnie z dziećmi ogląda się także filmy z Charliem Chaplinem czy Busterem Keatonem - mamy nadzieję w kolejnych edycjach zaprosić dzieci właśnie na pokazy najsłynniejszych komików. Niech oglądają z dorosłymi, którzy na tych pokazach bawią się równie dobrze!

Rozmawiała Urszula Wolak
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się