„Chiński właściciel zyska wiedzę o chronionych w Polsce...

„Chiński właściciel zyska wiedzę o chronionych w Polsce obiektach”

Zbigniew Bartuś

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Kontrowersje. China Security & Fire chce podbić Europę. Przyczółkiem jest Konsalnet, który chroni m.in. obiekty wojskowe w naszym kraju.
Ochrona polskiej armii to potężny biznes

Ochrona polskiej armii to potężny biznes ©fot. Konsalnet

Na wieść o przejęciu - za 110 mln euro - Konsalnetu, największej polskiej firmy ochroniarskiej, przez China Security and Fire (CS&F), azjatyckiego potentata na rynku ochrony ludzi i mienia, najgorętsze pytanie w branży brzmi: co zrobi nasze Ministerstwo Obrony Narodowej?

Zatrudniający w całym kraju ponad 20 tys. osób Konsalnet monitoruje 58 tys. obiektów, a 3,2 tys. fizycznie chroni. Są wśród nich strategiczne obiekty wojskowe oraz instytucje publiczne i banki.

„Chińczycy nie Francuzi”

- Zaistniała obawa, że chiński właściciel, powiązany z komunistycznymi władzami Państwa Środka i tamtejszymi służbami, pozyska ogromną wiedzę o chronionych w Polsce obiektach i instytucjach, a są to informacje wrażliwe z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa - mówi nam ekspert pracujący dla Ministerstwa Obrony Narodowej, dodając, że „głównymi klientami CS&F byli dotąd rząd i armia Chin”.


- Bzdurne spekulacje - odpowiada Tomasz Wojak, szef Polskiego Związku Pracodawców Ochrona i zarazem prezes spółki Konsalnet Security.

- Właścicielem Konsalnetu był dotąd fundusz inwestycyjny kontrolowany przez francuski bank i nikogo to nie obchodziło. Liczył się tylko nasz profesjonalizm i jestem pewien, że tak będzie nadal - przekonuje.

- Ale Francuzi to nasi sojusznicy, a Chińczycy niekoniecznie - kontruje ekspert MON.

Wojak wyjaśnia, że francuski fundusz (Value4Capital Eastern Europe) był inwestorem finansowym, więc liczył się dla niego wyłącznie zysk, natomiast chiński gigant jest doświadczonym inwestorem branżowym, który świetnie rozumie sektor ochrony i zależy mu na przyszłości polskiej spółki. Wcześniej dokonał m.in. przejęć w Australii, Hongkongu, Makau i Tajlandii, a Konsalnet ma się dlań stać przyczółkiem w Europie. To oznacza dla polskiej firmy szansę na rozwój i ekspansję.

- Nie zauważyłem przy tym w MON, ani polskiej armii tendencji do odsuwania prywatnych firm od ochrony obiektów wojskowych i nie sądzę, by wejście poważnego chińskiego inwestora cokolwiek tu zmieniło - mówi Tomasz Wojak.

Inaczej uważa Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony. - Prywatne firmy są odsuwane od ochrony publicznych obiektów i można się spodziewać dalszych ograniczeń - mówi. Zwraca uwagę na to, że umowy zawarte przez wojsko z firmami prywatnymi obowiązują tylko do końca roku. I na to, że ochroną zajęły się na powrót spółki skarbu państwa - jak Lotos i Poczta Polska (ta druga wygrała przetarg na ochronę lotniska w Pyrzowicach).

„Renacjonalizacja”

W opinii Wagnera przejęcie Konsalnetu przez Chińczyków może przyspieszyć proces „renacjonalizacji ochrony”, a zwłaszcza rugowania prywatnych agencji z obiektów wojskowych. Agencje, które do ochrony armii stworzyły i utrzymują Specjalistyczne Uzbrojone Formacje Ochronne (SUFO), stracą wtedy olbrzymie pieniądze. W 2015 r. wojsko wydało na ochronę jednostek i obiektów przez SUFO 305 mln zł, a w 2016 już 422 mln zł.

- Zatrudnienie żołnierzy w roli wartowników kosztowałoby dwa razy tyle, więc dzięki usługom prywatnych firm armia oszczędza krocie - podkreśla Tomasz Wojak.

Sławomir Wagner odpowiada, że przy obecnych nastrojach w MON (i ogólnej atmosferze w kraju) koszty mogą nie mieć żadnego znaczenia: prywatni ochroniarze zostaną wyrzuceni np. w imię „przywracania bezpieczeństwa”.

„Partyjny aparatczyk” i „powiązania z Rosją”

Beniamin Krasicki, prezes chroniącej obiekty wojskowe firmy City Security (cytowany w analizie dr Bartosza Kowalskiego z Ośrodka Spraw Azjatyckich Uniwersytetu Łódzkiego) uważa, że niechęć MON może się skupić nasamym Konsalnecie; np. chiński właściciel będzie miał problem z uzyskaniem poświadczenia bezpieczeństwa, wymaganego przy pilnowaniu strategicznych obiektów.

Ekspert MON przyznaje, że „coś może być na rzeczy”. CS&F należy do wielkiego koncernu China Security&Surveillance Technology, w którego zarządzie zasiada m.in. „wpływowy aparatczyk Komunistycznej Partii Chin.” We władzach koncernu figurował też ponoć były wysoki oficer bezpieki, zaangażowany w tworzenie systemu kontroli chińskiego internetu.

- Ale City Security (CS) także podlega rozpoznaniu wywiadowczemu - dodaje ekspert wyjaśniając, że „chodzi o strukturę i powiązania z Rosją”.

O „powiązaniach CS z Rosją” zrobiło się głośno cztery lata temu, po ujawnieniu afery korupcyjnej w 22 Bazie Lotnictwa Taktycznego w Malborku, gdzie odpowiedzialni za logistykę wysocy oficerowie, za łapówki od przedstawicieli spółki-córki CS, tak skonstruowali zamówienie, by przetarg wygrała ta właśnie firma. Przy okazji pojawiło się pytanie, „jak to możliwe, by lotniska NATO strzeże firma działająca także w Rosji, gdzie branża ochroniarska jest całkowicie kontrolowana przez byłych funkcjonariuszy KGB i GRU”.

Prezes Krasicki poczuł się oczerniany i wyjaśniał, że „na wakacjach w Grecji poznał żonę, która jest Rosjanką z Sankt Petersburga”. - Żaden wywiad nie mógł maczać w tym palców - ironizował dodając, że już podczas pierwszej wizyty u rodziny wybranki zdradził plany wejścia na rynek rosyjski. W jaki sposób zdobył certyfikaty i pozwolenia w branży kontrolowanej przez putinowskie służby?

- Wykupiliśmy istniejącą już firmę ochroniarską, której właścicielem był emerytowany oficer rosyjskiej straży granicznej. Na naszą prośbę pozostał jej prezesem i odpowiada za wyniki na wschodnim rynku - wyjaśnił Krasicki.

MON: bez odpowiedzi

- By ochraniać obiekty wojskowe w Polsce, wystarczy koncesja wydana przez policję. Wojsko nie tworzy centralnie listy firm ze specjalnymi wojskowymi certyfikatami - komentuje Krzysztof Witulski, redaktor naczelny magazynu „Ochroniarz”, były żołnierz „Czerwonych beretów”. Jego zdaniem, wojsko powinno, jak dawniej, samodzielnie strzec swojej jednostki, a służba wartownicza winna być elementem wyszkolenia armii.

Ppłk Marek Pietrzak z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych (DG RSZ) wyjaśnia, że organizując przetargi na ochronę jednostek i obiektów wojskowych dowódcy „nie mają podstaw prawnych do wykluczenia z postępowania o udzielenie zamówienia publicznego przedsiębiorcy SUFO spełniającego wymogi formalne”, czyli posiadającego koncesję.

W bazie Komendy Głównej Policji zarejestrowało się około tysiąca specjalistycznych firm ochroniarskich. Niespełna 50 z nich strzeże około połowy obiektów podległych DG RSZ.

- Dowództwo nie posiada informacji na temat ewentualnych prac nad zmianą przepisów w zakresie dostępu przedsiębiorców do procedur przetargowych na ochronę obiektów wojskowych - mówi ppłk Pietrzak.

Na wyjaśnienia MON w tej palącej obecnie kwestii czekamy od dwóch tygodni...

zbigniew.bartus@dziennik.krakow.pl

Czytaj także

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    na logikę

    SUFO (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 1

    Jeżeli MON nie odetnie Konsalnetu od infrastruktury krytycznej to znaczy, że wszystkie nasze służby specjalne ABW i SKW powinny zostać rozwiązane.

    Gościmy w Polsce komponenty...rozwiń całość

    Jeżeli MON nie odetnie Konsalnetu od infrastruktury krytycznej to znaczy, że wszystkie nasze służby specjalne ABW i SKW powinny zostać rozwiązane.

    Gościmy w Polsce komponenty amerykańskich sił zbrojnych. Jeżeli amerykanie się dowiedzą, że mogą zostać inwigilowani przez Chiński wywiad to do Polski nie wyślą nam żadnego sprzętu. Choćby do wzmocnienia flanki wschodniej. Takie mam zdanie.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo