Dawna Tandeta idzie jak burza. Mieszkańcy Krakowa i okolic...

Dawna Tandeta idzie jak burza. Mieszkańcy Krakowa i okolic chcą robić zakupy w niedziele. Zyskują targowiska i małe sklepy

Zbigniew Bartuś

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Krakowianie i mieszkańcy okolicznych miejscowości chcą robić zakupy w niedziele. Z powodu zakazu nie mogą w marketach, to robią u drobnych kupców, których
1/5
przejdź do galerii

Krakowianie i mieszkańcy okolicznych miejscowości chcą robić zakupy w niedziele. Z powodu zakazu nie mogą w marketach, to robią u drobnych kupców, których niedzielny zakaz handlu nie dotyczy.
©Aneta Zurek / Polska Press

„U nas zrobisz zakupy w każdą niedzielę miesiąca” – takim hasłem reklamuje się Krakowskie Centrum Handlowo Targowe (KCHT) wybudowane w miejscu dawnej Tandety. Skutecznie!
- Targowisko idzie jak burza. Widać, że krakowianie i mieszkańcy okolicznych miejscowości chcą robić zakupy w niedziele. Z powodu zakazu nie mogą w marketach, to robią u drobnych kupców, których niedzielny zakaz handlu nie dotyczy. Należąca do 250 kupców Tandeta niewątpliwie na tym korzysta – mówi nam Wiesław Jopek, prezes Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej.

Z sygnałów napływających do Kongregacji od właścicieli mniejszych sklepów rozsianych po całym Krakowie również wynika, że obroty im generalnie wzrosły.
Prezes Jopek zastrzega, że jest zbyt wcześnie, by to kojarzyć wprost z wprowadzonym od marca zakazem, bo mogły tu zadziałać również inne czynniki, ale faktem jest, iż bardzo zachęca to kupców do niedzielnej pracy za ladą w swych placówkach.

- Faktycznie, sytuacja jest bardzo dobra i napawa optymizmem. Po początkowym zamieszaniu, mieszkańcy Krakowa i podkrakowskich wiosek wiedzą już, że u nas jest otwarte i przybywają w niedziele tłumnie. Widać, że mają taką potrzebę – mówi nam Zbigniew Burdak, wiceprezes spółki KCHT.

Nieoficjalnie słyszymy od kupców, że nad sezonowym otwarciem placów zastanawiają się inne krakowskie targowiska. Skoro ludzie są chętni, a markety i dyskonty będą coraz częściej zamknięte (w przyszłym roku handlowa będzie tylko jedna niedziela w miesiącu, a w 2020 r. zakaz obejmie wszystkie niedziele i święta), można by odzyskać część obrotów utraconych przez drobnych rodzimych kupców, głównie na rzecz wielkich zagranicznych sieci handlowych.

Do takiego posunięcia zachęca przykład dawnej Tandety oraz innych targowisk działających w niedziele w małopolskich miastach, m.in. w Nowym Targu, Tarnowie i Oświęcimiu. - Na innych krakowskich targowiskach nie ma tradycji handlu w niedzielę. Ale kto wie… - zastanawia się Wiesław Jopek.

Małe sklepy rosły w marcu na… majonezie i chrzanie


Obserwacje krakowskich kupców potwierdzają najświeższe dane napływające z Centrum Monitorowania Rynku. Mimo gigantycznych akcji reklamowych i promocyjnych wielkich sieci handlowych, zachęcających do zwiększonych zakupów w piątki i soboty, liczba transakcji w sklepach małoformatowych (do 300 metrów kw.) rośnie w tempie dwucyfrowym. W marcu całkowita wartość sprzedaży była tam o prawie jedną czwartą wyższa niż w lutym.

Joanna Chilicka z Polskiej Izby Handlu tłumaczy portalowi dlahandlu.pl, że ów wzrost nie jest efektem samej tylko większej liczby dni (marzec był o 3 dni dłuższy niż luty), ale też zwiększonych zakupów związanych z przygotowaniami do Wielkanocy: w małych sklepach padł rekord sprzedaży przypraw i dodatków kulinarnych (wzrost o 36 proc. rok do roku), majonezu (40 proc.) i chrzanu (o 100 proc.!) , masowo kupowaliśmy też ciasta, słodycze i wódki smakowe; spadła sprzedaż piwa.

Ale nawet po uwzględnieniu tych czynników obroty małych sklepów wzrosły w porównaniu z zeszłym rokiem o blisko 9 proc., i to mimo mroźnej części poprzedniego miesiąca, nie zachęcającej klientów do wychodzenia z domów. Dane CMR sugerują, że powodem wzrostu liczby transakcji i wartości obrotów był zakaz handlu w większych sklepach – te mniejsze zdołały przechwycić niedzielnych klientów.

Średnia wartość transakcji w sklepie małoformatowym wynosi 14,9 zł. To o 16 proc. więcej niż przed rokiem. Część tego wzrostu wynika z podwyżek cen. Z danych krakowskiego GUS wynika, że w okolicach świąt (w porównaniu z takim samym okresem zeszłego roku) jaja zdrożały o 44 proc., cytrusy o 9 proc., wędliny o 7 proc., pieczywo i ziemniaki o 5 proc. O jedna trzecią staniał za to cukier, a o 10 proc. – margaryna.

Polak jest optymistą, zarabia więcej i chętniej kupuje


Z najświeższych danych GUS wynika, że utrzymujący się od lutego 2015 r. spory optymizm w polskim handlu detalicznym nieco wprawdzie osłabł, ale generalnie prognozy sprzedaży są nadal korzystne. Kupcy patrzą na kieszenie Polaków i widzą, że statystyczny Kowalski zarabia 7 proc. więcej niż przed rokiem. Przeciętne wynagrodzenie w średnich i dużych firmach wyniosło w marcu aż 4 887 zł brutto, czyli prawie 3,5 tys. zł na rękę.

Tymczasem ceny rosną znacznie wolniej niż w drugiej połowie zeszłego roku. W efekcie podwyżki płac, przynajmniej u części Małopolan (bo jedni dostają o 17 proc. więcej niż przed rokiem, a inni tyle samo), zdecydowanie wyprzedzają inflację i w portfelach zostaje wyraźnie więcej pieniędzy. Obecny trend jest najkorzystniejszy od lat, co przekłada się na optymizm konsumentów – a więc także ich decyzje o zakupach i planowaniu zakupów.

Ni dziwnego, że badany przez GUS wskaźnik tzw. ufności konsumenckiej wynosi już 7,8, natomiast wskaźnik wyprzedzający - 5,7. Wartości te są bardzo wysokie. Tłumacząc je na ludzki język można rzec, że polscy konsumenci uważają, iż jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.

Jednocześnie osłabł strach przed bezrobociem. Według Instytutu Badawczego agencji pracy Randstad, znalezienie nowego zatrudnienia nad Wisłą zajmuje obecnie średnio 2,5 miesiąca, czyli kilka razy mniej niż parę lat temu. Bezrobocie w metropoliach, jak Kraków, oscyluje wokół 2-3 proc., czyli tzw. poziomu naturalnego. Tutaj raczej praca szuka człowieka niż na odwrót. A pracodawcy próbują zatrzymać dotychczasowych pracowników m.in. przy pomocy podwyżek.

- Gospodarstwa domowe dobrze oceniają swoją sytuację finansową w ostatnim roku i jeszcze lepiej w perspektywie najbliższych 12 miesięcy. Pozytywnie oceniają też kondycję gospodarki i wierzą, że w najbliższych miesiącach będzie się jeszcze poprawiała. Nie boją się utraty pracy i w najbliższych miesiącach będą z ochotą robili zakupy - komentuje Zbigniew Maciąg, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Dodaje, że to bardzo dobra informacja dla przedsiębiorców, bo ich towary i usługi znajdą nabywców. Cała polska gospodarka rośnie w ostatnich latach głównie dzięki wysokiej konsumpcji.

I tu wracamy doi Tandety i drobnych kupców, których obroty rosną. Ów wzrost okazuje się bowiem efektem nie tylko zakazu niedzielnego handlu dużych sklepów, ale i ogólnego wzrostu zasobności Polaków. Odczuwają go również w ostatnich dniach krakowskie biura podróży, których majówkowe oferty są rozchwytywane jak nigdy w historii. Część Polaków ma pieniądze i chce się zabawić, odpocząć, albo jedno i drugie na raz.

Polacy chcą handlu w niedzielę? Zwolennicy PO – tak, a PiS – nie


Z najświeższego sondażu przeprowadzonego na zlecenie Money.pl na panelu Ariadna wynika, że 44 proc. Polaków chce likwidacji zakazu handlu w niedzielę, z czego połowa "zdecydowanie”. 41 proc. jest przeciw, a 15 proc. nie ma zdania.

Za zniesieniem zakazu opowiada się aż trzy czwarte wyborców PO i tylko 28 proc. wyborców PiS. Prawie dwie trzecie tych ostatnich chce utrzymania zakazu. Tego samego zdania jest zaledwie 16 proc. wyborców PO. Jednocześnie większość zwolenników obu partii wyraża zgodnie chęć robienia zakupów w niedziele.

ZOBACZ KONIECZNIE:




WIDEO: Praca inspektorów w niedziele problemem?

Źródło: Dzień Dobry TVN

Komentarze (2)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Praca szuka człowieka lub człowiek szuka pracy.

Zgłoś naruszenie treści / 2 / 3

Jest tak i tak. Brakuje rąk do pracy (dosłownie rąk), a głowy muszą nieraz szukać pracy i nie mogą znaleźć zatrudnienia zgodnego z poziomem i KIERUNKIEM wykształcenia. Np. filologia bułgarska -...rozwiń całość

Jest tak i tak. Brakuje rąk do pracy (dosłownie rąk), a głowy muszą nieraz szukać pracy i nie mogą znaleźć zatrudnienia zgodnego z poziomem i KIERUNKIEM wykształcenia. Np. filologia bułgarska - praktycznie gwarancja bezrobocia (jeśli się chce pracować zgodnie ze specjalnością a nie posiada się innego zawodu), tym bardziej filozofia, politologia. zwiń


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Nie rozmieszaj mnie

Abaqus (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 3 / 3

Nie chodzi o to by pracowac dla samej pracy tylko o to by robic cos co jest potrzebne. Co mozna robic pozytecznego po takiej filozofii?

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo